środa, 3 kwietnia 2013

SIŁA TKWI W RÓŻNORODNOŚCI


O tym jak zwiększyć zaangażowanie osób starszych w działania społeczne, czym jest aktywne obywatelstwo i jak pobudzić aktywność seniorów mówi Tomasz Schimanek, ekspert Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce w rozmowie z Kingą Bartosiewicz.


Potrzeba walki z biernością seniorów została wyraźnie zaakcentowana w krajowym planie działania na rzecz Europejskiego Roku Aktywności Osób Starszych i Solidarności Międzypokoleniowej 2012. Wymienione w nim cele, służące poprawie aktywności osób starszych, obejmują m.in. aktywne zaangażowanie w życie społeczności lokalnych, działalność wolontariacką, integrację międzypokoleniową, promocję aktywnego uczestnictwa w sferze usług społecznych na rzecz innych osób starszych. Od czego najlepiej zacząć aktywizację seniorów?

T.Sch.: Pierwszą podstawową rzeczą jest aktywizacja zawodowa. Większość osób po 60-tym roku życia nie pracuje. Z badań prowadzonych przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce wynika, że osoby aktywne zawodowo są także aktywne społecznie, a bierność zawodowa nie idzie w parze aktywnością społeczną. Osoby dłużej aktywne zawodowo częściej także kontynuują te aktywność po zakończeniu kariery zawodowej w sferze społecznej. Stąd aktywizacja zawodowa jest działaniem profilaktycznym, które może wspomóc aktywność społeczną. Nie mówiąc już o tym, że brak pracy często jest przyczyną obniżenia dochodów osób starszych, jakości ich życia, także ich aktywności społecznej.

W jaki więc sposób pobudzać samą aktywność?

T.Sch.: To duże wyzwanie. Przede wszystkim trzeba dotrzeć do seniorów z dobrym przykładem. Z doświadczenia wiem, że dla wielu z nich, główną formą aktywności jest oglądanie telewizji. To wynika często z samotności i zamknięcia się w czterech ścianach mieszkania. Te osoby same nie wyjdą z tych czterech ścian, trzeba do nich wyjść aktywnie z konkretną ofertą i przekonać do bycia aktywnym. Najlepszym sposobem aktywizacji jest zachęta ze strony innych osób, najlepiej rówieśników. Poczta pantoflowa – sąsiadka, przyjaciółka, czy ktoś z rodziny, świetnie się w tej roli sprawdzają. Hamulce aktywności tkwią w głowie. Osoby starsze boją się nowych środowisk, nowych ludzi, wstydzą się, że sobie nie poradzą w nowych okolicznościach. Te obawy najskuteczniej potrafi rozwiać na przykład koleżanka, która powie: "Słuchaj, Zosia, nic się nie bój. Ja tam byłam, jest świetnie". 

Traktowanie rozwojowo własnego życia przez osoby starsze może być ważnym czynnikiem budującym zadowolenie z życia, a na pewno jest najlepszą profilaktyką gerontologiczną. Jak seniorzy mogą dbać o swój rozwój?

T.Sch.: Siła tkwi w różnorodności – im większa różnorodność oferty aktywności skierowanej do seniorów, tym większa grupa ich odbiorców. Seniorzy są bowiem zróżnicowaną grupą, każdy ma swoje indywidualne doświadczenia życiowe, zawodowe, pasje, umiejętności. Dla kogoś lepszą formą aktywności będą osiedlowe kluby seniorów, dla innych Uniwersytety Trzeciego Wieku (UTW), dla jeszcze innych stowarzyszenia działkowców. Oferta skierowana do osób starszych jest z reguły bogatsza w miastach niż na wsi, jednak w miastach jest także o wiele większe na nią zapotrzebowanie. Wydaje się więc, że wszędzie na razie potencjalne zapotrzebowanie na różne formy aktywności seniorów jest o wiele większe niż możliwości jego zaspokojenia. Te możliwości opierają się na tradycyjnych formach działania, takich jak organizacje zrzeszające emerytów, kombatantów czy kluby seniora. Ale od kilku lat powstają również nowe formy aktywności, sztandarowym ich przykładem są UTW, powstają również społeczne banki czasu osób starszych, rozwija się wolontariat, rozwijają projekty międzypokoleniowe.

Wśród obecnych podmiotów występujących z ofertą edukacyjną dla osób starszych znajdują się organizacje pozarządowe, podmioty samorządowe i sektor prywatny. Na szczególne wyróżnienie zasługują UTW, które aktualnie robią zawrotną karierę w Polsce. Walcząc z negatywnym stereotypem starości, przeciwstawiają się pasywnej starości, udowadniając zasadność idei uczenia się przez całe życie. Zdaje się, że nie ma obecnie lepszej oferty profilaktyki gerontologicznej.

No właśnie, a jak wygląda kwestia wolontariatu?

T.Sch: Jest co raz więcej seniorów wolontariuszy, ale rzeczywiście przybywa ich bardzo powoli. Niełatwo bowiem przekonywać osoby starsze do wolontariatu. Samo pojęcie wolontariatu nie jest popularne wśród osób starszych. Albo go nie znają, albo kojarzą wolontariat z nie do końca dobrowolnymi pracami społecznymi z okresu Polski Ludowej. Ci, którzy znają to pojęcie bardzo często utożsamiają je z wielkim wyrzeczeniem, z poświęceniem się na rzecz innych, często chorych czy upośledzonych. Dlatego chcąc zachęcać seniorów do wolontariatu trzeba pokazywać na czym on polega i że ma różne barwy. Każdy ma jakiś talent, doświadczenie i wiedzę, którymi może podzielić się z innymi, każdy może być wolontariuszem bez konieczności wyrzekania się swojego życia rodzinnego czy innych aktywności społecznych lub zawodowych.
Ograniczeniem rozwoju wolontariatu wśród osób starszych jest również niechętny z reguły stosunek do seniorów jako wolontariuszy ze strony działających organizacji pozarządowych. Z reguły zrzeszają one młodych ludzi, którzy obawiają się barier komunikacyjnych i mentalnościowych w relacjach z seniorami. Druga kwestia to kompetencje, np. dotyczące obsługi komputera czy Internetu. Trzecia kwestia to autorytet.
  
Ma Pan na myśli gasnący autorytet osób starszych?

T.Sch.: Osoby starsze w naszym społeczeństwie w dużej mierze utraciły autorytet, swoją dotychczasową rolę. Jeszcze do niedawna ludzie żyli w świecie, w którym normą była stabilność, a jednym z jej podstawowych przejawów była naturalna sztafeta pokoleń. Starsi uczyli młodszych. Przekazywali im wiedzę niezbędną zarówno do pracy jak i życia w społeczeństwie. Autorytet osoby starszej opierał się w dużym stopniu właśnie na tym, że była ona źródłem bezcennej wiedzy życiowej, której nie można było znaleźć gdzie indziej. Ostatnie dwadzieścia lat wiele zmieniło w tym względzie. Z jednej strony młodzi mają dostęp do tak potężnego źródła wiedzy, jakim jest Internet, z drugiej duża część seniorów w tym wirtualnym świecie nie bierze udziału. Seniorzy wypadają na margines społeczeństwa, do czego także przyczynia się ich bierność społeczna i zawodowa. Wszyscy, także sami seniorzy, musimy odbudować szacunek dla osób starszych w społeczeństwie.
  
Uczestnictwo w życiu społecznym osób starszych jest jedną z form ich aktywizacji. Trzeba więc dołożyć wszelkich starań, aby społeczności dążyły do włączenia tych osób w działania lokalne. Jak jeszcze pobudzać do działania seniorów?

T.Sch.: Trzeba, o czym już wspominałem, promować i zachęcać do różnych form aktywności. UTW są jedną z nich, ale oferta dla seniorów nie może i nie powinna się do nich ograniczać.  Uniwersytety przywędrowały do Polski z Francji, która jest ich ojczyzną. Pierwszy UTW powstał w Polsce na początku lat 70. minionego wielu w Warszawie. Ale prawdziwy boom UTW przeżywają w ostatnich kilku latach, do czego przyczyniło się m.in. wsparcie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Jest ich już obecnie ponad czterysta w całym kraju. Ale jest to forma specyficzna, oparta przede wszystkim na samokształceniu. Inny model, oparty na wzajemnym świadczeniu drobnych usług, realizują społeczne banki czasu, które wciąż czekają na swój wielki czas.
W mniejszych społecznościach niezwykle aktywne są organizacje zrzeszające seniorów chorych na określoną chorobę, na przykład diabetyków czy chorych na chorobę Parkinsona. Oferują nie tylko wsparcie dla tych osób, ale także starają się je aktywizować i integrować ze społecznością lokalną. Są koła emerytów, rencistów, kombatantów, kluby seniora, stowarzyszenia lokalne, grupy nieformalne.
Bardzo ważną rolę w pobudzaniu aktywności osób starszych mogą odegrać instytucje publiczne, oferując nie tylko swoją przestrzeń, ale także różnego rodzaju pomysły na aktywność osób starszych. Przykładem mogą być coraz aktywniejsze biblioteki, m.in. dzięki wsparciu Programu Rozwoju Bibliotek oferujące na przykład kursy czy kawiarenki internetowe dla seniorów, domy kultury, a także spółdzielnie mieszkaniowe, które prowadzą osiedlowe kluby seniora. Okazuje się czasami, że w społeczności lokalnej jest dużo takich organizacji czy instytucji z ofertą aktywności seniorów, ale po pierwsze nie potrafią one aktywnie dotrzeć i zainteresować tą ofertą osób starszych, po drugie rzadko ze sobą współpracują, a współpraca jest sposobem na zwiększenie siły oddziaływania.

Czy w takiej sytuacji Rady Seniorów mogłyby się sprawdzić?

T.Sch.: Tak, takie rady mogłyby sprzyjać rozwojowi współpracy oraz wzmocnieniu oferty skierowanej do osób starszych. Warto zastrzec, że nie jest prawdziwa rozpowszechniana opinia iż w obowiązującym stanie prawnym nie można takich rad tworzyć. Wzięła się ona stąd, że w ustawie o samorządzie gminny zapisana jest możliwość tworzenia przez samorządy rad młodzieżowych, nie ma natomiast mowy o radach seniorów. Rady seniorów jako organy konsultacyjno-doradcze władz wykonawczych samorządów gminnych czyli wójtów, burmistrzów czy prezydentów mogą być tworzone, o ile taka jest wola tych władz. Dowodem na to, jest co najmniej kilkanaście gmin, gdzie takie rady funkcjonują. Powstały one zresztą najczęściej pod wpływem aktywności i zachęty ze strony organizacji seniorskich. Oczywiście ich rola będzie rosła wraz z nabieraniem doświadczeń, ale już w tej chwili starają się one wpływać na działania samorządów skierowane do osób starszych, a także promować aktywność społeczną seniorów.
Są już także przykłady tworzenia takich rad na szczeblu powiatu, a także przymiarki do stworzenia takich rad na poziomie województwa, w Kielcach i Olsztynie. W warmińsko-mazurskim funkcjonuje na razie chyba jedyny w Polsce wojewódzki program na rzecz osób starszych, działa tam również rzecznik praw osób starszych. Im więcej powstawać będzie rad osób starszych, tym ich rola i znaczenie będą rosnąć.
  
Jakie inne działania pozytywnie wpływają na aktywizację osób starszych?

T.Sch.: Takie, które służą budowaniu szacunku do osób starszych, o którego braku wspominałem. Bardzo cenne są projekty budujące dialog i większe zrozumienie między pokoleniami. Jest ich coraz więcej, także dzięki wsparciu Programu „Seniorzy w Akcji”. Szczególne cenne są te działania, które są naturalne, wynikają z prawdziwych potrzeb i możliwości starszych i młodszych, a nie powielają utarte schematy: seniorzy uczą młodych gotować, a młodzi seniorów korzystać z komputera. Oczywiście tam, gdzie są takie potrzeby, jest to przydatne, ale wzajemne relacje się do tego nie ograniczają. Stąd takie projekty, jak wspólne kajakowanie, wspólny teatr czy wspólne organizowanie swojej przestrzeni (bloku, osiedla, wsi, dzielnicy) warto promować i pokazywać w jak różnych sferach młodzi mogą współdziałać ze starszymi.

Warto przy tej okazji wspomnieć o Komisji Ekspertów ds. Osób Starszych przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, która stara się zachęcać i wspierać panią Rzecznik w podejmowaniu działań służących aktywizacji seniorów. Bardzo liczę na efekty planowanej na przyszły rok kampanii społecznej pod patronatem Rzecznika, która może przyczynić się do promowania aktywności osób starszych i odbudowywania ich społecznej wartości.
Liczę także, że pozytywne efekty przyniosą działania podjęte przez rząd, mam tu na myśli przede wszystkim Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych, choć na razie były one nieco rozproszone.


Tomasz Schimanek – działacz społeczny. W pierwszej połowie lat 90. zaangażował się w działalność trzeciego sektora. Pracował przy programach pomocowych kierowanych do organizacji pozarządowych i prowadzonych m.in. w ramach Phare. Był członkiem redakcji pism "Asocjacje" i "Dziękuję", członkiem zarządu Stowarzyszenie na rzecz Forum Inicjatyw Pozarządowych oraz Stowarzyszenia Asocjacje. W latach 1998–1999 wchodził w skład zespołu doradczego przy pełnomocniku premiera ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi. Jest współpracownikiem Instytutu Spraw Publicznych zajmuje się działalnością szkoleniową i doradczą. Był wśród założycieli Forum Darczyńców w Polsce, jest również ekspertem Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce. W 2011 prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 

CHCIAŁAM, ŻEBY COŚ SIĘ ZMIENIŁO

W ramach konkursu „Seniorzy w akcji” Hanna Sienkiewicz zainicjowała w Łapiczach na Podlasiu spotkania z tamtejszymi kobietami wokół rękodzieła. O genezie i rozwoju projektu, o pobudkach działań oraz o zderzeniu się z tamtejszą rzeczywistością opowiada Agnieszce Wojciechowicz.
Co Panią skłoniło, żeby zorganizować pierwsze spotkania? Od czego to wszystko się zaczęło?

H.S. Wyniosłam się z Warszawy i zaczęłam życie od początku. Chciałam poznać nowych ludzi, wejść w nowe środowisko. Po za tym zawsze we mnie drzemała, od najmłodszych lat, taka pasja „społecznikowska”. Sprawia mi ogromną satysfakcję kiedy widzę, że coś się zmienia. Doszłam do wniosku, że chcę coś robić. Kiedyś zajmowałam się rękodziełem i lubiłam to. W ramach budowania sobie nowego życia zaczęłam uczęszczać na różne zajęcia rękodzielnicze. Tym samym poznawać nowych ludzi . Doszłam do wniosku, że fajnie byłoby zorganizować takie spotkania wokół rękodzieła u siebie. Pierwszą osobą, którą poznałam bliżej była tutejsza bibliotekarka. Przez nią poznałam kolejną osobę leśniczynę - zaprosiłam je i parę innych osób.  I tak narodziła się idea pierwszego spotkania, które przypadło na czas Zaduszek. Nie wiedziałam czy ktoś przyjdzie, czy nie.
Na to pierwsze spotkanie całą drogę do mojego domu ozdobiłam świecami, żeby było ładnie, inaczej. Dużo nas nie było, ale był to bardzo udany, sympatyczny wieczór. Jedna przygotowała coś o tradycji żydowskiej, druga o Indiach.... To był wieczór, który utkwił w nas. Padła propozycja, abyśmy się  spotkały kolejny raz. Rękodzieło stało się osnową dalszych spotkań.  

Jak to się stało, że  wzięła Pani  udział w programie „Seniorzy w akcji”?

H.S. Spotykałyśmy się od ośmiu miesięcy. Początkowo korzystałam z pomocy moich warszawskich koleżanek. Jedna z nich poprowadziła warsztaty z szycia patchworku, druga z decoupage’u. Jedna z uczestniczek naszych spotkań słyszała o Towarzystwie Inicjatyw Twórczych „ę” i o programie „Seniorzy w akcji”. Postanowiłam spróbować wziąć udział w konkursie. Zajrzałam na stronę i zobaczyłam, że wszystko jest wytłumaczone w sposób jasny i przyjazny. Na wiosnę otrzymałam decyzję, że projekt przechodzi dalej oraz zaproszenie na warsztaty.

Jaka jest Wasza grupa ? Uczestniczki są w różnym wieku, z różnych środowisk, więc jak się udało zbudować grupę mimo tych różnic?

H.S. Dziewczyny są bardzo różne, to fakt. Mam dwie „dredziary” o wielkim sercu. Jest fryzjerka pełna pomysłów, która kończy w tej chwili studia projektowania architektury przestrzennej, przychodzi ze swoją córką i mamą. Jedna ze starszych pań zawsze dopieszcza nas domowym pasztetem. Druga zawsze poraża mnie trafnością swoich spostrzeżeń. Mamy też dwie starsze nauczycielki i jedną dziewczynę, która przychodzi również ze swoją córką i piecze dla nas chleb na zakwasie. Dzięki temu nasze spotkania pachną domem. Najstarsza z nas ma 65 lat, między nami jest duża różnica wieku, której nie odczuwamy. Zacierają się granice. Nikt nie zakłada żadnych masek, jesteśmy otwarte na nowe i na siebie. Naszą mocą jest właśnie różnorodność.

Jak osoby z różnych środowisk dogadują się w tej grupie?

H.S. Różnice staramy się zostawić na zewnątrz. Jesteśmy tu i teraz, w tej przestrzeni, w tej grupie osób. Nie ma lepszej lub gorszej. Jesteśmy takie, jakie jesteśmy. Nasz projekt odwiedziły dziewczęta z sieci Latających Animatorów Kultury. Zajęcia z nimi pokazały nam coś, o czym nie miałyśmy pojęcia – jako grupa mamy własne reguły, według których pracujemy i działamy. Pierwsza z nich to dobrowolność. Nie ma przymusu obecności na każdym spotkaniu. Te, które mogą, uczestniczą. Są też panie, które odchodzą, a później wracają. Na spotkania przychodzimy z założenia w dobrym nastroju, z otwartością na nowe doświadczenia do naszej, bezpiecznej i już oswojonej przestrzeni. Jeśli któraś potrzebuje wyciszenia albo wsparcia, to tutaj to dostanie. I to jest istotne dla nas.

Jak wyglądają Wasze spotkania?

H.S. Przed rozpoczęciem każdego spotkania mamy część animacyjną po to, aby lepiej się poznać, poznać swoje potrzeby. Podczas jednej z rozmów pojawił się temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Poglądy bardzo się różniły. Były zwolenniczki tradycyjnego wychowania, a jednocześnie padło zdanie:  „Dlaczego nie pozwolić parom homoseksualnym na adopcję dzieci? Jeśli dostaną tam miłość i dom”.
Wtedy pomyślałam, że takie rozmowy mają sens. Dzięki tym spotkaniom konfrontujemy swój światopogląd, uczestniczki na tyle czują się bezpiecznie, że mówią co myślą naprawdę. Każda z nas ma swoje poglądy, a tu jest przestrzeń, aby się  nimi podzielić. Ja też uczę się pokory.

Jak projekt został przyjęty przez ludzi z okolic?

H.S. Ludzie byli zaciekawieni, ale jednocześnie się bali. Kiedy niektóre panie pokonały swój strach przed nowym okazało się, że te spotkania są dla nich na tyle ważne, że nie opuściły żadnego. Ogólnie jest zainteresowanie i pozytywny ferment. Coś się dzieje.

Co sprawia trudność w projekcie?

H.S. Dotarcie do pań z małych wiosek. Trudność sprawiało pokonanie bariery mentalnej i całkiem przyziemnej, jak komunikacja. Drogi zimą są trudne do pokonania, do Łapicz nie dochodzi żaden autobus. Dotarcie na spotkanie jest wyzwaniem. Pierwotnie zakładałam, że uda się pozyskać panie głównie z małych okolicznych wsi, ale niestety to się nie udało.

Co się wydarzy na zakończenie projektu, czyli w czerwcu ?

H.S. Do tej pory spotkania odbywały się u mnie w domu. Zakończeniem projektu będzie wyjście w przestrzeń Krynek – miasta koło którego mieszkam. Chcemy spotkać się z  społecznością miasteczka. Przygotowujemy się również do Sabantui w Kruszynianach – tatarskiego święta. Na tą okazję przygotujemy małe stoisko, gdzie pokażemy wykonane przez nas prace. Na zakończeniu projektu planujemy zorganizować „Targ Kreatywności” w Krynkach. Mieszkańcy będą mieli okazję wziąć udział w naszych zajęciach, popróbować swych sił w rękodziele. Zaprosimy także Animatorki z Białegostoku, które również biorą udział w programie „Seniorzy w akcji”. Panie z Akademii 50 Plus pokażą, że nie tylko młodzi tańczą flamenco i taniec brzucha.

Jakie są Wasze dalsze plany po zakończeniu projektu ?

H.S. Chcemy kontynuować działania, nauczyć się robienia walonek – butów z filcu. Jeden z mieszkańców Krynek jeszcze to potrafi. Połączyć tę wiedzę z nowoczesnym wzornictwem. Ruszyć z warsztatem wikliniarskim. Myślimy też o warsztatach zielarskich.  Część pań z naszej grupy ma wiedzę o wykorzystaniu ziół we krwi. Będziemy je zbierać i suszyć. Może uda nam się szyć i haftować torebeczki z ziołami. Cenimy ogromną wartość rękodzieła. Obserwujemy potrzebę powrotu do tych technik. W końcu nie wszystko musi być zautomatyzowane. Tyle rzeczy można własnoręcznie zrobić i to wcale nie jest takie trudne. Przy tym jest jeszcze ogromna satysfakcja i radość, bo może to, co zrobiłam jest krzywe, może nie jest ładne, ale zrobiłam to sama.

Co na obecny moment sprawia Pani największą satysfakcję? 

H.S. Chciałam spotkania z ludźmi i żeby coś się zmieniło. I ta zmiana się dokonuje na różnych poziomach.

Hanna Sienkiewicz  - z wykształcenia magister filologii polskiej, „kobieta wielu zawodów” (pracowała jako nauczycielka, agentka nieruchomości), przez wiele lat uczestniczyła w spotkaniach z Tańcami w Kręgu, angażując się w organizowanie letnich obozów. Przeniosła się z Warszawy na wieś -  obecnie prowadzi agroturystykę i próbuje integrować mieszkańców. Wróciła też do swoich młodzieńczych pasji – rękodzieła.
W ramach projektu „Seniorzy w akcji” organizuje międzypokoleniowe spotkania kobiet. Podczas warsztatów uczestniczki wymieniają się swoimi umiejętnościami z zakresu rękodzieła. Podczas targowiska w Krynkach pokażą mieszkańcom swoje prace i pasje.



wtorek, 12 marca 2013

Liderzy PAFW - przypominamy, że rekrutacja trwa do 13 marca


O tym dlaczego Program Liderzy PAFW to ważna propozycja dla aktywnych seniorów opowiadają  Animatorzy programu „Seniorzy w Akcji” i jednocześnie absolwenci Programu Liderzy PAFW.

„To jedna  z najwspanialszych przygód w moim życiu”
Jerzy Czogała, Uniwersytet Trzeciego Wieku w Katowicach, absolwent VII edycji Programu Liderzy PAFW
„Jako student UTW w Katowicach miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniach w ramach Programu Seniorzy w Akcji. Spotykałem się tam z innymi słuchaczami UTW z całej Polski. Jednym z efektów tych spotkań była realizacja projektu p.t. : „Kaj te czasy wracamy do korzeni”, którego pomysł zrodził się na jednym ze spotkań. W projekcie tym zajmowaliśmy się kuchnią śląską , dwa pokolenia gotowały i jadły smaczne wspólnie przygotowane posiłki. Druga część projektu polegała na zbieraniu wspomnień wśród seniorów Katowic przez koło dziennikarskie i zaowocowało to trzema grami miejskimi o Katowicach. W celu dalszego rozwoju zgłosiłem się jako kandydat do VII edycji Programu Liderów PAFW.

Udział w programie Liderzy PAFW to jedna  z najwspanialszych przygód w moim życiu. Spotkałem wielu ciekawych ludzi, miałem okazje wysłuchać bardzo ciekawych wykładów i ćwiczeń, prowadzonych przez najlepszych specjalistów w kraju. Praca z tutorem pozwoliła mi poznać moje słabe i mocne strony. Wieczorne spotkania po wykładach były okazją do wymiany myśli i doświadczeń. To wszystko pozwoliło mi  lepiej realizować moje następne projekty. Program liderzy PAFW jest naturalną kontynuacją Programu Seniorzy w Akcji. Warto startować w rekrutacji PAFW żeby zrealizować swoją przygodę życia.” 

„Po raz pierwszy ktoś zapytał o mnie”
Urszula Zalewska, Uniwersytet Trzeciego Wieku w Sopocie, Fundacja NADAKTYWNI, absolwentka VII edycji Programu Liderzy PAFW
„Pamiętam, jak 2 lata temu jadąc do Warszawy na rozmowę kwalifikacyjną liczby, daty i zdarzenia kłębiły mi się w głowie. Wyobrażałam sobie tematy rozmowy, układałam odpowiedzi na pytania. Tymczasem usłyszałam proste zdanie – „dlaczego chcę dostać się do Programu Liderzy PAFW?”. Byłam bardzo zdumiona, bo po raz pierwszy ktoś mnie zapytał o mnie - mnie samą w tym, co robię. Zapytano mnie o perspektywę, o której nigdy nie myślałam - JA a moje działania. Pamiętam też swoją odpowiedź – „bo chcę robić to, co robię, lepiej, efektywniej i mniejszym swoim kosztem”.
Sam udział w zajęciach Programu Liderzy PAFW był dla mnie ogromnym wyzwaniem. Kształciłam się w zupełnie innym systemie, kiedy używano innych metod i określeń. Dlatego było mi znacznie trudniej, niż młodszym uczestnikom. Ale pamiętam również radość z poznawania nowych sposobów, znaczeń i odkrywanie swoich możliwości. Jestem szczęśliwa, że przytrafiła mi się przygoda zwana Programem Liderzy PAFW.
Wartością dodaną udziału w Programie - oprócz wiedzy, nowych narzędzi i umiejętności - są nawiązane znajomości i przyjaźnie. Program daje przekonanie, że jest znacznie więcej ludzi wyznających podobne zasady i wartości bardzo dowartościowuje. Poczucie, że w całej Polsce można liczyć na życzliwość i pomoc daje siłę do działań społecznych. Gdy z dumą mówię: „Jestem absolwentką Programu Liderzy PAFW” widzę uznanie w oczach moich rozmówców. Bycie liderem oznacza znajomość rzeczy, odwagę w snuciu wizji rozwojowych,  waleczność w sprawach, co do których ma się przekonanie i radość ze wspólnych, zespołowych przedsięwzięć.
            Z całego serca namawiam uczestników Programu Seniorzy w Akcji do podjęcia wyzwania i aplikowania do następnej edycji programu Liderzy PAFW. Mam nadzieję, że spotkamy się na zlocie absolwentów w gronie rozszerzonej sekcji „starszaków”.

„Teraz mam przyjaciół we wszystkich rejonach Polski”
Zdzisław Majerczyk, Stowarzyszenie Razem dla Nikiszowca, absolwent VI edycji Programu Liderzy PAFW
„Za mną już 30 lat pracy na kopalni, około 7000 dniówek pod ziemią. Teraz nareszcie mogę robić to, co lubię! Kocham podróże, survival, przyrodę, przygodę. Założyłem klub rowerowy Pozytywnie Zakręceni i Stowarzyszenie Razem dla Nikiszowca. Dziewczyny z kierownictwa  „Seniorów w Akcji” dały cynk, że możemy próbować wystartować do VI edycji Programu Liderzy PAFW.
Szkolenia i warsztaty robione w programie Liderzy PAFW  pomogły mi w nabraniu dystansu do siebie, ale równocześnie utwierdziły, że to, co  robiłem dotychczas ma także swoją wartość. Korzystałem z doświadczeń i profesjonalnej wiedzy wykładowców i trenerów. Nigdy bym nie pomyślał, że mogę korzystać z takich wybitnych autorytetów a tu miałem ich na wyciągniecie reki. Program Liderzy PAFW sprawił, że poznałem swoje słabe strony i niedoskonałości a stosowane prze ze mnie intuicyjne działanie zostało wyartykułowane, usystematyzowane, podjąłem próby pracy nad sobą. Jest to trudne, tak jak trudno jest przestawić starego konia na drugą stronę dyszla, ale próbować trzeba. Jednak największą wartością są nowo poznani wspaniali ludzie, ich zapał, pomysły, pozytywne myślenie oraz wewnętrzne piękno. Każdy z osobna i wszyscy razem są wartościami nie do przecenienia. Teraz mam przyjaciół we wszystkich rejonach Polski, a nawet na wszystkich kontynentach świata.
Drodzy Seniorzy macie niepowtarzalną okazję przekonać się o tym osobiście. Nie skorzystać z takiej oferty było by grzechem. Uwierzcie mi.”                                                                                                                                        


Program Liderzy PAFW to innowacyjny i kompleksowy program rozwojowy dla liderek i liderów działających na rzecz rozwoju lokalnych środowisk, a w szczególności dla uczestników programów Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. 
Zapraszamy również uczestników Programu Seniorzy w Akcji.
Rekrutacja do dziewiątej edycji Programu Liderzy PAFW trwa do 13 marca 2013 roku.
Więcej informacji na www.liderzy.pl.

czwartek, 7 lutego 2013

Ruszyła rekrutacja do IX edycji Programu Liderzy PAFW







Agata kieruje programem, dzięki któremu w południowej Polsce działa już 451 liderów młodzieżowych. Dzięki działaniom Piotra 420 osób głuchych znalazło pracę. Grzegorz prowadził aktywną, lokalną organizację. Teraz jest burmistrzem i dba o to, aby władza kontaktowała się z mieszkańcami nie tylko przy okazji wyborów. 
Dla takich ludzi został stworzony Program Liderzy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. 
Dziś program ma za sobą osiem edycji i 420 absolwentów. Wszyscy oni uczestniczyli w wyjątkowym, nieodpłatnym, dwunastomiesięcznym, programie rozwojowym. Pracowali z tutorem, brali udział w szkoleniach prowadzonych przez doświadczonych trenerów, spotykali się z wybitnymi liderami, odwiedzali miejsca, gdzie inni odnieśli sukces. 
Dla wielu z nich Program stał się początkiem nowej drogi: wystartowali w wyborach i zostali wójtami, burmistrzami, rozwinęli swoją organizację, która obecnie działa z wielkim powodzeniem, zrealizowali wymarzony projekt.

W trakcie Programu dostali narzędzia do tego, żeby jeszcze skuteczniej wywierać wpływ i zmieniać rzeczywistość, a po jego zakończeniu dołączyli do aktywnej sieci ponad 400 absolwentów.
Do kandydowania do IX edycji Programu Liderzy PAFW zapraszamy wszystkich tych, którzy:
·  Prowadzą aktywną działalność na rzecz swojego środowiska lokalnego od min. 2 lat;
·  Dostrzegają potrzeby zmian w środowisku i angażują innych, by je przeprowadzić;
·  Chcą wzmacniać swoją pozycję, by skuteczniej zmieniać rzeczywistość;
·  Mają gotowość do pracy nad swoim rozwojem liderskim i planowania go;
·  Mają czas, by pracować systematycznie i wziąć udział we wszystkich wydarzeniach przewidzianych w Programie.

Więcej informacji o rekrutacji do Programu dostępne jest tutaj.

Zgłoszenia do programu można przesyłać do  13 marca 2013 roku.
---------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszamy do obejrzenia filmu animowanego, który powstał na podstawie kilkuletnich doświadczeń Programu Liderzy PAFW.

czwartek, 31 stycznia 2013

SIŁA FACETÓW Z WARSZTATU


Poznanie sposobów aktywizacji starszych mężczyzn było jednym z celów naszej wizyty studyjnej w Anglii. Podążając tym tropem trafiliśmy do Eltham, w okolicy Londynu, gdzie do swojej pracowni zaprosili nas uczestnicy projektu „Man in Sheds” – „Faceci w warsztacie”. Kim są panowie z warsztatu?


            By dołączyć do „Men In Sheds” nie trzeba być wykwalifikowanym stolarzem czy architektem. Doświadczeni członkowie grupy tłumaczą nowo przybyłym, jak pracować z poszczególnymi narzędziami. Jedynym warunkiem dostania się do grupy, jest ukończone 55 lat i chęć by bez wynagrodzenia pomajsterkować w warsztacie i pomóc innym.
            Zadania są różne: panowie budują drewniane skrzynki na kwiaty według wzorów z katalogów ogrodniczych, stoły, ławki czy karmniki dla ptaków. Czasem ktoś prosi ich o pomoc w przystosowaniu domu do potrzeb osób starszych, na przykład o zbudowanie podjazdu dla wózka przy wejściu. Ostatnio starsi panowie zaangażowali się w budowę drewnianego mostka w okolicznym parku.
            Grupa „Men In Sheds” wykonuje ważne dla lokalnego otoczenia zadania i czuje się potrzebna. Praca w warsztacie jest motywacją do wyjścia z domu i poznania nowych znajomych. Spotkania odbywają się wyłącznie w męskim gronie, zatem jest to okazja do szczerych rozmów, dzielenia się trudnościami czy informacjami na temat zdrowia i rozmaitych codziennych trudności.
            Koordynatorką projektu, który odwiedziliśmy jest entuzjastyczna Pauline Cahill z organizacji Age UK Bromley and Greenwich. To ona zajęła się znalezieniem lokalu oraz wyposażeniem warsztatu w narzędzia. Często też organizuje spotkania otwarte dla lokalnej społeczności. Opowiadała nam jak dużo pozytywnych uczuć i emocji wywołuje tu wspólna praca. Starsi mężczyźni mają możliwość dzielenia się własną wiedzą, uczenia nowych umiejętności, a także przekazywania swojego doświadczenia młodzieży.
            Choć praca „Men In Sheds” jest wolontariatem, już dawno nie ma tu wolnych miejsc. Grupa liczy ponad pięćdziesięciu panów. Wspólnie decydują czym chcieliby się zająć i w jaki sposób będą to robić, przy czym uczestnictwo w poszczególnych zadaniach jest dobrowolne. Atmosfera panująca w warsztacie była wspaniała, entuzjazm i zapał angielskich społecznych majsterkowiczów podbił nasze serca. Czekamy na pierwszą taką męską brygadę w Polsce!

PRAWDZIWE WSPÓLNOTY MIESZKANIOWE – o idei co-housingu


Idea jest bardzo prosta - grupa ludzi decyduje się na wspólne zamieszkanie. Każdy posiada w pełni samodzielną przestrzeń mieszkalną ale jednocześnie istnieje  przestrzeń wspólna, pozwalającą na budowanie więzi sąsiedzkich. Możliwe? Wydaje się, że tak. I coraz bardziej idea ta sprawdza się w wielu krajach.


            Co-housing jako ruch o podłożu społecznym narodził się w Europie w czasach komun, kiedy to ich członkowie, przeciwstawiając się mieszkaniowym nakazom państwowym, zajmowali pustostany, obiekty „niczyje”, adoptując je na potrzeby mieszkalne. Z biegiem lat co-housing stał się bardzo atrakcyjną formą tańszych rozwiązań mieszkaniowych, alternatywą dla rynku deweloperskiego. Formalnie zaistniał w krajach Skandynawskich – Danii, Holandii, znany jest również w Wielkiej Brytanii, Niemczech. Największe sukcesy w tym obszarze odnosi USA.
            Pod szyldem co-housingu  można zmieścić bardzo wiele – otwartość, budowanie więzi, współpracę, współodpowiedzialność, sąsiedztwo. Dbałość o relacje między mieszkańcami, budowanie wspólnoty to jedne z podstawowych wartości, na podstawie których grupa nieznanych sobie osób podejmuje decyzje o wspólnym zamieszkaniu. `    Współpraca mieszkańców rozpoczyna się już na etapie wymyślania projektu –  tworzenia, poza niezależną przestrzenią mieszkalną, przestrzeni do pracy, spotkań, do wspólnych przedsięwzięć. Są zatem cotygodniowe spotkania, kolacje, spędzanie świąt, wycieczki, niejednokrotnie pralnia, ogród, pokój zabaw dla dzieci czy warsztatownie. 
            Co-housing zdobywa coraz liczniejsze rzesze zwolenników. Jak to wygląda u naszych zachodnich sąsiadów?  Podczas wizyty studyjnej odwiedziliśmy berlińską agencję, zajmującą się popularyzowaniem tego typu mieszkalnictwa. Obecnie aż 14% budownictwa w Berlinie powstaje właśnie w duchu co-housingu.  Zainteresowani wspólnym  mieszkaniem budują nowe osiedla, wynajmują istniejące kamienice, bloki, adoptują również nieczynne budynki np. szkoły, fabryki. Co-housing stwarza warunki mieszkania dla osób różnego pochodzenia,  w różnym wieku (agencja spotyka wszystkich zainteresowanych ideą podczas organizowanych speeddatingach, dając tym samym możliwość znalezienia osób, z którymi chciałoby zamieszkać).
            Jak dowiedzieliśmy się, w Berlinie idea ta jest doskonałym rozwiązaniem w odniesieniu do osób starszych, które dzięki temu mogą mieszkać nie tylko taniej, ale też bliżej swoich dzieci i wnucząt, z różnych powodów żyjących w dużych miastach. Co zaś szczególnie ważne w kontekście osób starszych, co-housing pozwala im uniknąć życia w samotności, jest naturalnym środowiskiem tworzenia więzi, zarówno sąsiedzkich, jak i międzypokoleniowych, o które coraz trudniej. Wspólne mieszkanie z osobami starszymi daje  szansę wykorzystania ich wolnego czasu, doświadczenia, wiedzy – seniorzy pomagają dzieciom w pracach domowych, prowadzą korepetycje, warsztaty dla dzieci, ale też wspierają młodych rodziców w wychowaniu.

W wielu krajach powstają również specjalne wspólnoty mieszkaniowe, skupiające same osoby starsze. Jednak nadal przykładów tego typu mieszkalnictwa dla osób starszych jest niewiele.