piątek, 28 listopada 2014

Seniorzy w akcji szyją "Dziki Bluszcz"

Międzypokoleniowa grupa Animatorów -  uczestników tegorocznej edycji programu "Seniorzy w akcji", włączyła się w ogólnopolską kampanię ekologiczną, realizowaną przez Ministerstwo Środowiska „Segregujesz i śmiecisz mniej”. 
 
W ramach kampanii Iza Rutkowska, zaangażowana społecznie artystka zachęcała Polaków do regularnego i świadomego segregowania śmieci. Przez ostatni miesiąc mieszkańcy Warszawy pomagali tworzyć instalację artystyczną Izy, zatytułowaną „Dziki bluszcz”. Wspólne dzieło składa się z odpowiednio posegregowanych odpadów zaszytych w liściach bluszczu.


Zaangażować można się było na dwa sposoby - dostarczyć posegregowane śmieci, które posłużyły za surowiec do budowy instalacji lub wspólnie z Izą Rutkowską  uszyć liście bluszczu. Tworzenie Dzikiego Bluszczu zwabiło wielu ciekawych i chętnych do segregacji śmieci warszawiaków. Liście instalacji tworzyły dzieci, dorośli, a także nasi Animatorzy 60+.  Efekty wspólnej pracy można zobaczyć w Muzeum Woli przy ulicy Srebrnej 12 w Warszawie, a także na sąsiednich blokach. 



Zachęcamy do obejrzenia filmu z realizacji kampanii.




Pamięć rzeki


Pływanie to czasem pasja, a czasem konieczność – mówią pan Wojtek i pan Staszek, kapitanowie żeglugi śródlądowej z wieloletnim stażem. A potem tęsknie spoglądają na basen Wrocławskiego Portu Miejskiego i nie mogą przestać żałować, że ten świat – barek, pchaczy, holowników i pływania po Odrze, właściwie już nie istnieje. Projekt „Cicha woda” zrodził się z pragnienia kapitanów i młodej animatorki, by pamięć o dawnym życiu rzeki przywrócić.

tekst: Agnieszka Wójcińska
zdjęcia: Joanna Kiernicka



Przystanek pierwszy.

Na wrocławskim moście trzebnickim północnym stoi grupa osób. Zaraz ruszą na ostatnią już, ósmą wycieczkę szlakiem nadodrzańskim, organizowaną w ramach projektu. Na początek pan Wojtek pokazuje krzyż „przeciwpowodziowy” postawiony na prawo od mostu w 1996 roku. Wskazuje też na rozkopy w kanale i wyjaśnia, że trwa przebudowa Wrocławskiego Węzła Wodnego.

- Kanały, które tu widzimy, zostały wybudowane po powodzi w 1903 roku, kiedy Niemcy zrozumieli, że te, które już są, nie są w stanie przepuścić takiej ilości wody. Poza tym rozrastała się żegluga i dotychczasowe przestały wystarczać – tłumaczy pan Staszek.

To właśnie Niemcom Wrocław zawdzięcza rozbudowany system dróg wodnych, który oplata i przecina miasto, sieć mostów, kanałów, śluz i jazów. Wrocławski Węzeł Wodny, największy w Polsce i jeden z najbardziej skomplikowanych w Europie powstawał na przełomie XIX – XX wieku.
Pan Wojtek pokazuje jaz Różanka i tłumaczy, że ma charakter klapowy, czyli taki, w którym opuszcza się klapy. Uczestnicy słuchają z uwagą i dopytują o szczegóły.

Projekt „Cicha woda” ruszył we wrześniu 2013 roku. Jego adresatami są młodzi zainteresowani historią Odry oraz seniorzy – emerytowani kapitanowie żeglugi śródlądowej, którzy z tymi pierwszymi dzielą się swoją wiedzą i opowieściami. Wystartowali kilkoma spotkaniami przygotowawczymi, na których młodsi uczestnicy mogli poznać historię Wrocławskiego Węzła Wodnego i związane z nim terminy.

Dowiedzieli się na przykład, że w latach 50. i 60. kapitanowie pływali z całymi rodzinami i dobytkiem, choćby kurami, a w Kędzierzynie-Koźlu była szkoła z internatem, gdzie w czasie roku szkolnego mieszkały ich dzieci. Poznali też takie pojęcia, jak jaz – „urządzenia służące do piętrzenia i regulacji poziomu wód w rzece” i śluza – „składa się z komory i dwóch par wrót po każdej jej stronie, umożliwia transport jednostek pływających w górę i dół rzeki, czyli pokonywanie różnic poziomu wody”*, więc już nie muszą o to dopytywać podczas wycieczek.


Stara krew. Bractwo.

Seniorzy w projekcie to członkowie Bractwa Mokrego Pokładu, które zrzesza emerytowanych kapitanów żeglugi śródlądowej. Średnia wieku w stowarzyszeniu to sześćdziesiąt kilka lat, ale najstarszy, Jerzy Onderko, ma lat 81. Niektórzy z nich wciąż pływają. Spotykają się mniej więcej raz na miesiąc. Przed projektem czasami oprowadzali wycieczki.

Wiola, młodsza animatorka projektu „Cicha woda” chciała wykorzystać ich potencjał i ogromną wiedzę. - Dobrze się znają we własnym gronie i są zaktywizowani wewnętrznie, ale chodziło o to, żeby dać im sygnał, że choć żegluga na Odrze się skończyła, a wrocławskie Technikum Żeglugi Śródlądowej zostało zamknięte, nie jest tak, że Odra już nikogo nie obchodzi – mówi Wiola – Dla nich to był szok, że młodych to interesuje.

Wojciech Kato i Stanisław Kwiecień też należą do bractwa. Obaj są absolwentami technikum żeglugi.
Pan Wojtek zaraz po jego ukończeniu zaczął pływać na Odrze. Szybko awansował i już mając 25 lat został kapitanem, bo wtedy przychodziło dużo nowych jednostek, które potrzebowały kierownictwa. W odrzańskiej żegludze pracował 35 lat. Potem wyjechał na Zachód, miał uprawnienia na cały Ren, aż do Bazylei. Pływał przez 45 lat. Dziś jest emerytem, osiadł we Wrocławiu, doczekał się prawnuka. Ale wciąż lubi wracać do wspomnień, więc projekt „Cicha woda” bardzo go ucieszył. 

- Robimy to woluntarystycznie – opowiada pan Staszek, który kiedyś robił karierę w biurze portu i był dyrektorem hotelu pracowniczego „Żeglarz”. Gdy po przemianach 1989 roku polska żegluga śródlądowa zaczęła się sypać, odkurzył patenty i wyjechał na Zachód. Wciąż pracuje jako kapitan, teraz na tankowcu na Renie, w zawodzie jest już 46 lat.


W działaniach wspiera ich Wiola. O połowę młodsza od kapitanów z Bractwa, świetnie potrafi się wśród nich odnaleźć. Widać, że ją szanują: za pasję, za energię, którą tryska i wysiłek wkładany, by zwrócić Odrze choć kawałek jej dawnego życia, a pamięć o jej historii spopularyzować wśród ludzi.

Wiola ma różne pasje, a jedną z nich są zabytki techniki. Zawsze chciała, by jej praca z tym się wiązała. Na Górnym Śląsku, skąd pochodzi, troska o nie jest znacznie większa. We Wrocławiu tym tematem zajmuje się jedynie Fundacja Otwartego Muzeum Techniki. Siedziba Fundacji  mieści się na holowniku parowym „Nadbór” z końca lat 40.  To tutaj odbyła się większość międzypokoleniowych spotkań. 

Przystanek drugi. Iglice i śluzy.

Wycieczka rusza lewym brzegiem kanału w stronę Mostu Osobowickiego. Po drodze zatrzymuje się przy niewielkim ceglanym budynku, z którego wychodzą tory.

- Do czego służyły? – dopytuje pan Wojtek, ale nikt z grupy, nawet Wiola, nie wie. Wyjaśnia więc, że jeździła nimi kolejka, która woziła do jazu iglice służące do regulowania przepływu wody, aby utrzymać żeglowność kanału. Przy okazji tłumaczy, że w kanale, w przeciwieństwie do rzeki woda stoi a nie płynie.
Pan Staszek dodaje, że istnieje coś takiego, jak pamięć rzeki, która nawet po stu-dwustu latach pamięta koryto, którym kiedyś płynęła i potrafi do niego wrócić, gdy tylko nadarzy się okazja.

- Przez opowiadania kapitanów człowiek widzi, że to kiedyś żyło – mówi Łukasz, jeden z młodych członków grupy wycieczkowej. – Żegluję od 5 lat i kiedyś do mojego klubu przyszła Wiola z informacją o projekcie. Pomyślałem: mieszkam we Wrocławiu od urodzenia, a nic o naszym systemie wodnym nie wiem.

- Ostatnim razem byliśmy przy Śluzie Rędzin. Można było wejść na jaz, popatrzeć na wodę – dodaje Paweł, doktorant na wydziale historii i znajomy Wioli, który od niej dowiedział się o „Cichej wodzie” – Kapitanowie opowiadają bardzo ciekawie, to żywa historia. I fajny sposób spędzania czasu.


Wymiana i baza informacji.

Patryk żeglował od dziecka, ale o żegludze śródlądowej pojęcia nie miał. Książka na ten temat wpadła mu w ręce niedawno, już jako studentowi transportu na Politechnice, a jednocześnie wpadły mu w oczy barki w porcie przy ujściu Oławy.

- Codziennie rano przechodzę obok w drodze na uczelnię – opowiada. – Najbardziej lubię, jak coś się tam dzieje, na przykład pchacz wchodzi z barką do portu, co się jeszcze zdarza. Z wycieczek najbardziej podobał mi się rejs barką „Irena”, bo pierwszy raz miałem okazję zetknąć się z tego typu żeglugą z poziomu wody.

Patryk podobnie jak inni młodzi uczestnicy zaangażował się też w zbieranie informacji od kapitanów. Powstała z nich baza internetowa na stronie Fundacji. Znalazły się w niej opisy poszczególnych wycieczek, a co ważniejsze historia i informacje na temat obiektów hydrotechnicznych i interaktywna mapa Wrocławskiego Węzła Wodnego. Zebranie w jednym miejscu informacji na temat Odry, które dotąd były rozsiane, było jednym z kluczowych celów projektów „Cicha woda”.

- Młodzi uczestnicy projektu spisywali i opracowywali opowieści kapitanów – opowiada Wiola – a w ramach wymiany przeprowadzili dla nich zajęcia z obsługi komputerów. Nasi seniorzy super sobie poradzili z tym tematem. Oni są bardzo przedsiębiorczy i aktywni. Dużo robią  poza żeglowaniem, podróżują, zwiedzają świat.


Przystanek trzeci. Port.

Pan Wojtek pokazuje dźwig bramowy, unikat na skalę Polski, a w jego oczach widać zachwyt dla technicznej myśli tego urządzenia.
- A tu cumują dwa Bizony, a dalej Tur –wskazuje na basen w Porcie Miejskim – To pchacze, dostawiało się do nich z przodu barki, taki pociąg rzeczny miał 115 metrów. Wyjaśnia, że polskie pchacze nosiły nazwy od zwierząt. Oprócz Bizonów i Turów, były więc Muflony, Nosorożce, Żubry i Karibu.

- Dziś stocznia zrównana jest z ziemią, nie zostało po niej nic. Przyszły nowe czasy, wszystko zostało wyprzedane – opowiada pan Staszek. -  W Niemczech rzeki żyją, a u nas Wisła, Odra są martwe. Nie ma już strażników wodnych, którzy dbali o rzekę, flota nie pływa, więc koryto się zapycha. W Kolonii w dawnych magazynach portowych porobiono piękne lofty mieszkalne, można by i u nas tak zrobić, ale budynki tylko niszczeją. Ten port jeszcze pracuje tylko dlatego, że trwa remont Wrocławskiego Węzła Wodnego, co będzie dalej, nie wiadomo.

- Nasz projekt dodaje kapitanom wiary w siebie i w to, że choć żegluga odrzańska upadła, to nie odejdzie wraz z nimi, bo przekażą opowieść o niej innym. Czują, że są potrzebni i mają misję – mówi Wiola.

Epilog. Gra miejska.

W sobotnie czerwcowe przedpołudnie, choć zanosi się na deszcz, na „Nadborze” zebrało się kilka grup osób. Są studenci, ale też rodzina z dwoma córkami. To uczestnicy gry miejskiej „Odra Odkryta”, która kończy projekt. W południe ruszą, by wykonać zadania, które każda grupa dostanie rozpisane na kartkach -  ruszą  w miasto, wzdłuż kanałów i odnóg Odry. Będą musieli opisać określone obiekty, np. śluzy na mapach, znaleźć wskazane punkty i je sfotografować, odpowiedzieć na pytania, z którymi czekają na nich kapitanowie w kolejnych miejscach zbornych – na Wyspie Daliowej i w Marinie.



- Jesteśmy stąd – mówi mama dwóch ośmioletnich bliźniaczek, członkini jedynej w grze grupy rodzinnej, razem z mężem głowiąc się nad znalezieniem najstarszego mostu stalowego we Wrocławiu – ale jak widać nie wszystko wiemy. To nasz pierwszy raz w takiej grze, dużo nowego można się nauczyć.
Marcinowi, Sebastianowi, Ani i Łukaszowi, studenci z innej grupy uważają, że to fajny sposób na spędzenie razem czasu.

- Celem tej gry jest, żeby jej uczestnicy mieli szansę lepiej poznać Odrę, nie tylko jako rzekę, która płynie, ale też jej historię. Chodziło o to, żeby pokazać, że tak można promować Odrę i włączyć w zainteresowanie nią osoby spoza naszego grona – mówi Wiola, a potem zlicza punkty kolejnej grupy.
Za chwilę na zakończenie zabawy na holowniku zagra zespół szantowy „Pod mostem”. 
„Nadbór” znowu ożyje na trochę.
**

Wojciech Kato – emerytowany kapitan żeglugi, absolwent wrocławskiego Technikum Żeglugi Śródlądowej,  wiele lat pracował w żegludze odrzańskiej, kolejno zdobywając uprawnienia. Przez lata przysposabiał również młodą kadrę do zawodu.  Pływał przez 45 lat, dziś członek Bractwa Mokrego Pokładu.

Wioletta Wrona-Gaj – historyczka, na co dzień pracuje w Muzeum Odry działającym przy Fundacji Otwartego Muzeum Techniki, gdzie prowadzi zajęcia dla dzieci i młodzieży, organizuje wydarzenia cykliczne i zajmuje się dokumentacją zabytków, jest kustoszką Muzeum Odry, członkini Bractwa Mokrego Pokładu i pasjonatką zabytków techniki

Projekt "Cicha woda" został zrealizowany przez Fundację Otwartego Muzeum Techniki w ramach programu "Seniorzy w akcji" Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę".

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Made by Babcia



The Granny’s Finest to holenderskie przedsiębiorstwo społeczne mające na celu łączenie potencjałów dwóch grup – osób starszych oraz środowiska dizajnerów i projektantów mody. Tak powstała unikalna i rozpoznawalna marka łącząca najzdolniejszych holenderskich projektantów, najnowsze style i trendy z tradycyjnym rzemiosłem i umiejętnościami dziergania osób starszych.

Pilotaż inicjatywy miał miejsce w lipcu 2011 roku, w ramach programu The Knitting Social Fabric (realizowany przez holenderską organizację WorldGranny) kiedy to  grupa około 15 seniorek i 2 projektantów wspólnie przygotowała pierwszą kolekcję zimową 2011-2012. Zebrała ona dobre recenzje i uznanie w świecie mody - jeszcze w październiku tego samego roku rozpoczął działalność sklep internetowy oraz pierwszy Concept Store  w Rotterdamie  - przestrzeń, którą można określić mianem „społecznego centrum mody”, gdzie każdy może przyjść, by popracować z seniorkami czy wspólnie stworzyć nowy projekt.





Tego rodzaju specjalnych Klubów, gdzie na cotygodniowych spotkaniach gromadzą się młodzi projektanci i seniorki – na kawę, pogawędki oraz wspólne dzierganie obecnie jest kilkanaście (m.in. Rotterdamie, Amsterdamie, Utrechcie – tutaj można wyszukać sklep www.grannysfinest.com/store), zaś cały  program liczy 140 uczestników.
Kluby te w pierwotnym założeniu mają pełnić funkcję spółdzielni, wytwarzające produkty dobrej jakości, które można wprowadzać nie tylko na rynek lokalny, ale też zagraniczny.
Wkrótce potem organizatorzy zachęcili młodych, aby pójść krok dalej – tak rozpoczęły się wzajemne wizyty i spacery z seniorami zaangażowanymi w spotkania. Wspólna praca pozwala zatem nie tylko wymienić się doświadczeniami, stworzyć wspólne dzieło, ale też budować więzi międzypokoleniowe. To również szansa dla początkujących dizajnerów i projektantów na  stworzenie dobrego portfolio, wykazując się połączeniem swoich zdolności, potencjału z pracą na rzecz przedsiębiorstwa społecznego.


Tu można obejrzeć krótki film o inicjatywie (niestety w języku niderlandzkim)
https://www.youtube.com/watch?v=_n0uWyZp0nU

A tu zobaczyć seniorki - uczestniczki inicjatywy:
http://www.grannysfinest.com/grannies

Strona projektu Finnest Granny’s: http://www.grannysfinest.com/
WorldGranny www.worldgranny.nl

Bieganie społecznie zaangażowane

Pomysł na GoodGym można określić różnie: jako przysłowiowe przyjemne z pożytecznym, czy też tak bardzo poszukiwany „złoty środek” na połączenie czasu dla siebie z czasem dla innych. Jakkolwiek próbować określać tę popularną londyńską inicjatywę wspaniałe jest, że udział w niej może wziąć każdy komu bliska jest dbałość o kondycję fizyczną z pomocą mniej sprawnym osobom starszym. 



Inicjatywa GoodGym zrodziła się  w 2009 roku.  Pod nazwą tą kryje się społeczność biegaczy (Runners) i trenerów, znawców wiedzy fitness (Coordinators), którzy łączą pasję do zdrowego trybu życia/sportu pomagając jednocześnie lokalnej społeczności, zwłaszcza chorym i niepełnosprawnym osobom starszym. Seniorzy pełnią tutaj ważną funkcję Coachów - dzielą się swoimi doświadczeniami, umiejętnościami, niejednokrotnie uczą na własnym przykładzie jak w odpowiedni sposób pomagać chorym lub niepełnosprawnym seniorom.






GoodGym dobiera w parę chętnego biegacza i potrzebującą wsparcia osobę starszą mieszkającą w okolicy. Co więcej, każdy z pomagających biegaczy jest wspierany przez osobistego trenera (Coordinator), który pokazuje jak osiągnąć dobre wyniki poprzez trening, którego nieodłącznym elementem jest pomoc innym. Biegacz realizując swój codzienny jogging, planuje trasę w taki sposób, aby odwiedzić wskazaną osobę starszą i pomóc w codziennych czynnościach – zrobić  zakupy, wyjść na spacer lub po prostu spotkać się i porozmawiać. Korzyści jak widać są obustronne – Ci, którym trudno o regularne treningi znajdują świetną motywację, osoby samotne i mniej sprawne zaś kontakt z drugą osobą i pomoc w codziennych czynnościach.  Społeczność GoodGym to również grupa ludzi, która dobrowolnie angażuje się w rozwiązywaniu problemów wspólnych dla najbliższego otoczenia: usuwanie nieużytków, sadzenie drzew czy pomoc przy wykonywaniu zadań domowych i ogrodowych.

Jak wspomóc inicjatywę? Można stać się owym pomagającym biegaczem, zgłosić samotną starszą osobę lub wskazać inne zadanie, w którym grupa może pomóc czy po prostu wesprzeć akcję najmniejszą nawet darowizną. Specjalne formularze zamieszczone na stronie programu ułatwiają pozyskiwanie informacji bądź zgłaszanie swojego uczestnictwa.

Realizowana w Londynie akcja angażuje ponad 200 wolontariuszy, współpracuje z ekspertami w dziedzinie sportu, przedstawiciele służby zdrowia i organizacji działających na rzecz osób starszych.
GoodGym znalazł się w gronie 20 finalistów konkursu Social Innovations in Ageing organ ozwanego przez Sieć Innowatorów Społecznych ASHOKA.

Zachęcamy do odwiedzenia strony projektu http://blog.goodgym.org/

Oraz do przeczytania relacji, opowieści i wrażeń osób biegających, jak i odwiedzanych osób starszych
http://blog.goodgym.org/stories-2/


Międzypokoleniowy Dom Bednarska


Dzięki japońskiemu teatrzykowi kamishibai trzy pokolenia połączyły się w jednym domu. O działaniach powadzonych w Międzypokoleniowym Domu Bednarska opowiadają dziennikarce Judycie Sierakowskiej uczestnicy i animatorzy projektu „Teatr czytany – bajka łączy pokolenia” z Łódzkiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Inicjatywa została nagrodzona w konkursie dotacyjnym „Seniorzy w akcji” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” i Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.


tekst: Judyta Sierakowska
zdjęcia: Joanna Kiernicka





Dzieci
W wielkim mieście, w niedużym parku był stary dworek. Mieszkały w nim dzieci: Nikola, Zuzanna, Karolina , Zuzia i dwie Klaudie oraz Kuba, Piotr, Tomek, Brajan, Bartek, Adrian, Wiktor, Oskar, Paweł, Robert, Krystian, Kamil, Dominik, Hubert. Dzieci chodziły do szkoły, bawiły się i były szczęśliwe. Aż tu …. pewnego wiosennego dnia…* (fragmenty bajki „Przygoda w Kosmosie” napisanej przez dzieci i seniorów na warsztatach)

 - Lgną do nas, przytulają się, zaczepiają – opowiada Wojtek Wachowicz. – Zapraszają nas jak obchodzą urodziny. Poprosiliśmy, żeby nas powiadamiały o tym, to wtedy mamy szansę urządzić im przyjęcie: upieczemy ciacho albo kupimy tort. Niektóre nigdy wcześniej nie miały tortu. Pani Wiesia powiedziała, że są dzieci, co pierwszy raz w życiu dmuchały świeczkę na torcie. Jak Karolinie składaliśmy życzenia, popłakała się. Powiedziała, że nigdy nie miała takich urodzin. Dzieci z Domu Dziecka na Bednarskiej w Łodzi mają trudne dzieciństwo. Ich rodzice są pozbawieni praw rodzicielskich z różnych powodów, głównie finansowych. Relacje są bardzo trudne i różnie z nimi bywa. To nie jest słodka telenowela.

Pokolenia
 - Ufo! Ufo! Patrzcie, ufo ląduje! – krzyczał Tomek. (…) Gdy statek kosmiczny wylądował, otworzyły się drzwi i nieprawdopodobnie jasny, rażący promień otoczył dzieci i błyskawicznie wciągnął je do środka.

Zaczęło się od seniorów z Łódzkiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku (ŁUTW). - Tłumaczyliśmy bajki na lektoracie z języka rosyjskiego i ktoś rzucił hasło, że przecież bajki są idealne do łączenia pokoleń – opowiada pani Wiesia Kozłowska z ŁUTW. Był już pomysł, że ma być teatr, ale żeby dzieci nie musiały uczyć się na pamięć, tylko mogłyby czytać, to teatr czytany. Ktoś inny rzucił, że najlepszym miejscem do realizacji będzie „Bednarska”.Międzypokoleniowy Dom Bednarska w Łodzi to niemal miejsce legenda. Pierwszy taki dom w Polsce, gdzie w jednym miejscu są dzieci z Domu Dziecka (DD) nr 9, osoby w podeszłym wieku z Domu Dziennego Pobytu (DDP) i siedziba Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę (SPP). „Bednarska”  powstała 10 lat temu. To z założenia był projekt mający łączyć pokolenia, zapewniając swobodny kontakt wychowankom Domu Dziecka z osobami starszymi i samotnymi. Obok domu jest park i boisko, a sam dom mieści się w pałacyku.




Tylko dla Ciebie
Żywność była w pastylkach, a woda powstawała w „dyfuzorze”. Dzieci były tak bardzo pochłonięte oglądaniem i dotykaniem wszystkiego, że nawet nie zauważyły startu w Kosmos.

Start projektu „Teatr czytany – bajka łączy pokolenia” nie był różowy.  – Chcieliśmy przekonać do projektu seniorów z Dziennego Domu Pobytu i dyrektorkę Domu Dziecka  - opowiada Karolina Przytulska, młodsza animatorka. - Na pierwsze spotkanie przyszły cztery osoby. Byliśmy załamani brakiem zainteresowania – wspomina Wojtek Wachowicz, koordynator-senior projektu.
 – „Bednarska” jest na świeczniku różnych organizacji, akcji, takich co to lubią wykorzystać dane miejsce tylko do swoich celów, więc nie dziwię się, że mieli obawy w tej sytuacji. Przekonaliśmy ich, że nasz projekt jest inny, zjednuje pokolenia. Zgodzili się, a my zostaliśmy i pociągnęliśmy temat. Z czasem na zajęcia zaczęło przychodzić coraz więcej osób. Dzieci nauczyły seniorów jak się z nimi obchodzić. Roma Szczocarz, seniorka: - Wprawdzie przeszkolono nas na warsztatach, ale dzieci „zmodernizowały” projekt do swoich potrzeb i temperamentu. Dzięki nim dowiedzieliśmy się, że najlepsze zajęcia to te intensywne, ale krótkie, bo dzieci szybko dekoncentrują się. Pierwszy krok to nawiązanie kontaktu. – Wymyśliliśmy wizytówki, każde dziecko i senior mieli przypięte imiona, np. „wujek Bogdan” czy „ciocia Wiesia” – opowiada Roma.
Karolina: - Były opinie, że się nie uda, że dzieci nie zechcą mieć zajęć z seniorami, że starsi są nudni, nie będą słuchali dzieci i odwrotnie. Pokazaliśmy, że wszystko jest możliwe.

  
Kamishibai
Na górach i dolinach rosła dziwna, świecąca roślinność. Wszyscy ciekawi byli, czy spotkają jakieś żywe istoty.
- Patrzcie na prawo - krzyknęła Karolina.
Potężny Tyranozaurus zmierzał prosto w ich kierunku.

Kamishibai to japoński teatr obrazkowy. Dlaczego akurat kamishibai?
Karolina: - Na ten pomysł wpadła żona Wojtka, Alina. Chodziła na lektoraty z japońskiego na ŁUTW, rzuciła pomysł, a my stwierdziliśmy, że doskonale pasuje do projektu. Oczywiście kreatywność uczestników nie znała granic, więc szybko zaczęliśmy wplatać elementy z innych kultur i z innych bajek. Karolina opowiada, że jak tylko seniorzy usłyszeli o projekcie, bardzo chcieli się zaangażować. Ci, którzy zajmują się poezją, wpadli na pomysł, by pisać wiersze, a Wojtek jako majsterkowicz zrobił warsztaty z montażu scenerii do kamishibai. - Dzieci nie mogą używać niektórych narzędzi, więc obszedłem ten zakaz sam przygotowując parawan, a dzieci zmontowały gotowe już elementy – tłumaczy Wojtek.
Sekcja malarska z ŁUTW stworzyła rysunki do teatrzyku. Karolina zaś poprowadziła warsztaty z techniki druku, nauczyła dzieci jak malować koszulki.


 Bajka od kuchni
- Nie bójcie się, nic Wam nie grozi. Jesteście wyśnionymi przez nas przyjaciółmi. Przemierzaliśmy cały Wszechświat, żeby Was odnaleźć – powiedziała Akte.

Sporo się działo. –Seniorzy z dzieciakami byli w Teatrze Powszechnym na „Utraconych dźwiękach”. Do dziś wszyscy na „Bednarskiej” wspominają moment, gdy aktor zaprosił na scenę dzieci, żeby udawały różne dźwięki. Mały Oskar fenomenalnie naśladował głosem kroki, odgłosy zwierząt, a nawet skrzypiące drzwi!
Roma Szczocarz prowadziła warsztaty pisania bajki. Pytała, jakie cechy powinni mieć ich bohaterowie, ilu ich powinno być. Co odpowiedziały dzieci?! Pozytywny bohater jest dobry, pomaga słabszym, jest sprytny i wysportowany i sprawnie porusza się w internecie. Zły bohater jest brzydki, niegrzeczny i bije młodszych! Potem dzieci dostały trzy słowa i w kilka minut tworzyli z nimi krótkie historyjki. Poznały też cechy dobrej bajki. Gdy nadeszła pora, żeby napisać własną bajkę i wymyślić miejsce akcji, pani Roma podsunęła dzieciom pomysł, aby akcja działa się w Domu Dziecka. – W bajce nie ma przywódcy, wszyscy są równi, chodzi o to, żeby nie było rywalizacji, a miejsce akcji ma być takie, by dzieci się z nim utożsamiały – tłumaczy. 9-letni Adrian narysował większość obrazków do bajki, tak go pochłonęły, że choć następnego dnia wyjeżdżał na ferie, spędził nad nimi cały wieczór!
Skrzypaczka i pianistka Maria Aszyk poprowadziła warsztaty muzyczne. – Zadawałam pytania, co to jest hałas, pokazałam jak z klocków można zbudować melodyjkę, dzieci malowały ilustracje do fragmentów muzyki – opowiada artystka. Dzieci poznały, co to śpiew solowy, skład orkiestrowy, słuchały Vivaldiego, rocka, jazzu, popu i rapu. Takich zajęć nie mają w szkole. Na zajęciach wspólnie dobrali oryginalny, japoński podkład muzyczny pod kamishibai.
- Nasza bajka jest o nas, o dzieciach. Kosmici przylecieli i zabrali nas na różne planety. Potem w grupach rysowaliśmy poszczególne sceny – opowiada 9-letnia Zuzia Dąbrowska.
Seniorzy wybrali te rysunki, które po kolei, niemal klatka po klatce przedstawiały historię. Bajkę przetłumaczyli na znane im języki: rosyjski, niemiecki, angielski i francuski.




Na plus
Czas mijał błyskawicznie, a jeszcze do zwiedzania zostało tyle Planet. Zuzanna nie wpuściła Kuby za stery i teraz ona lądowała na całkowicie niebieskiej Planecie.
- Życie zweryfikowało projekt na plus, niestety – śmieje się Wojtek.
- Niestety? – dopytuję.
- Bo wyszło więcej niż zamierzaliśmy, przesadziliśmy, nie przewidzieliśmy zaangażowania dzieci – opowiada Wojtek.
Karolina: – Założyliśmy sobie ramy – dwa razy w miesiącu, a tu się okazuje, że dzieci pytają, o której spotkanie za tydzień i co będziemy wtedy robić?!
W końcu w każdy piątek odbywały się regularne spotkania, warsztaty. Nikt nikogo nie zmuszał, pasja zaczęła być siłą.
Wojtek: - Przychodziły też osoby spoza Domu Dziecka, np. mama z dwoma chłopcami, także seniorzy i dzieci. Podobało im się.

Nasza książka
Kosmitom najbardziej podobała się piłka nożna, a najmniej matematyka.

25 czerwca pogoda dopisuje. W malowniczym parku na „Bednarskiej” wiszą obrazki namalowane przez dzieci. Obok pieką się kiełbaski i kaszanki, stoły rozstawione, widzowie: bliscy i ludzie związani z „Bednarską”. Dyrektorka DD pokazuje wszystkim wspólne dzieło, świeżo wydrukowaną książeczkę „Przygoda w kosmosie”. Specjalnie na tę okazję dzieci przygotowały inscenizację „Rzepki” Juliana Tuwima.
Dzieci przebrane w maski i koszulki, na których namalowana jest każda z postaci „Rzepki”, jedno po drugim ustawiają się, i ciągną: żabka za boćka, bociek za gąskę, gąska za kurkę, kurka za kicię, kicia za mruczka, mruczek za wnuczka, wnuczek za babcię… i trach, wszyscy na siebie poupadali!
Są prawie wszyscy, dzieci, seniorzy, dyrektorki, nauczycielki, wychowawcy… Pan Wojtek już w tym rwetesie zapomniał, komu ma podziękować. Maluchy dostają słodycze, starsze dzieci kubki, dyplomy, książeczki, listy. Seniorzy i wychowawcy też otrzymują książki, choćby pani Zenia, babcia Zuzi „Specjały z całego świata”, a pani Małgosia Bąk „Fotografię”.

 


Relacje
Kosmo wręczył każdemu dziecku świecącą kulkę.
- To są kulki, które umożliwią Wam przybycie do nas. Gdy zamkniecie kulkę w swojej dłoni i serdecznie pomyślicie o nas, na pewno spotkamy się - powiedział Kosmo.


Karolina: - Plus projektu, to nowe umiejętności, które zdobyły dzieci. Chodzą do szkoły, ale część tak naprawdę nie potrafi czytać. Ucząc się tekstów, ćwiczą pamięć, zainteresowały się też samymi bajkami. Takie projekty są bardzo potrzebne, i najważniejsze jest to, co tworzą: relacje.
Wojtek: – Te spotkania dają mi dużo radości. Moje dzieci są już dorosłe, ale jeszcze nie doczekałem się wnuków, a te tutaj są i potrzebują kontaktu. Nieskromnie uważam, że robimy dobry projekt, i póki co udaje się. Dlatego chcemy kontynuować i rozszerzyć tematykę o tradycje, gry, zabawy dziadków. A przy okazji seniorzy będą mieli okazje przypomnieć sobie, co robili w młodości.
Zaczynają się wakacje. Teraz każdy wraca do siebie. Wprawdzie nikt nie zastąpi dzieciom ich prawdziwych rodziców, ale relacja wnuczek-dziadek, nawet na godziny, może być mądrym wsparciem.


***

* „PRZYGODA W KOSMOSIE”, fragmenty bajki napisanej przez dzieci i seniorów na warsztatach w dniach 10 i 17 stycznia 2014 roku

Kamishibai to najprościej tłumacząc teatr obrazkowy. Kartonowe plansze o wymiarach mniej więcej zbliżonych do bloku wsuwane są do butai – drewnianego „parawanu”. Każda z plansz przedstawia kolejny fragment opowieści. Z przodu jest główny obrazek, z tyłu planszy tekst bajki i miniaturka ilustracji. W czasie przedstawienia parawan stoi na stoliku na wysokości wzroku publiczności, a czytający stoi z boku i przesuwa kolejne obrazki.

Kamishibai działa na podobnej zasadzie co teatr marionetek, tyle, że tutaj zamiast lalek są obrazki. Historia tego niepowtarzalnego teatru sięga XII wieku, już wtedy za pomocą rulonów z historiami obrazkowymi, mnisi przekazywali niepiśmiennej widowni umoralniające opowieści. Z początkiem XX wieku kamishibai, po latach niebytu, odżyło w Japonii, a w 1923 roku powstał pierwszy kamishibai dla dzieci.

Po przedstawieniu wystarczyło teatrzyk złożyć, wziąć pod pachę lub wsiąść z nim na rower i pojechać do kolejnego miejsca. Tysiące wędrownych artystów dzięki kamishiabi miało i widzów, i zawód. Do czasu kiedy pojawiła się… telewizja. Teraz kamishibai odradza się w wielu krajach, jako idealna metoda czytania dla dzieci, opowiadania, rysowania i pisania, bawi i uczy kreatywności. Samo miejsce przedstawienia kamishibai, tak jak wyobraźnia dziecka, nie ma ograniczeń.


Wojtek Wachowicz – emerytowany inżynier, pracował w cukrowni, w wodociągach i na Politechnice Łódzkiej.

Karolina Przytulska
  jest lektorką języka rosyjskiego, ma własną szkołę językową. Prowadzi zajęcia językowe na Łódzkim UTW. Poznali się podczas wcześniejszego projektu, postanowili wspólnie zrealizować projekt „Teatr czytany – bajka łączy pokolenia”.

Projekt został zrealizowany w ramach programu "Seniorzy w akcji" Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę"


 

Społeczna rewolucja rozpoczęta przy kuchennym stole



Udział osób starszych w życiu społecznym Irlandii z pewnością nie byłby dziś taki sam, gdyby nie rozpoczęta 25 lat temu działalność Mary Nally, założycielki Fundacji Third Age [ang.: Trzeci Wiek]. W odpowiedzi na potrzeby, które widziała wokół siebie, Mary Nally rozwinęła system angażujący osoby starsze w działania na rzecz otoczenia. Opierająca się na zasadzie wolontariatu organizacja wspiera inne osoby starsze, pomaga imigrantom w nauce języka, stwarza możliwość do spotkań międzypokoleniowych, a także rozwija szeroko pojęte działania w zakresie rzecznictwa [ang.: advocacy]. Przede wszystkim jednak daje starszym ludziom w Irlandii poczucie godności, wyciąga ich z izolacji i pokazuje, jak bardzo są oni potrzebni reszcie społeczeństwa. 




tekst: Katarzyna Binda
foto: Anna Liminowicz
Nie poddawajcie się!

„Nie przestawajcie walczyć, nie poddawajcie się! Starsze osoby Was potrzebują. Więc nie poddawajcie się, kontynuujcie działania, jesteście w stanie dokonać zmiany!  Jeśli mi się udało zaczynając od zera, wy także możecie to zrobić!”– charyzma, a zarazem spokój Mary Nally, która konsekwentnie od lat walczy o to, aby głos osób starszych był słyszany, a oni sami nie stanowili marginesu społeczeństwa są już znane. Założona przez nią w latach 80. Fundacja liczy dziś 28 zatrudnionych osób i 1000 wolontariuszy. Jej patronem honorowym jest prezydent Irlandii Michael D. Higgins. Mary miała okazję poruszać temat zaangażowania osób starszych podczas spotkań z królową angielską Elżbietą II, prezydentem Billem Clintonem czy Patem Coxem, przewodniczącym Parlamentu Europejskiego w latach 2002-2004. Działalność Third Age ma także realny wpływ na politykę Irlandii wobec osób starszych. Siła tych przedsięwzięć nie byłaby tak duża, gdyby nie fakt, że wypływają one z autentycznych potrzeb społecznych i osobistej historii życia Mary Nally. 

Senior Help Line

W wieku 17 lat Mary zaczęła pracować jako pielęgniarka z niepełnosprawnymi umysłowo dziećmi w Cork, w Irlandii. Po uzyskaniu wykształcenia psychologicznego, a także psychiatrycznego rozpoczęła 10-letni okres pracy w Domu Opieki dla osób starszych w Trim, gdzie odkryła swoje szczególne powołanie do pracy z osobami starszymi. Osobiste problemy zdrowotne, doświadczenie izolacji wynikające z choroby i braku możliwości pracy, przyczyniły się do jeszcze większej empatii w stosunku do osób znajdujących się w podobnym położeniu. Jednak impulsem do podjęcia konkretnych działań stała się dla Mary śmierć jej ojca i zamieszkanie z matką. Codzienność małego miasteczka nie miała zbyt wiele do zaoferowania starszej kobiecie, która „nienawidziła bingo” i nie chciała rezygnować z aktywnego życia. Pogłębiająca się samotność, poczucie izolacji i bycia niepotrzebnym stały się przyczyną pogarszającego się stanu psychicznego starszej kobiety. Mary widziała sytuację i współczuła swojej mamie, dostrzegała pustkę, jaka towarzyszyła codzienności starszych ludzi w jej miasteczku.„Siedząc przy kuchennym stole postanowiłam coś zrobić, ogłosić lokalne spotkanie, szczególnie dla starszych ludzi, żeby zobaczyć, jakie będzie zainteresowanie tematem. Chciałam stworzyć grupę wsparcia – towarzyską grupę, która skupiałaby ludzi razem. I na to pierwsze wieczorne spotkanie przyszło ponad 40 osób. Wtedy już wiedziałam, że jest potrzeba. Wiedziałam, że muszę dalej działać.” Mary zaczynała od samego początku, nie miała żadnych środków, ale wiedziała, że trzeba odpowiedzieć na wyraźną potrzebę. Spotkania odbywały się początkowo co miesiąc, stały się okazją do rozmowy i poznania nowych ludzi, zapraszano na nie ekspertów, lekarzy, były miejscem dyskusji.Z czasem Mary zauważyła jak ogromnym, niewykorzystanym potencjałem wiedzy i umiejętności dysponują spotykający się seniorzy. Jednocześnie dla Mary coraz wyraźniej stawały się widoczne potrzeby innych starszych ludzi, cierpiących z powodu samotności i wykluczenia. Tak powstała idea Senior Help Line (Seniorskiego Telefonu Zaufania) prowadzonego przez osoby starsze dla osób starszych. Mary Nally inspirację zaczerpnęła z działalności międzypokoleniowej linii telefonicznej działającej we Włoszech. Innowacyjność jej pomysłu polega na tym, że funkcjonowanie irlandzkiego telefonu opiera się na samopomocy. Osoby starsze mają okazję porozmawiać z osobami, które są w stanie zrozumieć ich problemy, często same przez nie przechodziły. Jednocześnie osoby, które obsługują telefon, czują się potrzebne. 50 procent telefonów, jakie odbierają pochodzi od osób samotnych, które mają telefon, ale nie mają do kogo zadzwonić, które chcą po prostu z kimś porozmawiać. Dzwonią też osoby w trudnej sytuacji, potrzebujące pomocy oraz psychicznego wsparcia. 


Tak jak inne gałęzie aktywności Fundacji Third Age Senior Help Line opiera się na wolontariacie. W 1998 roku 32 wolontariuszy przeszkolonych dzięki pomocy departamentu zdrowia i organizacji charytatywnej „Samarytanie”, przez 6 godzin w tygodniu słuchało swoich rozmówców. Dziś działający na terenie całej Irlandii serwis działa dzięki zaangażowaniu 370 wolontariuszy w 17 centrach, otwartych każdego dnia 365 dni w roku, od 10 rano do 10 wieczorem. Najbardziej intensywnym czasem jest dla nich okres Bożego Narodzenia. Fundacja znajduje wolontariuszy poprzez informacje rozpowszechniane przez lokalne radia, gazetki oraz newsletter Fundacji. Najczęściej jednak wolontariusze zgłaszają się do Third Age sami. 
 
„Uważam że kluczem do pozyskania wolontariuszy, jest uwolnienie ich od strachu, że nie będą w stanie sobie poradzić. Możemy to zrobić zapewniając tę osobę, że otrzyma odpowiednie szkolenia, że będzie wyposażona w odpowiednie narzędzia do wolontariatu. To pozbawia ich lęku”– mówi Mary. Szkolenia prowadzone przez wykwalifikowanych trenerów, inwestowanie w wolontariuszy, którzy uczą się słuchać, daje im poczucie bezpieczeństwa. Nie zostają sami z trudnymi tematami rozmów, jakie będą prowadzić przez telefon. Czasem osoby starsze planują pracę w organizacji tylko przez chwilę, a zostają na całe lata. Ważnym wyzwaniem dla organizacji jest słuchanie i rozumienie potrzeb wolontariuszy, jest to ogromne wyzwanie logistyczne, jednak bez nich, jak mówi założycielka, nie byłoby Third Age, Jest to sytuacja, w której każdy wygrywa. Osoby dzwoniące dostają ciepło, uwagę i zrozumienie, a wolontariusze budują swoją pewność siebie czują, że są bardzo potrzebni i sprawiają, że czyjeś życie jest trochę lepsze. Wytrwała praca i jej widoczne efekty pociągnęły za sobą wsparcie instytucjonalne. „Nasza usługa była tak skuteczna, że rząd zdecydował się nas wesprzeć, co było dla nas naprawdę niesamowite. Otrzymaliśmy jednocześnie wsparcie finansowe i byliśmy tym zaszczyceni”. Senior Help Line posiada jeden wspólny numer, który funkcjonuje na zasadzie lokalnej taryfy i jest bardzo tani, dostępny dla wszystkich starszych osób.
 



  Działania w zakresie rzecznictwa

Odbierane telefony są też źródłem wiedzy na temat problemów osób starszych w Irlandii. Organizacja wykorzystuje gromadzoną w ten sposób bazę danych do działania na rzecz poprawy sytuacji. Zbierane informacje są regularnie konsultowane z pracownikami instytucji rządowych. Mary Nally wielokrotnie organizowała też konferencje i debaty nagłaśniające problemy osób starszych, opowiadające o ich rzeczywistej sytuacji. W ten sposób jej głos stał się także głosem eksperckim, wsparła zarówno Grupę Ekspertów ds. Osób starszych w Irlandzkim Rządzie, jak i Narodową Radę ds. Starzenia.
Bardzo ważnym aspektem działalności Third Age jest Narodowy Program Rzecznictwa (National Advocacy Programme). Założony w 2008 roku ma na celu poprawę sytuacji osób znajdujących się w Domach Opieki dla osób starszych. Po nagłośnionych przez irlandzkie media przypadkach znacznych nadużyć w stosunku do podopiecznych, Fundacja wykorzystała sytuację do wprowadzenia do placówek Rzeczników Mieszkańców Domów Opieki. Skrupulatnie wyszkolone osoby stały się uszami i oczami osób, które nie mają możliwości się wypowiedzieć, a często znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Osoby te rozmawiają z podopiecznymi, dbają o zapewnienie bardzo praktycznych aspektów codziennego życia, takich jak na przykład zapewnienie cukrzycowej diety. Z czasem, ze względu na wprowadzone rządowe regulacje, to Domom Opieki zaczęło zależeć, aby zapraszać do współpracy ekspertów z Third Age. Obecnie już ponad 100 placówekw Irlandii odwiedzają wykwalifikowani funkcjonariusze, dbając o jakość życia ich mieszkańców. 

Konwersacje dla imigrantów

Inną sferą działalności, wynikająca z bacznej obserwacji świata Mary Nally, jest Fáilte Isteach – program prowadzony przez seniorów integrujący nowoprzybyłych imigrantów z lokalną społecznością poprzez uczenie ich języka angielskiego.„Pewnego dnia, 8 lat temu, rozbiłam zakupy w osiedlowym sklepie. Zobaczyłam młodą matkę, której wygląd wskazywał na to, że nie była Irlandką, widać było, że ma ogromne problemy ze zrobieniem zakupów. Nie była w stanie przeczytać napisów na opakowaniu, które trzymała w rękach. Widziałam frustrację na jej twarzy i pomyślałam, jakiej izolacji doznaje. Dwójka małych dzieci, które jej towarzyszyły, lepiej posługiwała się językiem niż ich mama. Więc wróciłam do Third Age, do naszego centrum i zastanowiłam się wspólnie z ludźmi, jak możemy odpowiedzieć na tę potrzebę”. Tak powstał pomysł zorganizowania konwersacji w języku angielskim dla imigrantów, którzy przyjechali do Irlandii. Szkolenia i opracowanie podstawowych schematów angielskich konwersacji ośmieliły seniorów, którzy dysponując czasem i cierpliwością pomagali przyjezdnym poznać podstawy języka, ale także zaadaptować się do nowej sytuacji. Z czasem pomoc rozszerzyła się także na wsparcie w zakresie wypełniania dokumentów i załatwiania drobnych urzędowych spraw. Przede wszystkim jednak innowacyjność pomysłu tkwi we wspieraniu integracji lokalnej społeczności. Osoby starsze dowiadują się o kulturze innych krajów, miejscach pochodzenia imigrantów, wzrasta wzajemne zrozumienie i zmniejsza się zagrożenie wykluczeniem tych dwóch grup.



Międzypokoleniowa luka

Kolejnym dużym programem prowadzonym przez Third Age są działania na skalę lokalną, umożliwiające spotkania różnych pokoleń. Jednym z nich jest odwiedzanie przez seniorów szkół publicznych i uczenie dzieci robótek na drutach oraz szycia. Seniorki przekazują nie tylko zanikającą wiedzę na temat tych umiejętności, ale także spędzają z dziećmi czas i poświęcają im swoją uwagę. W 2012 roku zaproszono dzieci i ich rodziców do wielkiej akcji szydełkowania The Third Age Knitting Bus Project ‘Knitting the Generations Together’ [ ang.: Szydełkowy Autobus Fundacji Trzeci Wiek ‘Zszyjmy ze sobą pokolenia’]. Symbolem akcji stał się kolorowy, dwupiętrowy  autobus, ozdobiony w całości wełnianym, wydzierganym okryciem. Seniorzy odwiedzają też szkoły z kolekcją The way we were [ang.: Sposób, w jaki żyliśmy] prezentującą przedmioty, które były w codziennym użyciu w czasach ich dzieciństwa, a teraz już dawno wyszły z użycia. Z takimi przedmiotami seniorzy odwiedzają także szpitale i Domy Opieki dla osób starszych. Często artefakty sprawiają, że schorowane osoby, które rzadko mają chęć i możliwość, aby mówić, zaczynają rozmawiać i opowiadać przywołując wspomnienia.

Od 2009 roku Mary Nally należy do międzynarodowej sieci innowatorów społecznych Ashoka - organizacji, która wyszukuje i zrzesza wiodących przedsiębiorców społecznych, wprowadzających innowacyjne i systemowe rozwiązania najbardziej palących problemów społecznych. Rozwiązania, jakie zaproponowała Mary Nally, wpływają na zmianę sytuacji osób starszych nie tylko w Irlandii. Obecnie coraz więcej organizacji w Europie, ale także na świecie chce czerpać inspirację oraz praktyczną wiedzę płynącą z działań Third Age. Mary Nally chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami, cieszy ją możliwość wymiany, podkreśla wagę wzajemnego uczenia się od siebie organizacji, które działają w tym samym celu. Mary podsumowuje, że muszą znaleźć się ludzie, którzy pomogą innym w codziennych, podstawowych sprawach, zmotywują ich do działania, bo każdy potrzebuje powodu, aby wstać, umyć się, zrobić makijaż i spotkać się z przyjaciółmi. Trzeba im stworzyć do tego warunki. Trzeba po prostu zacząć robić to, co musi być zrobione.„Pod koniec dnia, niezależnie czy to w Europie, czy na świecie, liczy się  to, by widzieć, że starsi ludzie są traktowani z szacunkiem, że nie są zapomniani, że są aktywni  i wciąż mogą wnosić ogromny wkład do życia społeczności. I że społeczeństwo jest świadome wartości tego wkładu.”

 ***
Tekst powstał w wyniku spotkania Mary Nally z absolwentami programu „Seniorzy w akcji” realizowanego przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Cytaty pochodzą także z wywiadu indywidualnego z Mary Nally, przeprowadzonego przez Katarzynę Bindę, 29 listopada 2013 roku w Warszawie.

Mary Nally – założycielka Fundacji Third Age [ang. Trzeci Wiek], organizacji działającej w zakresie rozwijania wolontariatu seniorów i działań wzmacniających głos osób starszych w Irlandii. Zaproponowane przez nią rozwiązania, łączące niewykorzystany potencjał osób zagrożonych wykluczeniem społecznym wpłynęły na systemowe zmiany w Irlandii. Od 2009 roku członkini Ashoka International – międzynarodowej sieci innowatorów społecznych.

Katarzyna Binda - absolwentka UW (Wiedzy o kulturze oraz Serbistyki). Stypendystka Uniwersytetu w Belgradzie. Współpracowała z Polską Fundacją im. Roberta Schumana. Od 2012 r. związana z Towarzystwem Inicjatyw twórczych "ę", pracuje w zespole programu „Seniorzy w akcji”. Animatorka kultury, rozwija działania seniorskie i międzypokoleniowe.