poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Międzypokoleniowy Dom Bednarska


Dzięki japońskiemu teatrzykowi kamishibai trzy pokolenia połączyły się w jednym domu. O działaniach powadzonych w Międzypokoleniowym Domu Bednarska opowiadają dziennikarce Judycie Sierakowskiej uczestnicy i animatorzy projektu „Teatr czytany – bajka łączy pokolenia” z Łódzkiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Inicjatywa została nagrodzona w konkursie dotacyjnym „Seniorzy w akcji” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” i Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.


tekst: Judyta Sierakowska
zdjęcia: Joanna Kiernicka





Dzieci
W wielkim mieście, w niedużym parku był stary dworek. Mieszkały w nim dzieci: Nikola, Zuzanna, Karolina , Zuzia i dwie Klaudie oraz Kuba, Piotr, Tomek, Brajan, Bartek, Adrian, Wiktor, Oskar, Paweł, Robert, Krystian, Kamil, Dominik, Hubert. Dzieci chodziły do szkoły, bawiły się i były szczęśliwe. Aż tu …. pewnego wiosennego dnia…* (fragmenty bajki „Przygoda w Kosmosie” napisanej przez dzieci i seniorów na warsztatach)

 - Lgną do nas, przytulają się, zaczepiają – opowiada Wojtek Wachowicz. – Zapraszają nas jak obchodzą urodziny. Poprosiliśmy, żeby nas powiadamiały o tym, to wtedy mamy szansę urządzić im przyjęcie: upieczemy ciacho albo kupimy tort. Niektóre nigdy wcześniej nie miały tortu. Pani Wiesia powiedziała, że są dzieci, co pierwszy raz w życiu dmuchały świeczkę na torcie. Jak Karolinie składaliśmy życzenia, popłakała się. Powiedziała, że nigdy nie miała takich urodzin. Dzieci z Domu Dziecka na Bednarskiej w Łodzi mają trudne dzieciństwo. Ich rodzice są pozbawieni praw rodzicielskich z różnych powodów, głównie finansowych. Relacje są bardzo trudne i różnie z nimi bywa. To nie jest słodka telenowela.

Pokolenia
 - Ufo! Ufo! Patrzcie, ufo ląduje! – krzyczał Tomek. (…) Gdy statek kosmiczny wylądował, otworzyły się drzwi i nieprawdopodobnie jasny, rażący promień otoczył dzieci i błyskawicznie wciągnął je do środka.

Zaczęło się od seniorów z Łódzkiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku (ŁUTW). - Tłumaczyliśmy bajki na lektoracie z języka rosyjskiego i ktoś rzucił hasło, że przecież bajki są idealne do łączenia pokoleń – opowiada pani Wiesia Kozłowska z ŁUTW. Był już pomysł, że ma być teatr, ale żeby dzieci nie musiały uczyć się na pamięć, tylko mogłyby czytać, to teatr czytany. Ktoś inny rzucił, że najlepszym miejscem do realizacji będzie „Bednarska”.Międzypokoleniowy Dom Bednarska w Łodzi to niemal miejsce legenda. Pierwszy taki dom w Polsce, gdzie w jednym miejscu są dzieci z Domu Dziecka (DD) nr 9, osoby w podeszłym wieku z Domu Dziennego Pobytu (DDP) i siedziba Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę (SPP). „Bednarska”  powstała 10 lat temu. To z założenia był projekt mający łączyć pokolenia, zapewniając swobodny kontakt wychowankom Domu Dziecka z osobami starszymi i samotnymi. Obok domu jest park i boisko, a sam dom mieści się w pałacyku.




Tylko dla Ciebie
Żywność była w pastylkach, a woda powstawała w „dyfuzorze”. Dzieci były tak bardzo pochłonięte oglądaniem i dotykaniem wszystkiego, że nawet nie zauważyły startu w Kosmos.

Start projektu „Teatr czytany – bajka łączy pokolenia” nie był różowy.  – Chcieliśmy przekonać do projektu seniorów z Dziennego Domu Pobytu i dyrektorkę Domu Dziecka  - opowiada Karolina Przytulska, młodsza animatorka. - Na pierwsze spotkanie przyszły cztery osoby. Byliśmy załamani brakiem zainteresowania – wspomina Wojtek Wachowicz, koordynator-senior projektu.
 – „Bednarska” jest na świeczniku różnych organizacji, akcji, takich co to lubią wykorzystać dane miejsce tylko do swoich celów, więc nie dziwię się, że mieli obawy w tej sytuacji. Przekonaliśmy ich, że nasz projekt jest inny, zjednuje pokolenia. Zgodzili się, a my zostaliśmy i pociągnęliśmy temat. Z czasem na zajęcia zaczęło przychodzić coraz więcej osób. Dzieci nauczyły seniorów jak się z nimi obchodzić. Roma Szczocarz, seniorka: - Wprawdzie przeszkolono nas na warsztatach, ale dzieci „zmodernizowały” projekt do swoich potrzeb i temperamentu. Dzięki nim dowiedzieliśmy się, że najlepsze zajęcia to te intensywne, ale krótkie, bo dzieci szybko dekoncentrują się. Pierwszy krok to nawiązanie kontaktu. – Wymyśliliśmy wizytówki, każde dziecko i senior mieli przypięte imiona, np. „wujek Bogdan” czy „ciocia Wiesia” – opowiada Roma.
Karolina: - Były opinie, że się nie uda, że dzieci nie zechcą mieć zajęć z seniorami, że starsi są nudni, nie będą słuchali dzieci i odwrotnie. Pokazaliśmy, że wszystko jest możliwe.

  
Kamishibai
Na górach i dolinach rosła dziwna, świecąca roślinność. Wszyscy ciekawi byli, czy spotkają jakieś żywe istoty.
- Patrzcie na prawo - krzyknęła Karolina.
Potężny Tyranozaurus zmierzał prosto w ich kierunku.

Kamishibai to japoński teatr obrazkowy. Dlaczego akurat kamishibai?
Karolina: - Na ten pomysł wpadła żona Wojtka, Alina. Chodziła na lektoraty z japońskiego na ŁUTW, rzuciła pomysł, a my stwierdziliśmy, że doskonale pasuje do projektu. Oczywiście kreatywność uczestników nie znała granic, więc szybko zaczęliśmy wplatać elementy z innych kultur i z innych bajek. Karolina opowiada, że jak tylko seniorzy usłyszeli o projekcie, bardzo chcieli się zaangażować. Ci, którzy zajmują się poezją, wpadli na pomysł, by pisać wiersze, a Wojtek jako majsterkowicz zrobił warsztaty z montażu scenerii do kamishibai. - Dzieci nie mogą używać niektórych narzędzi, więc obszedłem ten zakaz sam przygotowując parawan, a dzieci zmontowały gotowe już elementy – tłumaczy Wojtek.
Sekcja malarska z ŁUTW stworzyła rysunki do teatrzyku. Karolina zaś poprowadziła warsztaty z techniki druku, nauczyła dzieci jak malować koszulki.


 Bajka od kuchni
- Nie bójcie się, nic Wam nie grozi. Jesteście wyśnionymi przez nas przyjaciółmi. Przemierzaliśmy cały Wszechświat, żeby Was odnaleźć – powiedziała Akte.

Sporo się działo. –Seniorzy z dzieciakami byli w Teatrze Powszechnym na „Utraconych dźwiękach”. Do dziś wszyscy na „Bednarskiej” wspominają moment, gdy aktor zaprosił na scenę dzieci, żeby udawały różne dźwięki. Mały Oskar fenomenalnie naśladował głosem kroki, odgłosy zwierząt, a nawet skrzypiące drzwi!
Roma Szczocarz prowadziła warsztaty pisania bajki. Pytała, jakie cechy powinni mieć ich bohaterowie, ilu ich powinno być. Co odpowiedziały dzieci?! Pozytywny bohater jest dobry, pomaga słabszym, jest sprytny i wysportowany i sprawnie porusza się w internecie. Zły bohater jest brzydki, niegrzeczny i bije młodszych! Potem dzieci dostały trzy słowa i w kilka minut tworzyli z nimi krótkie historyjki. Poznały też cechy dobrej bajki. Gdy nadeszła pora, żeby napisać własną bajkę i wymyślić miejsce akcji, pani Roma podsunęła dzieciom pomysł, aby akcja działa się w Domu Dziecka. – W bajce nie ma przywódcy, wszyscy są równi, chodzi o to, żeby nie było rywalizacji, a miejsce akcji ma być takie, by dzieci się z nim utożsamiały – tłumaczy. 9-letni Adrian narysował większość obrazków do bajki, tak go pochłonęły, że choć następnego dnia wyjeżdżał na ferie, spędził nad nimi cały wieczór!
Skrzypaczka i pianistka Maria Aszyk poprowadziła warsztaty muzyczne. – Zadawałam pytania, co to jest hałas, pokazałam jak z klocków można zbudować melodyjkę, dzieci malowały ilustracje do fragmentów muzyki – opowiada artystka. Dzieci poznały, co to śpiew solowy, skład orkiestrowy, słuchały Vivaldiego, rocka, jazzu, popu i rapu. Takich zajęć nie mają w szkole. Na zajęciach wspólnie dobrali oryginalny, japoński podkład muzyczny pod kamishibai.
- Nasza bajka jest o nas, o dzieciach. Kosmici przylecieli i zabrali nas na różne planety. Potem w grupach rysowaliśmy poszczególne sceny – opowiada 9-letnia Zuzia Dąbrowska.
Seniorzy wybrali te rysunki, które po kolei, niemal klatka po klatce przedstawiały historię. Bajkę przetłumaczyli na znane im języki: rosyjski, niemiecki, angielski i francuski.




Na plus
Czas mijał błyskawicznie, a jeszcze do zwiedzania zostało tyle Planet. Zuzanna nie wpuściła Kuby za stery i teraz ona lądowała na całkowicie niebieskiej Planecie.
- Życie zweryfikowało projekt na plus, niestety – śmieje się Wojtek.
- Niestety? – dopytuję.
- Bo wyszło więcej niż zamierzaliśmy, przesadziliśmy, nie przewidzieliśmy zaangażowania dzieci – opowiada Wojtek.
Karolina: – Założyliśmy sobie ramy – dwa razy w miesiącu, a tu się okazuje, że dzieci pytają, o której spotkanie za tydzień i co będziemy wtedy robić?!
W końcu w każdy piątek odbywały się regularne spotkania, warsztaty. Nikt nikogo nie zmuszał, pasja zaczęła być siłą.
Wojtek: - Przychodziły też osoby spoza Domu Dziecka, np. mama z dwoma chłopcami, także seniorzy i dzieci. Podobało im się.

Nasza książka
Kosmitom najbardziej podobała się piłka nożna, a najmniej matematyka.

25 czerwca pogoda dopisuje. W malowniczym parku na „Bednarskiej” wiszą obrazki namalowane przez dzieci. Obok pieką się kiełbaski i kaszanki, stoły rozstawione, widzowie: bliscy i ludzie związani z „Bednarską”. Dyrektorka DD pokazuje wszystkim wspólne dzieło, świeżo wydrukowaną książeczkę „Przygoda w kosmosie”. Specjalnie na tę okazję dzieci przygotowały inscenizację „Rzepki” Juliana Tuwima.
Dzieci przebrane w maski i koszulki, na których namalowana jest każda z postaci „Rzepki”, jedno po drugim ustawiają się, i ciągną: żabka za boćka, bociek za gąskę, gąska za kurkę, kurka za kicię, kicia za mruczka, mruczek za wnuczka, wnuczek za babcię… i trach, wszyscy na siebie poupadali!
Są prawie wszyscy, dzieci, seniorzy, dyrektorki, nauczycielki, wychowawcy… Pan Wojtek już w tym rwetesie zapomniał, komu ma podziękować. Maluchy dostają słodycze, starsze dzieci kubki, dyplomy, książeczki, listy. Seniorzy i wychowawcy też otrzymują książki, choćby pani Zenia, babcia Zuzi „Specjały z całego świata”, a pani Małgosia Bąk „Fotografię”.

 


Relacje
Kosmo wręczył każdemu dziecku świecącą kulkę.
- To są kulki, które umożliwią Wam przybycie do nas. Gdy zamkniecie kulkę w swojej dłoni i serdecznie pomyślicie o nas, na pewno spotkamy się - powiedział Kosmo.


Karolina: - Plus projektu, to nowe umiejętności, które zdobyły dzieci. Chodzą do szkoły, ale część tak naprawdę nie potrafi czytać. Ucząc się tekstów, ćwiczą pamięć, zainteresowały się też samymi bajkami. Takie projekty są bardzo potrzebne, i najważniejsze jest to, co tworzą: relacje.
Wojtek: – Te spotkania dają mi dużo radości. Moje dzieci są już dorosłe, ale jeszcze nie doczekałem się wnuków, a te tutaj są i potrzebują kontaktu. Nieskromnie uważam, że robimy dobry projekt, i póki co udaje się. Dlatego chcemy kontynuować i rozszerzyć tematykę o tradycje, gry, zabawy dziadków. A przy okazji seniorzy będą mieli okazje przypomnieć sobie, co robili w młodości.
Zaczynają się wakacje. Teraz każdy wraca do siebie. Wprawdzie nikt nie zastąpi dzieciom ich prawdziwych rodziców, ale relacja wnuczek-dziadek, nawet na godziny, może być mądrym wsparciem.


***

* „PRZYGODA W KOSMOSIE”, fragmenty bajki napisanej przez dzieci i seniorów na warsztatach w dniach 10 i 17 stycznia 2014 roku

Kamishibai to najprościej tłumacząc teatr obrazkowy. Kartonowe plansze o wymiarach mniej więcej zbliżonych do bloku wsuwane są do butai – drewnianego „parawanu”. Każda z plansz przedstawia kolejny fragment opowieści. Z przodu jest główny obrazek, z tyłu planszy tekst bajki i miniaturka ilustracji. W czasie przedstawienia parawan stoi na stoliku na wysokości wzroku publiczności, a czytający stoi z boku i przesuwa kolejne obrazki.

Kamishibai działa na podobnej zasadzie co teatr marionetek, tyle, że tutaj zamiast lalek są obrazki. Historia tego niepowtarzalnego teatru sięga XII wieku, już wtedy za pomocą rulonów z historiami obrazkowymi, mnisi przekazywali niepiśmiennej widowni umoralniające opowieści. Z początkiem XX wieku kamishibai, po latach niebytu, odżyło w Japonii, a w 1923 roku powstał pierwszy kamishibai dla dzieci.

Po przedstawieniu wystarczyło teatrzyk złożyć, wziąć pod pachę lub wsiąść z nim na rower i pojechać do kolejnego miejsca. Tysiące wędrownych artystów dzięki kamishiabi miało i widzów, i zawód. Do czasu kiedy pojawiła się… telewizja. Teraz kamishibai odradza się w wielu krajach, jako idealna metoda czytania dla dzieci, opowiadania, rysowania i pisania, bawi i uczy kreatywności. Samo miejsce przedstawienia kamishibai, tak jak wyobraźnia dziecka, nie ma ograniczeń.


Wojtek Wachowicz – emerytowany inżynier, pracował w cukrowni, w wodociągach i na Politechnice Łódzkiej.

Karolina Przytulska
  jest lektorką języka rosyjskiego, ma własną szkołę językową. Prowadzi zajęcia językowe na Łódzkim UTW. Poznali się podczas wcześniejszego projektu, postanowili wspólnie zrealizować projekt „Teatr czytany – bajka łączy pokolenia”.

Projekt został zrealizowany w ramach programu "Seniorzy w akcji" Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę"


 

Społeczna rewolucja rozpoczęta przy kuchennym stole



Udział osób starszych w życiu społecznym Irlandii z pewnością nie byłby dziś taki sam, gdyby nie rozpoczęta 25 lat temu działalność Mary Nally, założycielki Fundacji Third Age [ang.: Trzeci Wiek]. W odpowiedzi na potrzeby, które widziała wokół siebie, Mary Nally rozwinęła system angażujący osoby starsze w działania na rzecz otoczenia. Opierająca się na zasadzie wolontariatu organizacja wspiera inne osoby starsze, pomaga imigrantom w nauce języka, stwarza możliwość do spotkań międzypokoleniowych, a także rozwija szeroko pojęte działania w zakresie rzecznictwa [ang.: advocacy]. Przede wszystkim jednak daje starszym ludziom w Irlandii poczucie godności, wyciąga ich z izolacji i pokazuje, jak bardzo są oni potrzebni reszcie społeczeństwa. 




tekst: Katarzyna Binda
foto: Anna Liminowicz
Nie poddawajcie się!

„Nie przestawajcie walczyć, nie poddawajcie się! Starsze osoby Was potrzebują. Więc nie poddawajcie się, kontynuujcie działania, jesteście w stanie dokonać zmiany!  Jeśli mi się udało zaczynając od zera, wy także możecie to zrobić!”– charyzma, a zarazem spokój Mary Nally, która konsekwentnie od lat walczy o to, aby głos osób starszych był słyszany, a oni sami nie stanowili marginesu społeczeństwa są już znane. Założona przez nią w latach 80. Fundacja liczy dziś 28 zatrudnionych osób i 1000 wolontariuszy. Jej patronem honorowym jest prezydent Irlandii Michael D. Higgins. Mary miała okazję poruszać temat zaangażowania osób starszych podczas spotkań z królową angielską Elżbietą II, prezydentem Billem Clintonem czy Patem Coxem, przewodniczącym Parlamentu Europejskiego w latach 2002-2004. Działalność Third Age ma także realny wpływ na politykę Irlandii wobec osób starszych. Siła tych przedsięwzięć nie byłaby tak duża, gdyby nie fakt, że wypływają one z autentycznych potrzeb społecznych i osobistej historii życia Mary Nally. 

Senior Help Line

W wieku 17 lat Mary zaczęła pracować jako pielęgniarka z niepełnosprawnymi umysłowo dziećmi w Cork, w Irlandii. Po uzyskaniu wykształcenia psychologicznego, a także psychiatrycznego rozpoczęła 10-letni okres pracy w Domu Opieki dla osób starszych w Trim, gdzie odkryła swoje szczególne powołanie do pracy z osobami starszymi. Osobiste problemy zdrowotne, doświadczenie izolacji wynikające z choroby i braku możliwości pracy, przyczyniły się do jeszcze większej empatii w stosunku do osób znajdujących się w podobnym położeniu. Jednak impulsem do podjęcia konkretnych działań stała się dla Mary śmierć jej ojca i zamieszkanie z matką. Codzienność małego miasteczka nie miała zbyt wiele do zaoferowania starszej kobiecie, która „nienawidziła bingo” i nie chciała rezygnować z aktywnego życia. Pogłębiająca się samotność, poczucie izolacji i bycia niepotrzebnym stały się przyczyną pogarszającego się stanu psychicznego starszej kobiety. Mary widziała sytuację i współczuła swojej mamie, dostrzegała pustkę, jaka towarzyszyła codzienności starszych ludzi w jej miasteczku.„Siedząc przy kuchennym stole postanowiłam coś zrobić, ogłosić lokalne spotkanie, szczególnie dla starszych ludzi, żeby zobaczyć, jakie będzie zainteresowanie tematem. Chciałam stworzyć grupę wsparcia – towarzyską grupę, która skupiałaby ludzi razem. I na to pierwsze wieczorne spotkanie przyszło ponad 40 osób. Wtedy już wiedziałam, że jest potrzeba. Wiedziałam, że muszę dalej działać.” Mary zaczynała od samego początku, nie miała żadnych środków, ale wiedziała, że trzeba odpowiedzieć na wyraźną potrzebę. Spotkania odbywały się początkowo co miesiąc, stały się okazją do rozmowy i poznania nowych ludzi, zapraszano na nie ekspertów, lekarzy, były miejscem dyskusji.Z czasem Mary zauważyła jak ogromnym, niewykorzystanym potencjałem wiedzy i umiejętności dysponują spotykający się seniorzy. Jednocześnie dla Mary coraz wyraźniej stawały się widoczne potrzeby innych starszych ludzi, cierpiących z powodu samotności i wykluczenia. Tak powstała idea Senior Help Line (Seniorskiego Telefonu Zaufania) prowadzonego przez osoby starsze dla osób starszych. Mary Nally inspirację zaczerpnęła z działalności międzypokoleniowej linii telefonicznej działającej we Włoszech. Innowacyjność jej pomysłu polega na tym, że funkcjonowanie irlandzkiego telefonu opiera się na samopomocy. Osoby starsze mają okazję porozmawiać z osobami, które są w stanie zrozumieć ich problemy, często same przez nie przechodziły. Jednocześnie osoby, które obsługują telefon, czują się potrzebne. 50 procent telefonów, jakie odbierają pochodzi od osób samotnych, które mają telefon, ale nie mają do kogo zadzwonić, które chcą po prostu z kimś porozmawiać. Dzwonią też osoby w trudnej sytuacji, potrzebujące pomocy oraz psychicznego wsparcia. 


Tak jak inne gałęzie aktywności Fundacji Third Age Senior Help Line opiera się na wolontariacie. W 1998 roku 32 wolontariuszy przeszkolonych dzięki pomocy departamentu zdrowia i organizacji charytatywnej „Samarytanie”, przez 6 godzin w tygodniu słuchało swoich rozmówców. Dziś działający na terenie całej Irlandii serwis działa dzięki zaangażowaniu 370 wolontariuszy w 17 centrach, otwartych każdego dnia 365 dni w roku, od 10 rano do 10 wieczorem. Najbardziej intensywnym czasem jest dla nich okres Bożego Narodzenia. Fundacja znajduje wolontariuszy poprzez informacje rozpowszechniane przez lokalne radia, gazetki oraz newsletter Fundacji. Najczęściej jednak wolontariusze zgłaszają się do Third Age sami. 
 
„Uważam że kluczem do pozyskania wolontariuszy, jest uwolnienie ich od strachu, że nie będą w stanie sobie poradzić. Możemy to zrobić zapewniając tę osobę, że otrzyma odpowiednie szkolenia, że będzie wyposażona w odpowiednie narzędzia do wolontariatu. To pozbawia ich lęku”– mówi Mary. Szkolenia prowadzone przez wykwalifikowanych trenerów, inwestowanie w wolontariuszy, którzy uczą się słuchać, daje im poczucie bezpieczeństwa. Nie zostają sami z trudnymi tematami rozmów, jakie będą prowadzić przez telefon. Czasem osoby starsze planują pracę w organizacji tylko przez chwilę, a zostają na całe lata. Ważnym wyzwaniem dla organizacji jest słuchanie i rozumienie potrzeb wolontariuszy, jest to ogromne wyzwanie logistyczne, jednak bez nich, jak mówi założycielka, nie byłoby Third Age, Jest to sytuacja, w której każdy wygrywa. Osoby dzwoniące dostają ciepło, uwagę i zrozumienie, a wolontariusze budują swoją pewność siebie czują, że są bardzo potrzebni i sprawiają, że czyjeś życie jest trochę lepsze. Wytrwała praca i jej widoczne efekty pociągnęły za sobą wsparcie instytucjonalne. „Nasza usługa była tak skuteczna, że rząd zdecydował się nas wesprzeć, co było dla nas naprawdę niesamowite. Otrzymaliśmy jednocześnie wsparcie finansowe i byliśmy tym zaszczyceni”. Senior Help Line posiada jeden wspólny numer, który funkcjonuje na zasadzie lokalnej taryfy i jest bardzo tani, dostępny dla wszystkich starszych osób.
 



  Działania w zakresie rzecznictwa

Odbierane telefony są też źródłem wiedzy na temat problemów osób starszych w Irlandii. Organizacja wykorzystuje gromadzoną w ten sposób bazę danych do działania na rzecz poprawy sytuacji. Zbierane informacje są regularnie konsultowane z pracownikami instytucji rządowych. Mary Nally wielokrotnie organizowała też konferencje i debaty nagłaśniające problemy osób starszych, opowiadające o ich rzeczywistej sytuacji. W ten sposób jej głos stał się także głosem eksperckim, wsparła zarówno Grupę Ekspertów ds. Osób starszych w Irlandzkim Rządzie, jak i Narodową Radę ds. Starzenia.
Bardzo ważnym aspektem działalności Third Age jest Narodowy Program Rzecznictwa (National Advocacy Programme). Założony w 2008 roku ma na celu poprawę sytuacji osób znajdujących się w Domach Opieki dla osób starszych. Po nagłośnionych przez irlandzkie media przypadkach znacznych nadużyć w stosunku do podopiecznych, Fundacja wykorzystała sytuację do wprowadzenia do placówek Rzeczników Mieszkańców Domów Opieki. Skrupulatnie wyszkolone osoby stały się uszami i oczami osób, które nie mają możliwości się wypowiedzieć, a często znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Osoby te rozmawiają z podopiecznymi, dbają o zapewnienie bardzo praktycznych aspektów codziennego życia, takich jak na przykład zapewnienie cukrzycowej diety. Z czasem, ze względu na wprowadzone rządowe regulacje, to Domom Opieki zaczęło zależeć, aby zapraszać do współpracy ekspertów z Third Age. Obecnie już ponad 100 placówekw Irlandii odwiedzają wykwalifikowani funkcjonariusze, dbając o jakość życia ich mieszkańców. 

Konwersacje dla imigrantów

Inną sferą działalności, wynikająca z bacznej obserwacji świata Mary Nally, jest Fáilte Isteach – program prowadzony przez seniorów integrujący nowoprzybyłych imigrantów z lokalną społecznością poprzez uczenie ich języka angielskiego.„Pewnego dnia, 8 lat temu, rozbiłam zakupy w osiedlowym sklepie. Zobaczyłam młodą matkę, której wygląd wskazywał na to, że nie była Irlandką, widać było, że ma ogromne problemy ze zrobieniem zakupów. Nie była w stanie przeczytać napisów na opakowaniu, które trzymała w rękach. Widziałam frustrację na jej twarzy i pomyślałam, jakiej izolacji doznaje. Dwójka małych dzieci, które jej towarzyszyły, lepiej posługiwała się językiem niż ich mama. Więc wróciłam do Third Age, do naszego centrum i zastanowiłam się wspólnie z ludźmi, jak możemy odpowiedzieć na tę potrzebę”. Tak powstał pomysł zorganizowania konwersacji w języku angielskim dla imigrantów, którzy przyjechali do Irlandii. Szkolenia i opracowanie podstawowych schematów angielskich konwersacji ośmieliły seniorów, którzy dysponując czasem i cierpliwością pomagali przyjezdnym poznać podstawy języka, ale także zaadaptować się do nowej sytuacji. Z czasem pomoc rozszerzyła się także na wsparcie w zakresie wypełniania dokumentów i załatwiania drobnych urzędowych spraw. Przede wszystkim jednak innowacyjność pomysłu tkwi we wspieraniu integracji lokalnej społeczności. Osoby starsze dowiadują się o kulturze innych krajów, miejscach pochodzenia imigrantów, wzrasta wzajemne zrozumienie i zmniejsza się zagrożenie wykluczeniem tych dwóch grup.



Międzypokoleniowa luka

Kolejnym dużym programem prowadzonym przez Third Age są działania na skalę lokalną, umożliwiające spotkania różnych pokoleń. Jednym z nich jest odwiedzanie przez seniorów szkół publicznych i uczenie dzieci robótek na drutach oraz szycia. Seniorki przekazują nie tylko zanikającą wiedzę na temat tych umiejętności, ale także spędzają z dziećmi czas i poświęcają im swoją uwagę. W 2012 roku zaproszono dzieci i ich rodziców do wielkiej akcji szydełkowania The Third Age Knitting Bus Project ‘Knitting the Generations Together’ [ ang.: Szydełkowy Autobus Fundacji Trzeci Wiek ‘Zszyjmy ze sobą pokolenia’]. Symbolem akcji stał się kolorowy, dwupiętrowy  autobus, ozdobiony w całości wełnianym, wydzierganym okryciem. Seniorzy odwiedzają też szkoły z kolekcją The way we were [ang.: Sposób, w jaki żyliśmy] prezentującą przedmioty, które były w codziennym użyciu w czasach ich dzieciństwa, a teraz już dawno wyszły z użycia. Z takimi przedmiotami seniorzy odwiedzają także szpitale i Domy Opieki dla osób starszych. Często artefakty sprawiają, że schorowane osoby, które rzadko mają chęć i możliwość, aby mówić, zaczynają rozmawiać i opowiadać przywołując wspomnienia.

Od 2009 roku Mary Nally należy do międzynarodowej sieci innowatorów społecznych Ashoka - organizacji, która wyszukuje i zrzesza wiodących przedsiębiorców społecznych, wprowadzających innowacyjne i systemowe rozwiązania najbardziej palących problemów społecznych. Rozwiązania, jakie zaproponowała Mary Nally, wpływają na zmianę sytuacji osób starszych nie tylko w Irlandii. Obecnie coraz więcej organizacji w Europie, ale także na świecie chce czerpać inspirację oraz praktyczną wiedzę płynącą z działań Third Age. Mary Nally chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami, cieszy ją możliwość wymiany, podkreśla wagę wzajemnego uczenia się od siebie organizacji, które działają w tym samym celu. Mary podsumowuje, że muszą znaleźć się ludzie, którzy pomogą innym w codziennych, podstawowych sprawach, zmotywują ich do działania, bo każdy potrzebuje powodu, aby wstać, umyć się, zrobić makijaż i spotkać się z przyjaciółmi. Trzeba im stworzyć do tego warunki. Trzeba po prostu zacząć robić to, co musi być zrobione.„Pod koniec dnia, niezależnie czy to w Europie, czy na świecie, liczy się  to, by widzieć, że starsi ludzie są traktowani z szacunkiem, że nie są zapomniani, że są aktywni  i wciąż mogą wnosić ogromny wkład do życia społeczności. I że społeczeństwo jest świadome wartości tego wkładu.”

 ***
Tekst powstał w wyniku spotkania Mary Nally z absolwentami programu „Seniorzy w akcji” realizowanego przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Cytaty pochodzą także z wywiadu indywidualnego z Mary Nally, przeprowadzonego przez Katarzynę Bindę, 29 listopada 2013 roku w Warszawie.

Mary Nally – założycielka Fundacji Third Age [ang. Trzeci Wiek], organizacji działającej w zakresie rozwijania wolontariatu seniorów i działań wzmacniających głos osób starszych w Irlandii. Zaproponowane przez nią rozwiązania, łączące niewykorzystany potencjał osób zagrożonych wykluczeniem społecznym wpłynęły na systemowe zmiany w Irlandii. Od 2009 roku członkini Ashoka International – międzynarodowej sieci innowatorów społecznych.

Katarzyna Binda - absolwentka UW (Wiedzy o kulturze oraz Serbistyki). Stypendystka Uniwersytetu w Belgradzie. Współpracowała z Polską Fundacją im. Roberta Schumana. Od 2012 r. związana z Towarzystwem Inicjatyw twórczych "ę", pracuje w zespole programu „Seniorzy w akcji”. Animatorka kultury, rozwija działania seniorskie i międzypokoleniowe. 

wtorek, 6 maja 2014

Umysł niezmienny


źródło: www.charaktery.eu/personalia/4756/Grzegorz-Sedek/data dostępu: 06.05.2014



Z profesorem Grzegorzem Sędkiem rozmawia Agnieszka Wójcińska

Wielu ludzi w wieku sześćdziesięciu lat może mieć bardzo duże problemy poznawcze, bo od trzydziestki właściwie zaniedbali siebie, w kółko wykonują te same czynności, nie stymulują się. A narząd nieużywany zanika. Na szczęście nie jest tak, że niezależnie od tego, co robimy, mózg i tak się starzeje i powstają w nim dziury. Nasz styl życia wpływa na to, co dzieje się w naszym mózgu.

Agnieszka Wójcińska: Starość to widoczne zmiany w ciele – zmarszczki, mniejsza sprawność fizyczna, różnorakie bóle. A jak się zmienia z wiekiem praca naszego mózgu?

Prof.  Grzegorz Sędek: Z badań, które prowadziłem z moimi współpracownikami jasno wynika, że ograniczenia poznawcze, a także motywacyjne związane ze starzeniem się są silne i wyraźne. Uczestnikom dawaliśmy do wypełnienia na przykład test szybkości procesów umysłowych, który jest częścią testu na inteligencję Wechslera. Chodzi w nim o sprawdzenie sprawności wykonywania zadań – ktoś uczy się najpierw jakie symbole odpowiadają poszczególnym cyfrom, a potem jego zadaniem jest przez minutę przypisać z pamięci odpowiednie symbole jak największej liczbie cyfr na planszy. Porównanie wyników ludzi młodych - w wieku dwudziestu paru lat, w średnim wieku – czterdziestoparolatków oraz sześćdziesięciopięcioletnich i starszych pokazuje, że starsze osoby były dwa razy wolniejsze niż najmłodsza grupa. Wiele badań pokazuje, że szybkość wykonywania prostych zadań spada liniowo wraz z wiekiem. Inna miara bardzo często stosowana dotyczy pamięci roboczej (tej, w której przeprowadzamy bieżące operacje). Wykonuje się zadanie, potem coś je przerywa i następnie należy je sobie przypomnieć. Wynik starszych osób to mniej więcej jedna trzecia tego, co osiągają młodzi.

Mówiąc prosto mniej się w tej pamięci mieści.

G.S.: Tak, w starszym wieku jest się wolniejszym i gorzej się pamięta. To zmiany obserwowane na całym świecie. Ciekawe są wyniki badań, które robiłem wraz z profesor Małgorzatą Kossowską z Uniwersytetu Jagiellońskiego, których efektem jest jej książka „Umysł niezmienny”. Pokazują one, że ludzie się różnią na poziomie czegoś, co nazywa się skalą domknięcia poznawczego.  Domknięcie poznawcze to skłonność by dokonywać sądów od razu, bez zastanawiania się, preferowanie porządku, przewidywalności. Ludzie o dużej potrzebie domknięcia poznawczego są trochę sztywni poznawczo, nie lubią rozpatrywać rzeczy z wielu stron, tylko od razu wiedzą, nie reagują na argumenty.

Kojarzy mi się to ze starszym wujkiem czy dziadkiem, który siedzi za świątecznym stołem i głosem nie znoszącym sprzeciwu wygłasza tyrady na temat ludzi, życia, polityki.

G.S.: Tak. I o ile, jak powiedzieliśmy sobie, pamięć czy szybkość uczenia się spada z wiekiem, to sztywność poznawcza rośnie. Ludzie starzejąc się stają się mniej elastyczni w sądach i opiniach. Oczywiście istnieją wyjątki, tak zwana „mądrość starszego wieku”, ale nie można powiedzieć, że z definicji „starszy to mądry”, bo ona dotyczy niewielkiej grupy starszych ludzi. Mądre starsze osoby, nawet jeśli mają gorszą pamięć i są wolniejsze, lubią sytuacje nieprzewidywalne, niejednoznaczne, a zanim wydadzą sąd lub podejmą decyzję długo się zastanawiają i rozpatrują różne aspekty sytuacji.

Są jakieś różnice między kobietami i mężczyznami pod tym względem?

G.S.: Nic takiego nie stwierdzono. W średnim wieku zauważa się pewne różnice między płciami, związane z efektem hormonalnym. Początek menopauzy powoduje chwilowe obniżenie funkcjonowania poznawczego kobiet. Ale w okresie późniejszym różnice płciowe są bardzo małe. Co ciekawe do badań udaje nam się rekrutować znacznie więcej kobiet niż mężczyzn, bo one żyją dłużej i więcej jest kobiet starszych w dobrej formie.

A jest jakaś naukowo dowiedziona przewaga starszego mózgu nad młodym?

G.S.: Mamy tu pewien paradoks. Wyniki testów laboratoryjnych, złożonych z zadań czysto poznawczych, sprawdzających szybkość procesów umysłowych, pamięć, zdolności przestrzenne i rozumowanie są tym gorsze, im starszy człowiek. Natomiast jeśli się weźmie pod uwagę rzeczy związane z realnym funkcjonowaniem w życiu codziennym, na przykład ocenianą przez siebie i przez innych jakość pracy albo kreatywność, takiej zależności nie ma i obserwujemy brak znaczących różnic między ludźmi młodszymi i starszymi.  Czyli starsi w życiowych sytuacjach muszą sobie wytwarzać jakieś mechanizmy kompensacyjne, sposoby na to, żeby ich funkcjonowanie się nie pogarszało. Jednym z nich jest inteligencja skrystalizowana, czyli to, co potocznie rozumiemy jako wiedzę i umiejętności nabyte. A wracając do pani pytania. Unikalną kompetencją starszych osób, która potwierdziła się w wielu badaniach, jest zdolność do wyławiania sensu ze skomplikowanych, rozbudowanych opowieści. W tej samej sytuacji młodzi bywają zagubieni, wskazują na wiele wątków, nie rozumieją głównego przekazu. Wynika to z tego, że młode osoby w przypadku długiego tekstu starają się wszystko zapamiętać, a starsze wprawdzie nie potrafią odtworzyć zdań ani szczegółów, ale od razu próbują wyłowić esencję. Dlatego starsi bywają bardzo dobrymi negocjatorami. Z długiej, elokwentnej przemowy oponenta potrafią wyłonić główne postulaty i na nich się skupić. Przewagą starszych ludzi jest też bogate słownictwo. Nie tylko rozumieją skomplikowane przekazy, ale opowiadają dobre historie.

W jakich jeszcze obszarach mózg starszy bywa lepszy niż młody?

G.S.: Jest coś takiego, jak pamięć prospektywna, czyli pamiętanie rzeczy, które powinno się zrobić w przyszłości, na przykład kupić lekarstwo, gdy będzie się mijać aptekę, oddać książkę do biblioteki, rano zawsze brać lek. Okazuje się, że kiedy starszym ludziom daje się zadanie na pamięć prospektywną osadzone w realnym, życiowym kontekście (na przykład, żeby następnego dnia o 12 zadzwonili gdzieś) i daje się to polecenie studentom, częściej wykonają je starsi. W zadaniach laboratoryjnych ten efekt znika, ale w realnym życiu starsi ludzie bywają w tym lepsi. W związku z tym są bardziej słowni, dotrzymują terminów, zobowiązań.

Z czego to wynika?

G.S.: Jednym z wyjaśnień jest, że mają mniej rzeczy w ciągu dnia do zrobienia niż młodzi. Były takie tragiczne wypadki w Stanach Zjednoczonych, u nas zresztą też, związane ze złym działaniem pamięci prospektywnej, kiedy rodzic, idąc do supermarketu, zapomniał dziecka w samochodzie, ono się ugotowało i zmarło. Ciekawe, że taki rodzaj rozproszenia zdarzał się młodym rodzicom, dziadkom nigdy. Sztywność poznawcza, o której mówiliśmy, w takich sytuacjach okazuje się plusem. Zachęcam zresztą, żeby zgłaszać się do nas, do Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, a bezpłatnie podpowiemy, jak pamięć prospektywną ćwiczyć*. Naprawdę warto to robić.

Wróćmy do tego, jak wygląda starzenie się mózgu?

G.S.: Z jednej strony to proces fizjologiczny, z drugiej psychologiczny. Zmniejsza się objętość mózgu, gęstość istoty białej, czyli skupisk połączeń między neuronami, są zaniki korowe. Robią się po prostu dziury w mózgu, bo neurony zanikają.

Dosyć przerażające.

G.S.: Ważne jest jednak to, że tak się dzieje, kiedy człowiek nic z tym nie robi. Istnieją działania, które mogą ten proces spowolnić. Podstawowe cztery z nich to zdobywanie nowej wiedzy, zaangażowanie społeczne, czyli bycie z innymi ludźmi, ćwiczenia fizyczne oraz trening poznawczy.

Ćwiczenia fizyczne mają wpływ na nasz mózg?

G.S.: Naturalnie. Dzięki temu, że dotleniają go i dostarczają neuronom pokarmu, co zapobiega ich zanikaniu. Półgodzinny spacer w młodym wieku to przyjemność, w starszym staje się koniecznością. I nie chodzi o to, jak mówią niektórzy, że cały dzień krzątają się w kuchni, więc mają wystarczający wysiłek fizyczny albo o powolny spacerek, tylko, żeby się spocić. Na przykład maszerując z kijkami, i to najlepiej pięć razy w tygodniu przez co najmniej pół godziny. Intensywny wysiłek fizyczny zwiększa rytm serca i to jest ten zastrzyk pokarmu dla mózgu, który powoduje aktywizację płatów czołowych, a nawet, w świetle nowych badań, odżywania neuronów już nieczynnych. Kiedy stymulujemy mózg zachodzi jeszcze jeden ciekawy proces. W młodym wieku do wykonywania różnych rzeczy wystarcza nam jedna półkula, ta druga jest trochę nadmiarowa. W przypadku starszych ludzi, którzy chcą być aktywni, do wykonywania rozmaitych czynności niezbędne są obie półkule. I ta druga się włącza, ale tylko wtedy, kiedy mózg jest stymulowany. Na przykład, kiedy w starszym wieku próbuje się nauczyć nowego języka, angażuje w wolontariat albo poznaje nowych ludzi.

Lub podróżuje w nowe miejsca. 

- Tak, bo pojawiają się nowe rzeczy, widoki, trzeba to nazwać, doświadczyć.  Pamiętam artykuł z 2010 roku, który był głośnym wydarzeniem w psychologii starzenia się. Jan-Christoph Kattenstroth opisał grupę sześćdziesięcioparolatków, którzy nie mieli żadnych zmian poznawczych związanych z wiekiem. Co takiego robili? Okazało się, że od kilkudziesięciu lat dwa razy w tygodniu spotykali się na trwającym co najmniej godzinę tańcu towarzyskim. Proszę zwrócić uwagę, że to nie był aerobik, tylko taniec w parach, więc mieli do czynienia nie tylko z wysiłkiem fizycznym, ale uczeniem się nowych kroków i zaangażowaniem społecznym, bo mamy tu element flirtu.  Ponadto robili to regularnie. Tylko jedna tego typu rzecz może tak bardzo zniwelować efekty starzenia się.

Jest taki reportaż „Lewa strona gobelinu” Magdaleny Grochowskiej, o starzeniu się właśnie. Jego bohaterami są między innymi profesor Barbara Skarga, profesor Jerzy Jedlicki, pisarka Joanna Kulmowa. Wszyscy w okolicach osiemdziesiątki lub po i wszyscy w świetnej kondycji umysłowej. Czemu to zawdzięczają?

G.S.: To, czym się zajmują zawiera w sobie to, o czym mówiliśmy. Osoby, które całe życie starają się uczyć nowych rzeczy, angażują się społecznie, bycie profesorem to zresztą niezły trening poznawczy, ćwiczą fizycznie, są w stanie zniwelować procesy degeneracji mózgu. Wielu ludzi w wieku sześćdziesięciu lat może mieć bardzo duże problemy, bo od trzydziestki właściwie zaniedbali siebie, w kółko wykonują te same czynności, nie stymulują się. A narząd nieużywany zanika. Na szczęście nie jest tak, że niezależnie od tego, co robimy, mózg i tak się starzeje, i powstają w nim dziury. Nasz styl życia wpływa na to, co dzieje się w naszym mózgu.

Czyli możemy nasz mózg ćwiczyć?

G.S.: Kiedyś mówiono, że starego psa nie uczy się nowych sztuczek. Wyjątkowo fałszywa teza. Każda nauka to zmiana w mózgu. To, co sobie przyswoimy nie wisi w powietrzu, tylko zostaje zakodowane. Stymulacja sprawia, że wypustki między neuronami odtwarzają się i mózg z powrotem robi się gęsty.

A jak wpływają na mózg aktywności, które coraz bardziej popularyzują się wśród seniorów: uniwersytety trzeciego wieku, warsztaty, wolontariaty?

G.S.: To ten rodzaj doświadczeń, które powodują utrzymywanie się przez znaczenie dłuższy czas w dobrej formie. Czyli realizację najbardziej popularnej idei w psychologii starzenia się, która mówi, że nie chodzi o to, żeby leczyć, czy zapobiegać efektom starzenia tylko żeby je zmniejszać i wydłużać okres, w którym człowiek dobrze funkcjonuje umysłowo i fizycznie. Nie chodzi o to, żeby określić ustawowo wiek emerytalny, tylko żeby proponować ludziom pewne programy, które rozpoczęte na przykład w wieku pięćdziesięciu lat i realizowane systematycznie spowodują, że dla nich żadnym problemem nie będzie praca w wieku siedemdziesięciu lat, bo będą w dobrej formie.

Czy w starzeniu się mózgu są jakieś określone momenty graniczne czy to jest raczej proces?

G. S.: Zmiany poznawcze mają charakter liniowy. Ale pogarszanie się pracy mózgu, jak mówiłem, w dużej mierze zależy od nas. Czy będzie ostre, czy raczej delikatne albo będzie długie plateau – brak zmian. Jeśli jesteśmy bardzo twórczy i stymulujący w wieku średnim to długo pozostajemy na tym samym poziomie. Ale nie można być naiwnym, nie jest tak, że dwa tygodnie poćwiczę, a potem przez rok mogę sobie darować i będzie efekt. Wszystko, co robimy w celu utrzymania mózgu w dobrej formie wymaga dużej systematyczności i wprowadzenia elementów ćwiczeń fizycznych, stymulacji poznawczej, nowej wiedzy prawie codziennie.  Nie wystarczy w niedzielę rozwiązać krzyżówkę.

Coraz więcej jest osób, które chorują na Alzheimera. Wielu ludzi boi się, że i ich to dotknie. Mamy na to jakikolwiek wpływ?

G.S.: Liczba tego typu zaburzeń rośnie, bo przedłuża się coraz bardziej ludzkie życie. Utrzymywanie mózgu w dobrej kondycji niestety nie jest na to szczepionką, nie daje gwarancji, że nam się to nie przytrafi. Ale zmniejsza prawdopodobieństwo demencji czy choroby Alzheimera, tak jak dobra dieta zmniejsza prawdopodobieństwo raka czy zawału. Naszym stylem życia dajemy sobie szansę.

A czy stary mózg uczy się inaczej niż młody?

G.S.: Wolniej. Ale się uczy. Choć może trzeba zrobić więcej powtórzeń, poświęcić więcej czasu. Starszy wiek może oznaczać nowe możliwości, a nie tylko ograniczenia. Ale na to trzeba zapracować.

Profesor dr hab. Grzegorz Sędek, psycholog, dyrektor Interdyscyplinarnego Centrum Stosowanych Badań Poznawczych oraz dyrektor Instytutu Podstaw Psychologii na Wydziale Psychologii  Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Zajmuje się badaniami na temat m.in. ograniczeń poznawczych związanych z depresją, procesem starzenia się, ADHD, roli funkcji wykonawczych w poznaniu społecznym, a zwłaszcza w odniesieniu do uprzedzeń i stereotypów społecznych. Autor wielu książek i publikacji.

* Po informacje, jak ćwiczyć pamięć prospektywną należy zgłaszać się do Interdyscyplinarnego Centrum Stosowanych Badań Poznawczych SWPS do dr Rafała Albińskiego (rafal.albinski@swps.edu.pl) lub mgr Kamili Makowskiej (kmakowska1@swps.edu.pl).

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Ruch co-housingowy we Włoszech

Abitare Solidale (Florencja, Włochy) jest projektem opartym na zasadzie co-housingu, czyli wspólnego mieszkania. Łączy samowystarczalne osoby starsze z osobami, które ze względu na trudną sytuację potrzebują tanich i przyzwoitych warunków mieszkaniowych. W projekt włączone są również kobiety, będące ofiarami przemocy w rodzinie i potrzebujących tymczasowego schronienia.

Projekt w swoim zamyśle odpowiada na potrzebę zapewnienia godziwych warunków mieszkaniowych (nawet tymczasowych), a poprzez to promowanie współpracy i współżycia zorganizowanego na zasadzie wzajemnej pomocy.  Cały projekt opiera się na budowaniu relacji, odpowiedzialności i solidarności podczas dzielenia przestrzeni życiowej.

Aby to ułatwić funkcjonuje prosty system „kojarzenia” osób. Po pierwszym bezpośrednim kontakcie telefonicznym (krajowa linia bezpłatna) zainteresowani zostają zarejestrowani w bazie, która umożliwia ocenę podobieństwa między potencjalnymi współmieszkańcami. Po spotkaniu i zapoznaniu chętnych tworzony jest pakt wzajemnej solidarności między stronami, który  opiera się na  poszanowaniu potrzeb życia, wzajemnej  wymianie usług i pomocy.  Relacja i przestrzeganie owego porozumienia jest monitorowane przez organizatorów. 

Abitare Solidale dostarcza swoje usługi do ponad 300 użytkowników w regionie Florencji.

W 2014 projekt zdobył 2. miejsce w konkursie Social Innovation in Ageing organizowany przez Sieć Innowatorów Społecznych Ashoka oraz The King Baudouin Foundation.

"Passion for live" zwycięzcą konkursu Social Innovation in Ageing

Passion for Life  (Passion för livet) to projekt  zainicjowany  prawie 8 lat temu w mieście Jönköping przez placówkę Qulturum - Center for Learning and Innovation in Healthcare (tłum. Centrum Kształcenia i Innowacji w Opiece Zdrowotnej) oraz  Szwedzkie Stowarzyszenie Władz Lokalnych i Regionów. Dziś program ten jest również jest częścią narodowej inicjatywy poprawy życia chorych w podeszłym wieku.

Ideą twórców jest wypracowanie nowych stylów życia wśród osób starszych; stylów, które zmieniają zdrowie i jakość życia. Pierwsza, pilotażowa część powstała na tezie wskazującej, że osoby starsze nie zmieniają swoich przyzwyczajeń do zdrowszego trybu życia, a raczej stosują nawykowe wzorce i nawyki, które w okresie starości stają się często przeszkodą w  codziennym funkcjonowaniu. Twórcy programu postawili sobie zatem za cel przekazywanie takich umiejętności i metod, które pozwolą seniorom wprowadzać zmiany w codziennym funkcjonowaniu,  mające wpływ na zdrowie i zadowolenie z życia.

Organizatorom udało się stworzyć twórcze miejsce spotkań dla osób powyżej 65 roku życia. Regularne spotkania z trenerem/coachem są świetną okazją, aby rozmawiać o tematach dotyczących polepszania codziennego życia. Wybór tychże tematów został oparty o liczne badania, wskazujące na to, że najlepszy wpływ na jakoś życia seniorów mają pozytywne doświadczenie w obszarach: podmiotowości i stanowienia o sobie,  bezpieczeństwa w domu, zdrowia fizycznego, sposób żywienia i diety oraz kontaktów społecznych.  Dlatego podczas kilkugodzinnych spotkań uczestnicy mają okazję nie tylko do poznania się i dyskusji. Też wspólnie gotują, ćwiczą.

Badania naukowe pokazują, że dla osób starszych jest szczególnie ważne, aby mieć kontrolę nad swoją sytuacją życiową. Uczestnicy grup monitorują swoje postępy na każdym kolejnym spotkaniu. Obszary będące tematem dyskusji są zróżnicowane, ale co najważniejsze, osadzone w życiu codziennym osób starszych.

Program ten to również przykład działania, który skierowany jest bezpośrednio do seniorów i przez niego „napędzany”, bowiem spośród uczestników spotkań rekrutowani są kolejni  trenerzy/coachowie, czyli osoby, które inicjują spotkania kolejnych grup.

Z metody  pracy projektu „Passion for life”  korzystają organizacje z różnych stron świata.  Są wdrażane w Norwegii , Finlandii, Danii , USA , Singapurze, Armenii i Wielkiej Brytanii. Projekt ma już za sobą osiem lat od momentu powstania, ponad 2000 trenerów wolontariuszy wspierających ponad 30 000 starszych uczestników z ponad 8 krajów.

W 2014 r. projekt zdobył 1. miejsce w ogólnoeuropejskim konkursie Social Innovation in Ageing organizowany przez Sieć Innowatorów Społecznych Ashoka i The King Baudouin Foundation.

Strona projektu: http://plus.lj.se/passionforlivet