wtorek, 25 czerwca 2013

JESTEŚMY PRENORMATYWNI

O czym najchętniej chcą rozmawiać młodsi ze starszymi, dlaczego ważne jest posiadanie grupy rówieśniczej po pięćdziesiątce i jak będzie wyglądała klientela warszawskich kawiarni za kilkadziesiąt lat opowiadają: koordynator projektu Archipelag Pokoleń Damian Kalita z Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” i  konsultant merytoryczny projektu Magdalena Rosochacka-Gmitrzak z ISNS UW.


Od lutego ruszyła II edycja projektu Archipelag Pokoleń. To nowatorska propozycja zajęć i twórczej aktywności skierowana do Warszawiaków powyżej 50 roku życia. Skąd pomysł na tego typu działanie?

D.K.: Projekt zrodził się z obserwacji, które jako Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” prowadzimy w ramach naszych projektów. Szukaliśmy pomysłu na takie działanie, które przygotuje osoby w wieku 50+ do swojej pierwszej aktywności. Wiemy, że nie każdy kto chce działać, ma już na tyle wyklarowany pomysł, aby móc go realizować. Jeszcze przed archipelagiem Towarzystwo „ę” prowadziło dwa akcyjne projekty skierowane do osób planujących swój czas na emeryturze: Przetwórnia czasu wolnego i Pogotowie Filozoficzne. Po tych doświadczeniach poszukiwaliśmy pomysłu na działania bardziej długofalowe i kompleksowo przygotowujące do aktywnego spędzania czasu na emeryturze. Powstał pomysł na program, który daje przestrzeń i czas na trafne rozpoznanie świata wokół: organizacji kultury, instytucji, zjawisk i przemian oraz ludzi i siebie samego jako aktywnej jego części, mającej wpływ na zmiany. Uczestnicy biorą udział w wykładach, dyskusjach międzypokoleniowych, odwiedzają różnorodne organizacje i miejsca ważne dla Warszawy od strony zaangażowania społecznego.


M.R.: Archipelag to taka „zerówka” aktywności. wywiadownia aktywnościowa, na którą składa się też to,  że nasi uczestnicy podczas trwania Archipelagu mogą rozpoznać siebie na nowo w grupie rówieśniczej. To jest ważne, gdy wchodzimy w życie, w przedszkolu, w szkole, jak zaczynają się pierwsze interakcje z płcią, którą jesteśmy zainteresowani, czyli gdy budujemy swoje pierwsze związki i oczywiście w pracy. A gdy już w życiu się osadzimy i zajęci jesteśmy budowaniem naszej mniejszej lub większej stabilizacji to przychodzi taki moment dla niektórych ludzi, w którym odpuszczamy sobie wypracowaną przez lata doświadczeń grupę rówieśniczą. Natomiast badanie socjologiczne i psychologiczne oraz niektóre naukowe rozważania futurologiczne pokazują, że grupa rówieśnicza będzie jedną z najważniejszych grup odniesienia i aktywności dla osób na przedpolu starości i w starości. Uznaliśmy, że jest to potrzeba, którą chcielibyśmy się zająć: wesprzeć w odnowieniu więzi rówieśniczych i zainspirować do nowych działań. 

Na czym polega uczestnictwo w projekcie?

D.K.: Przez 3 miesiące uczestnicy, tj. około 40 osób bierze udział w 4 formach aktywności: wykładach, warsztatach, wizytach w organizacjach pozarządowych lub instytucjach kultury oraz w dyskusjach międzypokoleniowych. W tym roku urozmaiciliśmy formę wykładów. Połowa z nich została zamieniona na formułę seminaryjną - uczestnicy dostają tekst i przygotowują się na kolejne zajęcia. 

M.R.: To jest novum, które wprowadziliśmy w II edycji i w moim odczuciu, tak jak rozmawiam z archipelagowiczami, to był złoty strzał. Seminarium wymusza aktywność. Jest to formuła, w której uczestnicy muszą się przełamać do zabrania głosu. Jeśli Archipelag miałby mieć kolejną edycję to myślę, że zajęcia z kadrą akademicką powinny polegać właśnie na konwersatorium, seminarium czy innej formie interaktywnej.

Jaka jest rola Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych w projekcie?

M.R.: Razem z Towarzystwem Inicjatyw Twórczych „ę” spotkaliśmy się w podobnym momencie jeżeli chodzi o wizję na swoje działania. Instytut miał  potrzebę otwarcia, wejścia w działania innowacyjne. O ile uczelnie techniczne otwierają się na biznes, o tyle nauki społeczne, humanistyczne mogłyby być także utożsamiane w tym kontekście z działaniami trzeciosektorowymi. Jest to doświadczenie absolutnie potrzebne, dające bardzo dużo satysfakcji i wpisujące się w nową wizję uniwersytetu. Wiele uniwersytetów na świecie dostrzega tę potrzebę i otwiera się na działania dla społeczności lokalnej. Nam udała się trójstronna wymiana. Towarzystwo „ę” znalazło sponsora na swoje działania w postaci Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy i Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, dało swoje wsparcie merytoryczne i koncepcyjne, a my jako instytut daliśmy zarówno przestrzeń do części spotkań  jak i naszych wykładowców. Jest to pierwsze tego rodzaju partnerstwo jeśli chodzi o tak bogatą ofertę uczelni wyższej dla niestudentów.


Na jakiej zasadzie dobieracie tematy do spotkań i wykładów?

D.K.: Tematy tworzą się w trakcie naszych wspólnych dyskusji, oczywiście w konsultacji z wykładowcami. Kadra, z którą współpracujemy została już sprawdzona w I edycji Archipelagu.  natomiast w II edycji poprosiliśmy ich o nowe zagadnienia, którymi aktualnie zajmują się w swojej pracy badawczej.
Oswajamy naszych uczestników z tym co jest we współczesnym świecie bardzo zmienne i kształtowane przez wiele kanałów komunikacyjnych. Zastanawiamy się nad zmieniającym się modelem rodziny, sztuce nowoczesnej, rozmawiamy o tym co to jest gender*, i co to znaczy być queer*. Okazuje się, że niektóre tematy mogą być niezrozumiałe dla rożnych grup wiekowych, na przykład jednym z tematów II edycji jest  partyzantka ogrodnicza*, o którą także moi znajomi w wieku przed 30-stką też pytali zdezorientowani „czy to jakieś działanie anarchistyczne?” Chodzi o to, aby świat ludzi młodych mógł spotkać się ze światem ludzi starszych.

M.R.: Tematyka, którą poruszamy w formule wykładów, seminariów i spotkań nie jest zazwyczaj utożsamiana z tematyką dla osób, które są na przedpolu starości. Z jednej strony mamy partyzantkę ogrodniczą, z drugiej religijność mozaikową. Wgląd w naszą religijność jest to, nawiasem mówiąc jeden z najtrudniej poruszanych tematów. Polacy już dużo chętniej mówią o seksie, ale często milczą w temacie religijności. Odpowiadając na tę potrzebę  zaprosiliśmy do współpracy socjologa religii, dr Tomasza Sobierajskiego. Z trzeciej strony poruszamy tematy związane ze sztuką. Myśląc o sztuce w kontekście osób starszych wyobrażamy sobie hermetyczne grono osób, które tworzyły całe życie. My próbujemy to odschematyzować. Pokazujemy, że sztuka jest „do jedzenia” tak jak chleb, jak powietrze. Pokazujemy: możecie z niej korzystać, aby budować swoją tożsamość w grupie. Z jeszcze innej strony w programie zajęć mamy dr  Mariolę Bieńko, która opowiada o współczesnym modelu rodziny i nieuniknionym – jak się wydaje – powrocie do wielopokoleniowości i dzieleniu wspólnej przestrzeni. Podczas zajęć Archipelagu Pokoleń, a szczególnie w trakcie dyskusji międzypokoleniowych, staramy się zadawać takie pytania, które stawiają sobie ludzie w wieku lat 5, 55 i 85. Są to zagadnienia, które dotyczą istoty człowieczeństwa, niezależne od wieku. W naszym odczuciu Archipelag ma być takim miejscem, gdzie dotykamy tworzenia tkanki kapitału ludzkiego.

Czyżby Archipelag Pokoleń był taką szkołą dla seniorów?
D.K.: Nie do końca. Jeśli myślimy o szkole to o czymś co jest narzucone. Dla nas jest bardzo ważne zdanie uczestników. Nie chcemy robić czegoś co nie będzie zgodne z ich zainteresowaniami. Na przykład pracując nad tematami do dyskusji międzypokoleniowych zapytaliśmy studentów ISNS i naszych archipelagowiczów o skojarzenia z 3 obszarami tematycznymi: wolność, współpraca, Warszawa w kontekście tego o czym chcieliby rozmawiać. Okazało się, że we wszystkich tych obszarach pojawiła się wspólna przestrzeń.
M.R.: Na początku myśleliśmy, że jesteśmy naiwni sądząc, że te odpowiedzi gdzieś mogą mieć wspólny mianownik. Po czym okazało się, że niezależnie od wieku są pewne obszary, które  są wspólne, które się zazębiają i wymagają rozmowy w każdej kategorii wiekowej. To jest rzecz niesamowita.

Ale czy młodzi są zainteresowani tym jak i co myślą seniorzy?
M.R.: Badania pokazują, że są. Natomiast, aby doszło do dialogu, potrzeba odpowiedniej formy i selekcji tego o czym będziemy rozmawiać. Dom Badawczy Maison przygotował tego typu badania na konferencję rzecznika Praw Obywatelskich w czerwcu w ubiegłym roku. Okazało się, że młodzi chcą słuchać jak wyglądała młodość dziadków i innych seniorów, ale w kontekście namacalnym tj. jak wyglądały rzeczy i jakie były doświadczenia oraz odczucia z tym związane. Nie chcą natomiast opowiadać o swoich sercowych czy finansowych sprawach, a o tym najchętniej chcą słuchać seniorzy. Mając w pamięci te wyniki staraliśmy się tak budować warsztaty, aby pokazać co może być atrakcyjne dla jednej i dla drugiej strony. Dodatkowo potwierdziły to wyniki naszego zapytania o skojarzenia. Ani młodzi ani starzy często nie znają dobrej przestrzeni do wspólnej rozmowy, spotkań. Te znane nam, czyli kawiarnia, ławka, spotkania rodzinne, czy też przychodnie lekarskie, są nie tyle nie sprzyjające, co w żadnej sposób nie inicjujące, nie zachęcające do rozmowy.

D.K.: Dlatego właśnie myśląc o dyskusjach międzypokoleniowych dotyczących 3 wybranych przez nas obszarów: wolność, Warszawa, współpraca postanowiliśmy otworzyć przestrzenie warszawskich kawiarni. Chcemy, aby dyskusje były bardzo włączające. Będziemy dyskutować w klubokawiarni MiTo pełniącej również rolę galerii sztuki współczesnej, cafe Iluzja w odremontowanym budynku kina Iluzjon oraz kuchnio-kawiarnio-klubo-świetlicy Solec na Powiślu.  Chcemy pokazać, że kawiarnie to przestrzenie otwarte na osoby starsze. Dodatkowo do każdej dyskusji młodych ze starszymi zapraszamy panelistów - ludzi spoza świata akademickiego, aby pokazać różnorodne głosy widzenia.

Jaki jest zakładany efekt Archipelagu Pokoleń?
D.K.: Kontynuacją Archipelagu będzie Laboratorium projektów społeczno-badawczych, które rusza po wakacjach. Cztery osoby, bądź cztery zespoły osób przy wsparciu trenerów z Towarzystwa „ę”, będą mieć możliwość realizacji swojego pierwszego projektu. Podczas 3 ścieżek warsztatowych obecnych na Archipelagu: Pracownia Design, warsztaty teatralne i warsztaty animacji kultury uczestnicy generują rożne pomysły na działania, chcemy udostępnić im miejsce do ich realizacji. Dajemy wędkę, wsparcie, ale wędka jest w rękach uczestników, sami będą łowić. Naszym wymarzonym efektem Archipelagu jest to, aby po warsztatach uczestnicy znaleźli miejsce dla swojej aktywności, Laboratorium będzie jedną z możliwych opcji.

M. R.: Myślę też, że naszym długofalowym wymarzonym efektem jest też zbudowanie pewnej sieci. Uczestnicy podczas trwania Archipelagu Pokoleń budują swoje „drużyny”. Jeżeli w przyszłości będą chcieli się w coś zaangażować, będą mogli wtedy zadzwonić do Kasi, Eli, Stefanii (w większości uczestniczą kobiety) i zadziałać razem. Łatwiej jest wyjść w nową przestrzeń w grupie niż samodzielnie. Zupełnie inna jest motywacja, wola i wiara.

D.K.: Wydaje mi się, że Archipelag jest taką platformą wymiany informacji, my dajemy im przestrzeń, a oni się między sobą wymieniają. To już się działo w minionej i dzieje w aktualnej. Uczestnicy w każdą środę po zajęciach chodzą razem na piwo. Ostatnio powstał nawet pomysł wspólnego ogniska.

Czyli uczestnicy się lubią?
M.R.: Takie mamy wrażenie.

Moglibyście naszkicować model typowego uczestnika Archipelagu? Jakie będzie miał cechy?
M.R.: Nie ma takiego modelu. W kontekście budowania kapitału ludzkiego stawiamy na różnorodność. Uczestnicy to osoby w wieku 50+, mieszkające w Warszawie (takie mamy zobowiązania wobec sponsorów). Mamy osoby w okolicach 50-tki, czyli takie, które są aktywne zawodowo, ale też i osoby już na emeryturze, czyli w okolicach 70-tki. Nasi archipelagowicze są niekiedy sami przedstawicielami dwóch pokoleń i dlatego też nawet dla nich kwestia wielopokoleniowości nie jest wcale taka oczywista. Są to osoby, które chcą rozpoznać aktywność wokół siebie. Niektóre brały już udział w różnych projektach inne nie. Mamy uczestników Uniwersytetów III wieku. Na pewno ich wspólną cechą jest potrzeba zobaczenia się i spotkania. Swego rodzaju głód świata, który nie jest uzależniony od tego ile mam lat i jakie mam wykształcenie.

D.K. Myślę, że cechą wspólną tych osób jest ciekawość świata. Tego co się dzieje z rówieśnikami, z innymi pokoleniami i chęć zrozumienia rzeczywistości. Nasi uczestnicy mają też potrzebę pewnego rodzaju zadumy, to jest ten rodzaj ciekawość, który łączy się z refleksyjnością.

A co dla Was jest najciekawsze w tym projekcie?
M.R.: Wszystko. Dla mnie jako pracownika naukowego jest bardzo ważna różnorodność.  Zajmuję się również socjologią rodziny, więc patrzę na młodych ludzi, których uczę codziennie i dzięki archipelagowi obserwuję też ich rodziców lub dziadków. Często zapominamy, że to co jest przed nami to koegzystencja wielu pokoleń, mówimy o rynku pracy, edukacji, ale dla mnie istotna jest też wielopokoleniowość w życiu społecznym. To jest coś czego jako społeczeństwo musimy się nauczyć. Archipelag edukuje nie samych archipelagowiczów, ale społeczeństwo do współobecności różnych pokoleń i do współgłosu, niekoniecznie na zasadzie współbrzmienia, czasem na zasadzie konfliktu, który my w Archipelagu rozumiemy bardzo twórczo. Można by rzec, że jesteśmy prenormatywni w tej materii. Chcemy dojść do takiego momentu, że nikogo nie będzie dziwiło, że połowa miejsc w tej kawiarni, w której teraz siedzimy, będzie zajęta przez osoby starsze i będziemy wzajemnie pożyczać od siebie zapalniczki i przysiadać się na pogawędkę.

D.K. Dla mnie najistotniejsze jest spotkanie z tymi ludźmi, bo uważam że, fajne pomysły rodzą się w różnorodnych grupach. Pracując przy Archipelagu mam wrażenie uczestniczenia w jakimś przełomowym, interdyscyplinarnym działaniu, łączącym sztukę z działaniami społecznymi. W debacie publicznej w kontekście starości nacisk jest położony tylko na jedną stronę naszego życia, kwestie zdrowotne, zabezpieczenie społeczne, rynek pracy, młodzi upatrywani są jako konkurencja dla starszych. Nie mówi się zupełnie o relacjach międzyludzkich, o współpracy.  Wydaje mi się, że konstrukcja archipelagu pokazuje, że ta dyskusja jest możliwa. To nie musi być tak, że jak młoda osoby przychodzi od pracy to starsza musi się czuć zagrożona. W perspektywie długofalowej jesteśmy prekursorami takich działań, bo zapewne wkrótce będą one bardziej popularne.


* słowo gender pochodzi z języka angielskiego i oznacza płeć. Obecnie termin gender używany jest do określenia płci kulturowej lub społecznej w odróżnieniu od płci biologicznej. W tym znaczeniu gender oznacza tworzony poprzez nieustanne powtarzanie i odgrywanie zespół cech i zachowań, ról płciowych i stereotypów płciowych przypisywanych kobietom i mężczyznom przez społeczeństwo i kulturę.

* termin queer pochodzi z języka angielskiego i oznacza ‘dziwny, odmienny’. Potocznie, w przypadku osób określających się jako queer, oznacza on niedefiniowanie się w kategoriach heteroseksualnego systemu i odmowę określenia się kategoriami heteroseksualny, homoseksualny, czy biseksualny lub transseksualny, a także w kategoriach kobiecości i męskości. To w praktyce oznacza przekraczanie/kontestowanie istniejących norm seksualności, wyglądu, płci i strategiczne niedookreślanie się i niedefiniowanie w tych kategoriach lub niejednoznaczne definiowanie.

* partyzantka ogrodnicza to specyficzny rodzaj ogrodnictwa, polegający na adaptowaniu przestrzeni miejskich. Ogrody tworzone przez „partyzantkę” powstają zazwyczaj na zaniedbanych obszarach, często opuszczonych przez prawowitego właściciela. Zapuszczone tereny, pod wpływem działań aktywistów, zmieniają się w estetyczne ogrody. Co więcej, każdy może stworzyć w tej przestrzeni własną grządkę z warzywami czy kwiatami.



poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Finał projektu CZYTAJKI „Zabawa z książką”


Zakończył się projekt CZYTAJKI  „Zabawa z książką”, realizowany od października 2012 w Szprotawie  przez liderkę programu „Seniorzy w akcji” Wandę Wilanowską z paniami  z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Projekt miał na celu zachęcić najmłodszych mieszkańców miasta Szprotawa – przedszkolaków, do samodzielnego sięgnięcia po książkę, stosowną do ich wieku i zainteresowań. W tym celu seniorzy UTW,  raz w tygodniu w Przedszkolu nr 2, we wszystkich grupach wiekowych czytali dzieciom fragment wybranej bajki. Jednak na tym się nie skończyło. Przy wspólnej pracy seniorek i maluchów powstały nowe bajki  ich autorstwa. Dzieci samodzielnie rysowały ilustracje do napisanych historii, które zostały wydane. Kolejnym etapem była praca nad zaprezentowaniem utworów szerokiej publiczności w trzech formach dopasowywanych do wieku przedszkolaków. Najmłodsi przy pomocy seniorek oraz wspaniałych Pań z przedszkola przygotowali teatr kukiełkowy, dzieci trochę starsze przedstawienie teatralne, a najstarsza grupa stworzyła film animowany. 









poniedziałek, 8 kwietnia 2013

WŁÓCZKOWE MISIE


COMMUNITY SERVICE VOLUNTEERS

– Każdy potrafi coś, czym może się podzielić – powiedział nam Duncan Tree, dyrektor Community Service Volunteers, organizacji, która od 50 lat rozwija wolontariat w Wielkiej Brytanii. W swoje działania zaangażowali między innymi ponad 17 tys. seniorów. Podczas naszej wizyty studyjnej w Londynie osobiście poznałyśmy dwie starsze wolontariuszki Monikę i Betty, koordynujące ogólnokrajową akcję dziergania ubrań i zabawek dla potrzebujących dzieci z całego Świata. Nasze serca podbiły włóczkowe misie. Schemat i instrukcja, jak wydziergać misia, jest dostępna w Internecie. Starsze dziergające wolontariuszki najczęściej spotykają się w małych sąsiedzkich grupach. W akcję angażują się też osoby niepełnosprawne, które dziergają w zaciszu swoich domów. Gotowe misie i ubranka przesyłają do Londynu, gdzie są pakowane i wysyłane w Świat. Część zabawek trafia do lokalnych szpitali, straży pożarnej czy policji. Obecnie w akcji zaangażowanych jest 4000 wolontariuszek, bo dziergają głównie kobiety. Każda z nich może liczyć na list z podziękowaniem i na informację, gdzie trafiły wykonane przez nie rzeczy. Raz w roku organizowany jest piknik dla wolontariuszy. Monika i Betty zachęcały nas do uruchomienia takiej akcji w Polsce, powtarzały: „To proste, wystarczy zapukać do sąsiadki, znaleźć 2–3 osoby, a one przyprowadza kolejne. Ludzie chcą robić coś pożytecznego”.
Strona internetowa projektu: www.csv.org.uk


CENTRUM INFORMACJI - PFLEGESTUETZPUNKTE BERLIN


Jednym z miejsc, które wydały mam się niezwykle ciekawe podczas wizyty studyjnej w Berlinie, było centrum informacji dla osób starszych w dzielnicy Kreuzberg. W punkcie informacyjnym na stałe pracują tylko dwie osoby oraz zespół wolontariuszy. Wskazują oni konkretne instytucje, ośrodki zdrowia czy ośrodki społeczne, do których, w zależności od charakteru problemu, osoby starsze i ich rodziny mogą zgłosić się po pomoc. Często po prostu wspierają psychicznie członków rodzin, którzy nie wiedzą, jak opiekować się bliską starszą osobą. Ważnym aspektem działalności centrum jest także prowadzenie kampanii społecznych. Podczas akcji osiedlowych informują mieszkańców Berlina o tym, czym jest demencja, co charakteryzuje tą chorobę i w jaki sposób można pomóc osobom z sąsiedztwa, które być może są nią dotknięte. W centrum organizowane są wieczory integracyjne dla osób z demencją, podczas których także ich najbliżsi mogą wymienić doświadczenia.
Strona internetowa punktu:
www.pf legestuetzpunkteberlin.de/unserestandorte/ pflegestuetzpunkte-in-friedrichshain-
kreuzberg


środa, 3 kwietnia 2013

SENIORZY W AKCJI POLITYCZNEJ

Ławki z oparciem w parkach, czytelne rozkłady jazdy autobusów, ale przede wszystkim zmiana myślenia o potrzebach i możliwościach osób starszych – to zadania realizowane przez rady seniorów, które jak grzyby po deszczu powstają w Polsce m.in. dzięki obchodom w 2012 europejskiego roku aktywności osób starszych i solidarności międzypokoleniowej. 

60 mln złotych obiecał przeznaczyć w ciągu 2012 i 2013 roku rząd na poprawę jakości i poziomu życia osób starszych dla godnego starzenia się poprzez aktywność społeczną. Osoby starsze mają już nie tylko kształcić się w uniwersytetach III wieku, ale także brać udział w podejmowaniu decyzji politycznych. 

- Jeszcze nigdy nie było takiego przyspieszenia w polityce na rzecz seniorów jak w 2012 roku. Rok „europejski” wygenerował środki i zobowiązania ze strony władz lokalnych i państwowych – mówi Małgorzata Stanowska, kierownik Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Lublinie. 

Seniorzy chcą mieć wpływ

Do końca 2012 roku powstało 27 rad seniorów i wciąż tworzą się kolejne. Nadal brakuje jednak dokładnego określenia w ustawie o samorządzie, w jaki sposób powinny powstawać rady oraz jaki jest zakres ich obowiązków. Stąd historia powstania każdej rady jest inna, ale założenie działania jedno - oddać głos osobom starszym.

- Ludzie starsi chcą mieć wpływ na zmianę rzeczywistości – mówi dr Paweł Kubicki z SGH w Warszawie, powołując się na badania belgijskie: - Gdy zmienia się ich otoczenie, pojawiają się nowe sklepy, parki, parkingi, osoby starsze czują się nieswojo. Poczucie bezpieczeństwa seniorów wzrasta, gdy mają świadomość, że mogą coś z tym zrobić. Poczucie bezpieczeństwa jest sprzężone z poczuciem sprawczości. Gdyby pojawili się chuligani, gdyby trzeba było postawić ławki etc. Rada seniorów w pierwszym okresie działania powinna wytworzyć taki stan: sprawczości i świadomości mieszkańców – przekonuje badacz.

„Halo, ktoś mnie wysłucha?”

Działalność rady seniorów opiera się na cotygodniowych dyżurach – w ogólnodostępnym punkcie w mieście i pod telefonem. Zwykle przychodzi jedna, dwie osoby i dzwoni kilkanaście. To tam powstają pomysły na działania doraźne, najpilniejsze. – Ludzie do nas dzwonili i przychodzili, narzekając na komunikację miejską. Namówiliśmy więc miasto do wyłożenia pieniędzy i przeprowadziliśmy szkolenia jak korzystać z biletomatów i bankomatów – mówi Walentyna Wnuk, inicjatorka wrocławskiej rady ds. seniorów. 

Po biletomatach, przyszedł czas na powiększenie czcionki rozkładów jazdy za przystankach autobusowych, aby były czytelne, a następnie na „białe ławeczki”. Czterdzieści siedem ławek postawiono z myślą o osobach starszych na wrocławskich cmentarzach, przy przychodniach, bibliotekach i innych newralgicznych dla seniorów miejscach. 

Przyjazne seniorom

W Lublinie z inicjatywy rady miejsca przyjazne seniorom otrzymują nagrodę i specjalną naklejkę na drzwi. W 2012 r. takie odznaczenie otrzymały kawiarnia, apteka, przychodnia, kwiaciarnia, a nawet bank. W ramach organizowanego dwa razy do roku konkursu w lokalnych mediach ma miejsce kampania informacyjna o potrzebie dostosowania miejsc odwiedzanych przez osoby w różnym wieku, do osób starszych. 

- Największym wyzwaniem są bariery architektoniczne. Długo nie zdawałam sobie sprawy, że 10-centymetrowy próg dla niektórych może być ogromną przeszkodą – mówi Małgorzata Stanowska, kierowniczka Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Lublinie i członkini rady seniorów. 

– Zwróciliśmy publicznie uwagę, że przy Deptaku Lubelskim, na długości co najmniej 2,5 km, nie ma gdzie usiąść. Gdy pokazano pierwsze projekty nowych przystanków autobusowych pozbawione ławek, kilku dziennikarzy zadzwoniło do nas po opinię. Teraz miasto już wie, że np. w odnawianym Ogrodzie Saskim nowe ławki muszą mieć oparcie. W parkach przydałyby się też tablice z pokazanymi ćwiczeniami do coraz popularniejszego nordic walking. Ale najważniejsze jest, aby tworzyć miejsca spotkań. Osoby starsze, mieszkające w swoich mieszkaniach, jeśli za czymś tęsknią, to za rozmową. Co szkodzi czytelni, aby na 2 godziny co tydzień zamieniła się w klub? – snuje plany Małgorzata Stanowska.

Przepis na radę 

We Wrocławiu spiritus movens seniorów była Walentyna Wnuk, wtedy kierowniczka Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Gdy oświadczyła prezydentowi miasta Rafałowi Dutkiewiczowi, że przydałoby się zaplecze do pracy z seniorami, ten ogłosił konkurs na członków rady. W gremium tym zasiada dziś 14 osób, głównie przedstawicieli organizacji pozarządowych, które działają na rzecz osób starszych.

Rada opiniuje projekty przedstawione jej przez prezydenta i w rzeczywistości jest od jego dobrej woli zależna. Póki życzliwy radzie Rafał Dutkiewicz pełni tę funkcję, nie ma się czego obawiać, choć i jego żaden przepis nie zobowiązuje do wprowadzania w życie zaleceń seniorów. Co się jednak stanie, gdy po wyborach samorządowych ktoś inny będzie rządził miastem?

O wiele większą moc sprawczą mają seniorzy w Poznaniu, gdzie radni-seniorzy biorą udział w pracach komisji rady miasta, mając równorzędny z samorządowcami głos. Tal duży wpływ seniorów wynika z faktu, że inicjatywa powołania rady seniorów powstała wśród radnych miejskich. Rada seniorów ma też silne umocowanie prawne, bo do jej rozwiązania potrzeba zgody całej rady, a nie tylko decyzji prezydenta.

Paweł Kubicki, polityk społeczny z SGH w Warszawie nazywa urzędnika inicjującego powstanie rady jej ojcem chrzestnym. - Rada mieszana, złożona zarówno z urzędników jak i przedstawicieli seniorów spoza urzędu wydaje się najbardziej realnym rozwiązaniem. Dzięki ojcowi chrzestnemu, urząd się angażuje i daje radzie zaplecze – miejsce na dyżury, telefon, jakąś szafę. Jednak urzędnicy powinni stanowić mniejszość rady – przestrzega.

Na podstawie badania przeprowadzonego na zlecenie m.st. Warszawy Paweł Kubicki ocenia, że nie ma sensu powoływać rady przy prezydencie w wielkich miastach. - W większości są to atrapy. Lepiej, aby powstawały one przy radach dzielnicowych, bliżej ludzi. Członkowie rady seniorów powinni chodzić na posiedzenia rady dzielnicy a przynajmniej posiedzenia tych komisji, które mogą ich dotyczyć. Powinni obserwować, zabierać głos, a następnie o tym informować przez blog, gazetkę etc. – zakreśla plan badacz.

Kto ma radzić?

Liczebność rad seniorów w Polsce waha się od pięciu członków ( tak jest w Lublinie) do blisko czterdziestu (jak w Częstochowie).
Praktycy wspólnie głoszą, że osób w radzie nie powinno być więcej niż kilkanaście oraz, że przynajmniej w części powinni ja tworzyć eksperci.  

- Jestem przeciwko wybieraniu członków rady według klucza partyjnego. To powinien być organ ekspercki, ze specjalistami od psychologii, edukacji, ekonomii, opieki medycznej, którzy mają dorobek naukowy i organizacyjny – mówi Walentyna Wnuk. 
Na pytanie, czy niekoniecznie muszą być seniorami, odpowiada: - Ekspert to już zazwyczaj senior.

Nie przyjmując takiego założenia Paweł Kubicki dostrzega niebezpieczeństwo w zapraszaniu do rady wyłącznie ekspertów, którzy przez brak czasu mogą jedynie konsultować projekty, nie wgryzając się w sprawy lokalne. 
- Z drugiej strony istnieje pokusa traktowania rady jako faktyczny głos seniorów, czym one nigdy nie będą. Siłą rzeczy nawet w najbardziej wolnych wyborach do rady, kandydatami będą przedstawiciele organizacji i stowarzyszeń już aktywnych, a więc śmietanka śmietanki – mówi Paweł Kubicki.

Radni i ich pomocnicy

Jak zatem włączyć seniorów do działalności rady? Model brytyjski pokazuje skuteczność tworzenia wokół rady szerszego kręgu zainteresowanych. Tacy pomocnicy powinni zapisać się na newsletter i zadeklarować pomoc w określonych dziedzinach lub liczbę godzin, które mogą bezpłatnie poświęcić na działalność społeczną. Zadaniem rady jest wtedy utrzymywać stały kontakt z tym kręgiem osób i na bieżąco go o wszystkim informować. 
- Mamy ogromny niewykorzystane potencjał. Ludzie starsi się zniechęcają, gdy w coś się angażują a potem nie widzą efektów. A wystarczy wysłać im list z podziękowaniem lub dostarczać co tydzień wiadomości w broszurze – radzi Kubicki i dodaje - Podstawowa zasada to nie lekceważyć.

Autorka tekstu: Hanna Nowicka

SIŁA TKWI W RÓŻNORODNOŚCI


O tym jak zwiększyć zaangażowanie osób starszych w działania społeczne, czym jest aktywne obywatelstwo i jak pobudzić aktywność seniorów mówi Tomasz Schimanek, ekspert Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce w rozmowie z Kingą Bartosiewicz.


Potrzeba walki z biernością seniorów została wyraźnie zaakcentowana w krajowym planie działania na rzecz Europejskiego Roku Aktywności Osób Starszych i Solidarności Międzypokoleniowej 2012. Wymienione w nim cele, służące poprawie aktywności osób starszych, obejmują m.in. aktywne zaangażowanie w życie społeczności lokalnych, działalność wolontariacką, integrację międzypokoleniową, promocję aktywnego uczestnictwa w sferze usług społecznych na rzecz innych osób starszych. Od czego najlepiej zacząć aktywizację seniorów?

T.Sch.: Pierwszą podstawową rzeczą jest aktywizacja zawodowa. Większość osób po 60-tym roku życia nie pracuje. Z badań prowadzonych przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce wynika, że osoby aktywne zawodowo są także aktywne społecznie, a bierność zawodowa nie idzie w parze aktywnością społeczną. Osoby dłużej aktywne zawodowo częściej także kontynuują te aktywność po zakończeniu kariery zawodowej w sferze społecznej. Stąd aktywizacja zawodowa jest działaniem profilaktycznym, które może wspomóc aktywność społeczną. Nie mówiąc już o tym, że brak pracy często jest przyczyną obniżenia dochodów osób starszych, jakości ich życia, także ich aktywności społecznej.

W jaki więc sposób pobudzać samą aktywność?

T.Sch.: To duże wyzwanie. Przede wszystkim trzeba dotrzeć do seniorów z dobrym przykładem. Z doświadczenia wiem, że dla wielu z nich, główną formą aktywności jest oglądanie telewizji. To wynika często z samotności i zamknięcia się w czterech ścianach mieszkania. Te osoby same nie wyjdą z tych czterech ścian, trzeba do nich wyjść aktywnie z konkretną ofertą i przekonać do bycia aktywnym. Najlepszym sposobem aktywizacji jest zachęta ze strony innych osób, najlepiej rówieśników. Poczta pantoflowa – sąsiadka, przyjaciółka, czy ktoś z rodziny, świetnie się w tej roli sprawdzają. Hamulce aktywności tkwią w głowie. Osoby starsze boją się nowych środowisk, nowych ludzi, wstydzą się, że sobie nie poradzą w nowych okolicznościach. Te obawy najskuteczniej potrafi rozwiać na przykład koleżanka, która powie: "Słuchaj, Zosia, nic się nie bój. Ja tam byłam, jest świetnie". 

Traktowanie rozwojowo własnego życia przez osoby starsze może być ważnym czynnikiem budującym zadowolenie z życia, a na pewno jest najlepszą profilaktyką gerontologiczną. Jak seniorzy mogą dbać o swój rozwój?

T.Sch.: Siła tkwi w różnorodności – im większa różnorodność oferty aktywności skierowanej do seniorów, tym większa grupa ich odbiorców. Seniorzy są bowiem zróżnicowaną grupą, każdy ma swoje indywidualne doświadczenia życiowe, zawodowe, pasje, umiejętności. Dla kogoś lepszą formą aktywności będą osiedlowe kluby seniorów, dla innych Uniwersytety Trzeciego Wieku (UTW), dla jeszcze innych stowarzyszenia działkowców. Oferta skierowana do osób starszych jest z reguły bogatsza w miastach niż na wsi, jednak w miastach jest także o wiele większe na nią zapotrzebowanie. Wydaje się więc, że wszędzie na razie potencjalne zapotrzebowanie na różne formy aktywności seniorów jest o wiele większe niż możliwości jego zaspokojenia. Te możliwości opierają się na tradycyjnych formach działania, takich jak organizacje zrzeszające emerytów, kombatantów czy kluby seniora. Ale od kilku lat powstają również nowe formy aktywności, sztandarowym ich przykładem są UTW, powstają również społeczne banki czasu osób starszych, rozwija się wolontariat, rozwijają projekty międzypokoleniowe.

Wśród obecnych podmiotów występujących z ofertą edukacyjną dla osób starszych znajdują się organizacje pozarządowe, podmioty samorządowe i sektor prywatny. Na szczególne wyróżnienie zasługują UTW, które aktualnie robią zawrotną karierę w Polsce. Walcząc z negatywnym stereotypem starości, przeciwstawiają się pasywnej starości, udowadniając zasadność idei uczenia się przez całe życie. Zdaje się, że nie ma obecnie lepszej oferty profilaktyki gerontologicznej.

No właśnie, a jak wygląda kwestia wolontariatu?

T.Sch: Jest co raz więcej seniorów wolontariuszy, ale rzeczywiście przybywa ich bardzo powoli. Niełatwo bowiem przekonywać osoby starsze do wolontariatu. Samo pojęcie wolontariatu nie jest popularne wśród osób starszych. Albo go nie znają, albo kojarzą wolontariat z nie do końca dobrowolnymi pracami społecznymi z okresu Polski Ludowej. Ci, którzy znają to pojęcie bardzo często utożsamiają je z wielkim wyrzeczeniem, z poświęceniem się na rzecz innych, często chorych czy upośledzonych. Dlatego chcąc zachęcać seniorów do wolontariatu trzeba pokazywać na czym on polega i że ma różne barwy. Każdy ma jakiś talent, doświadczenie i wiedzę, którymi może podzielić się z innymi, każdy może być wolontariuszem bez konieczności wyrzekania się swojego życia rodzinnego czy innych aktywności społecznych lub zawodowych.
Ograniczeniem rozwoju wolontariatu wśród osób starszych jest również niechętny z reguły stosunek do seniorów jako wolontariuszy ze strony działających organizacji pozarządowych. Z reguły zrzeszają one młodych ludzi, którzy obawiają się barier komunikacyjnych i mentalnościowych w relacjach z seniorami. Druga kwestia to kompetencje, np. dotyczące obsługi komputera czy Internetu. Trzecia kwestia to autorytet.
  
Ma Pan na myśli gasnący autorytet osób starszych?

T.Sch.: Osoby starsze w naszym społeczeństwie w dużej mierze utraciły autorytet, swoją dotychczasową rolę. Jeszcze do niedawna ludzie żyli w świecie, w którym normą była stabilność, a jednym z jej podstawowych przejawów była naturalna sztafeta pokoleń. Starsi uczyli młodszych. Przekazywali im wiedzę niezbędną zarówno do pracy jak i życia w społeczeństwie. Autorytet osoby starszej opierał się w dużym stopniu właśnie na tym, że była ona źródłem bezcennej wiedzy życiowej, której nie można było znaleźć gdzie indziej. Ostatnie dwadzieścia lat wiele zmieniło w tym względzie. Z jednej strony młodzi mają dostęp do tak potężnego źródła wiedzy, jakim jest Internet, z drugiej duża część seniorów w tym wirtualnym świecie nie bierze udziału. Seniorzy wypadają na margines społeczeństwa, do czego także przyczynia się ich bierność społeczna i zawodowa. Wszyscy, także sami seniorzy, musimy odbudować szacunek dla osób starszych w społeczeństwie.
  
Uczestnictwo w życiu społecznym osób starszych jest jedną z form ich aktywizacji. Trzeba więc dołożyć wszelkich starań, aby społeczności dążyły do włączenia tych osób w działania lokalne. Jak jeszcze pobudzać do działania seniorów?

T.Sch.: Trzeba, o czym już wspominałem, promować i zachęcać do różnych form aktywności. UTW są jedną z nich, ale oferta dla seniorów nie może i nie powinna się do nich ograniczać.  Uniwersytety przywędrowały do Polski z Francji, która jest ich ojczyzną. Pierwszy UTW powstał w Polsce na początku lat 70. minionego wielu w Warszawie. Ale prawdziwy boom UTW przeżywają w ostatnich kilku latach, do czego przyczyniło się m.in. wsparcie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Jest ich już obecnie ponad czterysta w całym kraju. Ale jest to forma specyficzna, oparta przede wszystkim na samokształceniu. Inny model, oparty na wzajemnym świadczeniu drobnych usług, realizują społeczne banki czasu, które wciąż czekają na swój wielki czas.
W mniejszych społecznościach niezwykle aktywne są organizacje zrzeszające seniorów chorych na określoną chorobę, na przykład diabetyków czy chorych na chorobę Parkinsona. Oferują nie tylko wsparcie dla tych osób, ale także starają się je aktywizować i integrować ze społecznością lokalną. Są koła emerytów, rencistów, kombatantów, kluby seniora, stowarzyszenia lokalne, grupy nieformalne.
Bardzo ważną rolę w pobudzaniu aktywności osób starszych mogą odegrać instytucje publiczne, oferując nie tylko swoją przestrzeń, ale także różnego rodzaju pomysły na aktywność osób starszych. Przykładem mogą być coraz aktywniejsze biblioteki, m.in. dzięki wsparciu Programu Rozwoju Bibliotek oferujące na przykład kursy czy kawiarenki internetowe dla seniorów, domy kultury, a także spółdzielnie mieszkaniowe, które prowadzą osiedlowe kluby seniora. Okazuje się czasami, że w społeczności lokalnej jest dużo takich organizacji czy instytucji z ofertą aktywności seniorów, ale po pierwsze nie potrafią one aktywnie dotrzeć i zainteresować tą ofertą osób starszych, po drugie rzadko ze sobą współpracują, a współpraca jest sposobem na zwiększenie siły oddziaływania.

Czy w takiej sytuacji Rady Seniorów mogłyby się sprawdzić?

T.Sch.: Tak, takie rady mogłyby sprzyjać rozwojowi współpracy oraz wzmocnieniu oferty skierowanej do osób starszych. Warto zastrzec, że nie jest prawdziwa rozpowszechniana opinia iż w obowiązującym stanie prawnym nie można takich rad tworzyć. Wzięła się ona stąd, że w ustawie o samorządzie gminny zapisana jest możliwość tworzenia przez samorządy rad młodzieżowych, nie ma natomiast mowy o radach seniorów. Rady seniorów jako organy konsultacyjno-doradcze władz wykonawczych samorządów gminnych czyli wójtów, burmistrzów czy prezydentów mogą być tworzone, o ile taka jest wola tych władz. Dowodem na to, jest co najmniej kilkanaście gmin, gdzie takie rady funkcjonują. Powstały one zresztą najczęściej pod wpływem aktywności i zachęty ze strony organizacji seniorskich. Oczywiście ich rola będzie rosła wraz z nabieraniem doświadczeń, ale już w tej chwili starają się one wpływać na działania samorządów skierowane do osób starszych, a także promować aktywność społeczną seniorów.
Są już także przykłady tworzenia takich rad na szczeblu powiatu, a także przymiarki do stworzenia takich rad na poziomie województwa, w Kielcach i Olsztynie. W warmińsko-mazurskim funkcjonuje na razie chyba jedyny w Polsce wojewódzki program na rzecz osób starszych, działa tam również rzecznik praw osób starszych. Im więcej powstawać będzie rad osób starszych, tym ich rola i znaczenie będą rosnąć.
  
Jakie inne działania pozytywnie wpływają na aktywizację osób starszych?

T.Sch.: Takie, które służą budowaniu szacunku do osób starszych, o którego braku wspominałem. Bardzo cenne są projekty budujące dialog i większe zrozumienie między pokoleniami. Jest ich coraz więcej, także dzięki wsparciu Programu „Seniorzy w Akcji”. Szczególne cenne są te działania, które są naturalne, wynikają z prawdziwych potrzeb i możliwości starszych i młodszych, a nie powielają utarte schematy: seniorzy uczą młodych gotować, a młodzi seniorów korzystać z komputera. Oczywiście tam, gdzie są takie potrzeby, jest to przydatne, ale wzajemne relacje się do tego nie ograniczają. Stąd takie projekty, jak wspólne kajakowanie, wspólny teatr czy wspólne organizowanie swojej przestrzeni (bloku, osiedla, wsi, dzielnicy) warto promować i pokazywać w jak różnych sferach młodzi mogą współdziałać ze starszymi.

Warto przy tej okazji wspomnieć o Komisji Ekspertów ds. Osób Starszych przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, która stara się zachęcać i wspierać panią Rzecznik w podejmowaniu działań służących aktywizacji seniorów. Bardzo liczę na efekty planowanej na przyszły rok kampanii społecznej pod patronatem Rzecznika, która może przyczynić się do promowania aktywności osób starszych i odbudowywania ich społecznej wartości.
Liczę także, że pozytywne efekty przyniosą działania podjęte przez rząd, mam tu na myśli przede wszystkim Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych, choć na razie były one nieco rozproszone.


Tomasz Schimanek – działacz społeczny. W pierwszej połowie lat 90. zaangażował się w działalność trzeciego sektora. Pracował przy programach pomocowych kierowanych do organizacji pozarządowych i prowadzonych m.in. w ramach Phare. Był członkiem redakcji pism "Asocjacje" i "Dziękuję", członkiem zarządu Stowarzyszenie na rzecz Forum Inicjatyw Pozarządowych oraz Stowarzyszenia Asocjacje. W latach 1998–1999 wchodził w skład zespołu doradczego przy pełnomocniku premiera ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi. Jest współpracownikiem Instytutu Spraw Publicznych zajmuje się działalnością szkoleniową i doradczą. Był wśród założycieli Forum Darczyńców w Polsce, jest również ekspertem Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce. W 2011 prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 

CHCIAŁAM, ŻEBY COŚ SIĘ ZMIENIŁO

W ramach konkursu „Seniorzy w akcji” Hanna Sienkiewicz zainicjowała w Łapiczach na Podlasiu spotkania z tamtejszymi kobietami wokół rękodzieła. O genezie i rozwoju projektu, o pobudkach działań oraz o zderzeniu się z tamtejszą rzeczywistością opowiada Agnieszce Wojciechowicz.
Co Panią skłoniło, żeby zorganizować pierwsze spotkania? Od czego to wszystko się zaczęło?

H.S. Wyniosłam się z Warszawy i zaczęłam życie od początku. Chciałam poznać nowych ludzi, wejść w nowe środowisko. Po za tym zawsze we mnie drzemała, od najmłodszych lat, taka pasja „społecznikowska”. Sprawia mi ogromną satysfakcję kiedy widzę, że coś się zmienia. Doszłam do wniosku, że chcę coś robić. Kiedyś zajmowałam się rękodziełem i lubiłam to. W ramach budowania sobie nowego życia zaczęłam uczęszczać na różne zajęcia rękodzielnicze. Tym samym poznawać nowych ludzi . Doszłam do wniosku, że fajnie byłoby zorganizować takie spotkania wokół rękodzieła u siebie. Pierwszą osobą, którą poznałam bliżej była tutejsza bibliotekarka. Przez nią poznałam kolejną osobę leśniczynę - zaprosiłam je i parę innych osób.  I tak narodziła się idea pierwszego spotkania, które przypadło na czas Zaduszek. Nie wiedziałam czy ktoś przyjdzie, czy nie.
Na to pierwsze spotkanie całą drogę do mojego domu ozdobiłam świecami, żeby było ładnie, inaczej. Dużo nas nie było, ale był to bardzo udany, sympatyczny wieczór. Jedna przygotowała coś o tradycji żydowskiej, druga o Indiach.... To był wieczór, który utkwił w nas. Padła propozycja, abyśmy się  spotkały kolejny raz. Rękodzieło stało się osnową dalszych spotkań.  

Jak to się stało, że  wzięła Pani  udział w programie „Seniorzy w akcji”?

H.S. Spotykałyśmy się od ośmiu miesięcy. Początkowo korzystałam z pomocy moich warszawskich koleżanek. Jedna z nich poprowadziła warsztaty z szycia patchworku, druga z decoupage’u. Jedna z uczestniczek naszych spotkań słyszała o Towarzystwie Inicjatyw Twórczych „ę” i o programie „Seniorzy w akcji”. Postanowiłam spróbować wziąć udział w konkursie. Zajrzałam na stronę i zobaczyłam, że wszystko jest wytłumaczone w sposób jasny i przyjazny. Na wiosnę otrzymałam decyzję, że projekt przechodzi dalej oraz zaproszenie na warsztaty.

Jaka jest Wasza grupa ? Uczestniczki są w różnym wieku, z różnych środowisk, więc jak się udało zbudować grupę mimo tych różnic?

H.S. Dziewczyny są bardzo różne, to fakt. Mam dwie „dredziary” o wielkim sercu. Jest fryzjerka pełna pomysłów, która kończy w tej chwili studia projektowania architektury przestrzennej, przychodzi ze swoją córką i mamą. Jedna ze starszych pań zawsze dopieszcza nas domowym pasztetem. Druga zawsze poraża mnie trafnością swoich spostrzeżeń. Mamy też dwie starsze nauczycielki i jedną dziewczynę, która przychodzi również ze swoją córką i piecze dla nas chleb na zakwasie. Dzięki temu nasze spotkania pachną domem. Najstarsza z nas ma 65 lat, między nami jest duża różnica wieku, której nie odczuwamy. Zacierają się granice. Nikt nie zakłada żadnych masek, jesteśmy otwarte na nowe i na siebie. Naszą mocą jest właśnie różnorodność.

Jak osoby z różnych środowisk dogadują się w tej grupie?

H.S. Różnice staramy się zostawić na zewnątrz. Jesteśmy tu i teraz, w tej przestrzeni, w tej grupie osób. Nie ma lepszej lub gorszej. Jesteśmy takie, jakie jesteśmy. Nasz projekt odwiedziły dziewczęta z sieci Latających Animatorów Kultury. Zajęcia z nimi pokazały nam coś, o czym nie miałyśmy pojęcia – jako grupa mamy własne reguły, według których pracujemy i działamy. Pierwsza z nich to dobrowolność. Nie ma przymusu obecności na każdym spotkaniu. Te, które mogą, uczestniczą. Są też panie, które odchodzą, a później wracają. Na spotkania przychodzimy z założenia w dobrym nastroju, z otwartością na nowe doświadczenia do naszej, bezpiecznej i już oswojonej przestrzeni. Jeśli któraś potrzebuje wyciszenia albo wsparcia, to tutaj to dostanie. I to jest istotne dla nas.

Jak wyglądają Wasze spotkania?

H.S. Przed rozpoczęciem każdego spotkania mamy część animacyjną po to, aby lepiej się poznać, poznać swoje potrzeby. Podczas jednej z rozmów pojawił się temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Poglądy bardzo się różniły. Były zwolenniczki tradycyjnego wychowania, a jednocześnie padło zdanie:  „Dlaczego nie pozwolić parom homoseksualnym na adopcję dzieci? Jeśli dostaną tam miłość i dom”.
Wtedy pomyślałam, że takie rozmowy mają sens. Dzięki tym spotkaniom konfrontujemy swój światopogląd, uczestniczki na tyle czują się bezpiecznie, że mówią co myślą naprawdę. Każda z nas ma swoje poglądy, a tu jest przestrzeń, aby się  nimi podzielić. Ja też uczę się pokory.

Jak projekt został przyjęty przez ludzi z okolic?

H.S. Ludzie byli zaciekawieni, ale jednocześnie się bali. Kiedy niektóre panie pokonały swój strach przed nowym okazało się, że te spotkania są dla nich na tyle ważne, że nie opuściły żadnego. Ogólnie jest zainteresowanie i pozytywny ferment. Coś się dzieje.

Co sprawia trudność w projekcie?

H.S. Dotarcie do pań z małych wiosek. Trudność sprawiało pokonanie bariery mentalnej i całkiem przyziemnej, jak komunikacja. Drogi zimą są trudne do pokonania, do Łapicz nie dochodzi żaden autobus. Dotarcie na spotkanie jest wyzwaniem. Pierwotnie zakładałam, że uda się pozyskać panie głównie z małych okolicznych wsi, ale niestety to się nie udało.

Co się wydarzy na zakończenie projektu, czyli w czerwcu ?

H.S. Do tej pory spotkania odbywały się u mnie w domu. Zakończeniem projektu będzie wyjście w przestrzeń Krynek – miasta koło którego mieszkam. Chcemy spotkać się z  społecznością miasteczka. Przygotowujemy się również do Sabantui w Kruszynianach – tatarskiego święta. Na tą okazję przygotujemy małe stoisko, gdzie pokażemy wykonane przez nas prace. Na zakończeniu projektu planujemy zorganizować „Targ Kreatywności” w Krynkach. Mieszkańcy będą mieli okazję wziąć udział w naszych zajęciach, popróbować swych sił w rękodziele. Zaprosimy także Animatorki z Białegostoku, które również biorą udział w programie „Seniorzy w akcji”. Panie z Akademii 50 Plus pokażą, że nie tylko młodzi tańczą flamenco i taniec brzucha.

Jakie są Wasze dalsze plany po zakończeniu projektu ?

H.S. Chcemy kontynuować działania, nauczyć się robienia walonek – butów z filcu. Jeden z mieszkańców Krynek jeszcze to potrafi. Połączyć tę wiedzę z nowoczesnym wzornictwem. Ruszyć z warsztatem wikliniarskim. Myślimy też o warsztatach zielarskich.  Część pań z naszej grupy ma wiedzę o wykorzystaniu ziół we krwi. Będziemy je zbierać i suszyć. Może uda nam się szyć i haftować torebeczki z ziołami. Cenimy ogromną wartość rękodzieła. Obserwujemy potrzebę powrotu do tych technik. W końcu nie wszystko musi być zautomatyzowane. Tyle rzeczy można własnoręcznie zrobić i to wcale nie jest takie trudne. Przy tym jest jeszcze ogromna satysfakcja i radość, bo może to, co zrobiłam jest krzywe, może nie jest ładne, ale zrobiłam to sama.

Co na obecny moment sprawia Pani największą satysfakcję? 

H.S. Chciałam spotkania z ludźmi i żeby coś się zmieniło. I ta zmiana się dokonuje na różnych poziomach.

Hanna Sienkiewicz  - z wykształcenia magister filologii polskiej, „kobieta wielu zawodów” (pracowała jako nauczycielka, agentka nieruchomości), przez wiele lat uczestniczyła w spotkaniach z Tańcami w Kręgu, angażując się w organizowanie letnich obozów. Przeniosła się z Warszawy na wieś -  obecnie prowadzi agroturystykę i próbuje integrować mieszkańców. Wróciła też do swoich młodzieńczych pasji – rękodzieła.
W ramach projektu „Seniorzy w akcji” organizuje międzypokoleniowe spotkania kobiet. Podczas warsztatów uczestniczki wymieniają się swoimi umiejętnościami z zakresu rękodzieła. Podczas targowiska w Krynkach pokażą mieszkańcom swoje prace i pasje.