czwartek, 30 sierpnia 2012

POWRÓT DO SĄSIEDZKICH RELACJI I MIĘDZYPOKOLENIOWYCH OSIEDLI


o tendencjach w architekturze przyjaznej osobom starszych z architektem Maksymilianem Stecem, który pisze na ten temat doktorat na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej,rozmawia Łukasz Czapski.


Łukasz Czapski: Od czego trzeba zacząć, myśląc o projektowaniu przestrzeni przyjaznej osobom starszym?

Maksymilian Stec: Projektowanie powinno uwzględniać potrzeby przyszłych użytkowników przestrzeni. W przypadku osób starszych, te potrzeby są różne. Niektórzy mają kłopoty ze wzrokiem, inni z poruszaniem się, koordynacją ruchową, siłą, niektórzy mają demencję. Dobrze zaprojektowana przestrzeń dla takich osób powinna być więc przede wszystkim dostępna dla wszystkich, czyli tak naprawdę wielopokoleniowa. Projektując dla seniorów korzysta się z zasad design for all (dizajn dla wszystkich) - czyli dla wszystkich, z uwzględnieniem wszelkich ograniczeń sprawności fizycznej oraz psychicznej.

Kilka podstawowych zasad?

M. S.: Wolne od przeszkód przestrzenie, o odpowiednich szerokościach. Trzeba projektować bezpieczne i łatwe w poruszaniu się przestrzenie mieszkania. Również rozmieszczenie budynku powinno być jasne i klarowne (np. układ klatek schodowych, korytarzy, wind), aby użytkownicy mogli się bez problemu po nim poruszać i w nim orientować. Oprócz mieszkania ważne jest także otoczenie budynku - ogród, bliskość sklepów, możliwość przebywania w pulsującym życiem miejscu, jak i przestrzenie do odpoczynku. Jeżeli mówimy o budynkach projektowanych wyłącznie z myślą o starszych osobach, należy pamiętać o przestrzeni wspólnej, do spotkań, wspólnej kuchni, warsztacie do majsterkowania, kaplicy, ogrodzie – wszystkie są przestrzeniami, których potrzebować mogą w codziennym życiu mieszkańcy. Takie podejście do projektowania pozwala pozostać osobom starszym nadal aktywnymi, ułatwia integrację, ruch, co za tym idzie lepsze zdrowie i mobilność. Nie wyłącza ich z życia społecznego. Same mogą się kimś opiekować, lub też coś dla kogoś innego zrobić.


Czy w Polsce jest tradycja takiego projektowania? Jak wygląda ta sytuacja?

M. S.: Przez wiele lat w naszym społeczeństwie utrzymywała się tradycja wielopokoleniowych domów i mieszkań. Dziadkowie, rodzice i dzieci mieszkali razem często na małej przestrzeni więc było ciasno. To wpływało też na wygląd tej przestrzeni i projektowanie osiedli. Ze wzrostem mobilności, zarobków, migrację za granicę i do innych miast, za pracą, na studia – model takich wielopokoleniowych rodzin, mieszkających razem zaczął trochę zanikać. Obecnie, coraz częściej dzieci starają się zapewnić swoim rodzicom jak najlepszą opiekę, znajdując im pomoc lub lokując w domach seniora, gdzie mają ciągłą opiekę oraz organizację wolnego czasu. Nie ma u nas szczególnej tradycji budowania osiedli z uwzględnieniem potrzeb osób starszych. To się dopiero zaczyna. Częściej projektanci mają za zadanie przeprojektować zastaną przestrzeń, żeby była przyjazna wszystkim bez względu na wiek i ograniczenia sprawności.

Czyli jest to rozwiązanie pośrednie, tak?

M. S.: Tak. Wciąż wiele budynków użyteczności publicznej, przestrzeni publicznych jest źle zaprojektowana i wymaga przebudowy. Normą powinny być budynki bez barier, z poręczami, windami, z będącym w sąsiedztwie ogródkiem, gdzie można wyjść i odpocząć. Tych prostych zasad jest dużo więcej. Każdy jest w stanie je zauważyć, wystarczy trochę empatii i wczucie się w sytuacje takiej starszej osoby.

Czyli o czym powinniśmy pamiętać jeśli chcemy np. przeprojektować mieszkanie naszym dziadkom, żeby nie musieć ich na starość przenosić z ich rodzinnego miejsca ale żeby im ułatwić codzienne życie?

M. S.: Znów, to zależy od indywidualnych potrzeb. Na pewno dla osób o słabszym wzroku, konieczne są kontrastowe granice pomiędzy elementami budynku - widoczne schody. Dla osób o problemach z poruszaniem się pomocne będą w łazience specjalne uchwyty, na których mogą się wesprzeć. Meble kuchenne, dla osób poruszających się na wózku, powinny nie być zabudowane pod spodem, aby można było podjechać pod blat. To są wszystko w sumie proste rozwiązania, ale dopóki jesteśmy sprawni, nie zwracamy czasem uwagi na różne proste rzeczy, które dla mniej sprawnej osoby obok stają się już barierą. Na przykład można zamontować wizjer w drzwiach na niższej wysokości, ułatwieniem będzie też brak automatycznego domykania drzwi, albo takie, do których otwarcia nie potrzeba dużo siły, brak progów drzwiowych, równe i nieśliskie powierzchnie podłóg, bez krzykliwych wzorów, windy zarówno ze wskaźnikiem cyfrowym jak i głosowym danego piętra. Często ludzie o tym nie wiedzą, ale na niektóre tego typu adaptacje, można pozyskać odpowiednie fundusze, np. z Państwowego Funduszu Pomocy Osobom Niepełnosprawnym.

A w mieszkaniu, z jakich jeszcze rozwiązań możemy skorzystać?

M. S.: Istnieją na przykład wanny, które mają otwieraną boczną ściankę, co pomaga osobie mniej sprawnej wejść do niej bez problemów i wykąpać się samodzielnie. Projektuje się też np. wykładziny, które mają elektroniczne czujniki, potrafiące wykryć, że starsza osoba wywróciła się i dłużej leży na podłodze, nie wspominając już o czujnikach, które mogą monitorować pracę serca, i przesyłać sygnały do lekarza dyżurującego. W całej Europie w świetle szeroko omawianego kryzysu finansowego, odchodzi się już od drogich inwestycji i budowania nowych, dużych kompleksów, a stara się adaptować, przebudowywać istniejące. W Niemczech, w Kolonii, jeden z domów dla osób starszych, powstał w murach dawnego centrum kościelnego i parafii, inne powstają w dużych mieszkaniach w centrach miast.


Jakie są jeszcze tendencje za granicą w kwestii projektowania przyjaznego osobom starszym?

M. S.: W Niemczech, przykładowo, deweloper dostaje dopłaty, w formie np. zwolnienia z części podatków, jeśli tworzy w ramach osiedla wielorodzinnego kilkuosobowy segment / apartament dla osób starszych. W ogóle buduje się coraz więcej osiedli i bloków z myślą o ich wielopokoleniowości. Dużo jest tez działań tego typu, o których mówiłem przed chwilą – czyli różnych form adaptowania istniejącej już przestrzeni. Adaptuje się, na przykład, duże mieszkania, na potrzeby kilkuosobowych apartamentów dla osób starszych, każde z osobnym pokojem, gdzie w ciągu dnia przychodzi pracownik opieki, wolontariusz, animator, który pomaga w obowiązkach, wspólnie gotują obiad, oglądają telewizję, pomagają sobie nawzajem, zawsze też istnieje możliwość wezwania pomocy np. lekarskiej. Odchodzi się też od lokalizowania mieszkań, domów dla osób starszych poza miastem, stara się je integrować w istniejącym środowisku, w mieście, gdzie osoby starsze mają swoje znajome sklepy, lekarza, kościół, co wpływa na ich dobre samopoczucie.

Wszystkie te działania dążą do jak najmniejszej ingerencji w styl i sposób życia osób starszych, tak?

M. S.: Tak. W większych, nowych kompleksach, gdzie ludzie starsi mogą wynająć sobie samodzielne mieszkania, zostawia się im rzut pusty, bez ścian, pozwalając później osobie, która się tam ma wprowadzić, aby sama zdecydowała, czy chce mieć otwarty salon z kuchnią, czy też niezależne mniejsze pomieszczenia, przeprowadzając z nią swego rodzaju konsultacje. Wiele firm ma też w ofercie propozycję dla osób starszych zabrania ze sobą do nowego domu, mieszkania, swoich mebli ze starego lokum, żeby szybciej się z nim oswoiły. W nowo budowanych obiektach stosuje się też zdrowe materiały, ekologiczne rozwiązania (meble bez trujących formaldehydów, światło dzienne). Zapewnia to mieszkańcom lepsze zdrowie. Ogranicza się także koszty utrzymania takich obiektów, co wiadomo, że przy często niskich dochodach osób starszych, jest bardzo ważne.


Który z krajów ma największą tradycję takiego projektowania?

M. S.: Szwajcaria, Stany Zjednoczone, Niemcy, Japonia i wszystkie kraje skandynawskie. Są to kraje bogate, od dawna mierzą się z kwestią starzejącego się społeczeństwa. W Szwajcarii, zbudowano budynek, Kraftwerk 1 w Zurychu – łączący w sobie zasady solidarności społecznej i międzypokoleniowego dialogu z ekologicznym, energooszczędnym podejściem do miejsca zamieszkania. W projekcie uwzględniono miejsce spotkań wszystkich mieszkańców, klub kinomana, bibliotekę, galerię i sklep. Budynek złożony jest z pełnego spektrum różnej wielkości mieszkań, od małych jednopokojowych, po wielopokojowe apartamenty i "wille w bloku". Na każdym etapie prowadzone były i nadal są konsultacje, narady i dyskusje z mieszkańcami – jakie są dalsze cele, jak się taki budynek i jego mieszkańcy powinni rozwijać, co należy poprawić, tak aby był przyjazny wszystkim swoim użytkownikom, a przede wszystkim seniorom go zamieszkującym.

Brzmi imponująco. A jak z dobrymi praktykami w tym obszarze w innych krajach?

M. S.: W Stanach, Zjednoczonych, na uniwersytecie MIT, istnieje specjalny dział badawczy, zajmujący się badaniami nad wszelkiego rodzaju technologiami dla osób starszych – Age Lab (Laboratorium Wieku). Grupa bardzo zróżnicowanych naukowców bada tam proces starzenia się pod wieloma względami, mając na celu dostosowanie świata materialnego – designu, mebli, samochodów, etc. – do potrzeb osób starszych. Badacze chodzą na przykład w specjalnych kombinezonach, które ograniczają ruchy i okularach, które symulują problemy ze wzrokiem, celem sprawdzenia, jakie ulepszenia można wprowadzić w codziennym życiu starszych osób. Wiele wypracowanych przez nich technologii weszło do powszechnego użytku. Ich ideą fix jest dzielenie się wypracowanymi osiągnięciami z jak największa grupą bezpośrednio zainteresowanych – czyli osób starszych. Tam również korzysta się z konsultacji z osobami starszymi, która jest coraz częstszą tendencją w różnego rodzaju projektowaniu, zarówno przestrzeni jak i technologii użytkowych.

Czyli jak dobrze rozumiem, poniekąd wracamy do tego od czego zaczęliśmy? Czyli tradycji wielopokoleniowej współpracy, począwszy od wspólnego mieszkania, po wspólną pracę nad ulepszeniem jakości życia?

M. S.: Tak. Wracamy zarówno do wielopokoleniowych osiedli. Mniejszych i z większym akcentem na relacje społeczne, sąsiedzkie i zaspokajanie potrzeb każdego z mieszkańców. A jeśli chodzi o tendencje w samym projektowaniu, to faktycznie coraz częściej sięgamy po konsultacje społeczne i otwarcie projektowania na samych jego późniejszych adresatów.


Maksymilian Stec - architekt, doktorant na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej; Centrum Studiów Zaawansowanych Politechniki Warszawskiej, w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego dofinansowuje jego działalność naukowo-badawczą z zakresu nowoczesnych i ekologicznych rozwiązań obiektów dla osób starszych; www.maksymilianstec.com

BIURO PRZYJAZNE SENIOROM – JAK TO SIĘ ROBI W AMERYCE?

tekst: Maja Gawrońska

Amerykanie żartują, że jeszcze dekadę temu, gdy pracownik dostawał od kolegów z biura tort na 65 urodziny, oznaczało to, że niedługo zobaczą, jak pakuje swoje papiery i żegna wszystkich przed emeryturą. Dzisiaj zdmuchuje świeczki i cały szczęśliwy wraca do swojego stanowiska pracy. Coraz częściej zaprojektowanego tak, żeby mógł tam efektywnie realizować się zawodowo jeszcze przynajmniej przez dekadę albo i dwie.

Niektórzy seniorzy nie mogą sobie pozwolić na to, żeby odejść na emeryturę (wielu straciło oszczędności podczas ostatniej recesji), a część Amerykanów po prostu nie ma ochoty tego robić. 60-latkowie, 70-latkowie, a nawet 80-latkowie chcą być aktywni, też zawodowo. Jeśli mogą, decydują się pozostać na swoich posadach albo pracują w niepełnym wymiarze godzin, często jako mentorzy wspomagający doświadczeniem młodszych współpracowników. Inni angażują się społecznie, albo szukają łatwiejszej niż dotychczas pracy na pół etatu.
fot. Glimakra, projekt: Bertil Harstrom
Pracodawcy coraz rzadziej traktują kapitał ludzki z grupy 60+ jak produkt drugiej kategorii. Według amerykańskiego Departamentu Pracy, przez ostatnie trzydzieści lat liczba zatrudnionych po 65 roku życia zwiększyła się dwukrotnie, a według różnych prognoz niedługo będą oni stanowić nawet do 10% wszystkich pracowników. Pracodawcy starają się umożliwić im jak największą efektywność, a przede wszystkim powstrzymać ich przed odejściem do konkurencji. Jedną z broni jaką dysponują jest przyjazna osobom starszym architektura i design - dostosowanie miejsca pracy do potrzeb starszego pracownika.

Jednym z pionierów tego podejścia jest amerykańska sieć drogerii CVS. Gdy niecałe 10 lat temu ruszyła z programem Mature Workers (Dojrzali Pracownicy), mniej niż siedem procent zatrudnionych przekroczyło 50 rok życia. Dzisiaj jedna piąta to osoby 50+, w tym aż siedem procent to 90-latkowie. Firma, oprócz elastycznych warunków pracy (dowolne godziny albo program podróżniczy Snowbird, w ramach którego seniorzy mogą pracować w sklepach w różnych częściach kraju i spędzać zimy w cieplejszym klimacie), zdecydowała się na drobne udogodnienia w wystroju wnętrz. Półki z produktami zostały obniżone i spłycone, aby pracownicy nie nadwyrężali barków. Ceny na etykietach drukowane są dużą czcionką, a do półek przymocowano szkła powiększające. Pracownicy mają też do dyspozycji ergonomiczne krzesła i są zachęcani, aby co jakiś czas po prostu na nich odpocząć przed resztę zmiany. W wielu sklepach zamiast kafli czy śliskiej podłogi z laminatu, położono wykładziny, na których po prostu trudniej się potknąć. Drobne wypadki w pracy, takie jak złamania w wyniku upadku, to jeden z większych problemów pracodawców stawiających na seniorów - według Centrum ds Kontroli i Zapobiegania Chorobom (Centers for Disease Prevention and Control) jedna piąta dotyczy pracowników 55+.

fot. Lifespan
Na design age-friendly decyduje się też coraz więcej biur. W banku RBS Citizens Inc. – zdobywcy tegorocznej nagrody dla Pracodawcy Przyjaznego Dojrzałym Pracownikom, przyznawanej przez portal Retirement Jobs.com – zadbano nie tylko o specjalnie zaprojektowane fotele i podnóżki, które eliminują bóle pleców i wspomagają krążenie, ale też o dodatkowe, mocniejsze oświetlenie i odpowiednio ustawione, przyjazne dla oczu ekrany komputerów.

- Problemy ze wzrokiem to jedno z głównych wyzwań starszych pracowników, które może znacznie przeszkodzić im w skutecznym wykonywaniu obowiązków - twierdzi Valerie Fletcher, dyrektor Institute for Human Centered Design, który prowadzi programy edukacyjne z projektowania przyjaznego dla personelu 60+. Równie poważne są, wedle Fletcher, kłopoty ze słuchem. Choć zaczynają się już u ludzi dobiegających 35-go roku życia, najczęściej skarżą się na nie czterdziestolatkowie i pięćdziesięciolatkowie. Najbardziej rozprasza i irytuje ich ciągły hałas, który słyszą w tle. Choć siedzą w zamkniętym budynku, narzekają, że czują się tak, jakby stali przy autostradzie. Aby temu zapobiec projektanci pracują nad coraz skuteczniejszymi ekranami, które pochłaniają dźwięki, a przy okazji – tak jak kolorowy projekt Bertil Harstrom – ozdabiają biuro.

Wiele firm decyduje się też na większe prace architektoniczne: podjazdy dla wózków i balkoników, zamiana drzwi obrotowych na automatyczne, wygodne dojście z parkingu albo takie rozplanowanie przestrzeni, żeby stanowiska pracy ustawione były bliżej łazienek, świetlicy, czy kuchni, w której zamiast foteli czy kanap, ustawia się krzesła, bo łatwiej się z nich podnieść.

Nowością są też biurka polecane grupie 50+, choć na pierwszy rzut oka odstraszają nawet najsprawniejszych dwudziestolatków. W wariancie mniej skomplikowanym blat biurka podwyższa się tak, żeby można przy nim stanąć i dać odpocząć zmęczonym plecom. A jeśli ktoś opanuje pisanie w pozycji stojącej, poleca mu się dodanie do tej kombinacji chodzenia. W ramach przekonania, że aby zestarzeć się z klasą, trzeba zachować dobrą kondycję, do biurka dodawane są bowiem bieżnie.

Jednak wedle profesora Josepha Coughlina, dyrektora Age Lab – laboratorium badającego różne aspekty starzenia się społeczeństwa, na prestiżowym Massachusetts Institute of Technology – tego typu rewelacje to dopiero początki tego, co jeszcze zobaczymy w projektowaniu dla pracowników w każdym wieku, też tym najstarszym. Badaniami nad tym, co tak naprawdę pomaga im w pracy, naukowcy zajęli się na większą skalę dopiero niedawno, zachęcani przez rządowe granty. Współpracownicy Coughlina w zeszłym roku stworzyli specjalny kombinezon, który ma pomóc architektom w zrozumieniu starszych od siebie klientów. Specjalne okulary imitują słaby wzrok, a system uprzęży ogranicza ruchy. I choć poruszanie się w ciele 70-latka nie jest najłatwiejsze, projektantów chętnych do przymierzenia stroju nie brakuje.

Być może jednak architekci nie doceniają werwy współczesnych seniorów i wczuwanie się w 70-latków to zdecydowanie za mało. W San Diego, jednym z miast, które amerykański senat uznał, za wzór w radzeniu sobie ze starzeniem się społeczeństwa, poznałam Billa Gibbsa, jednego z pierwszych pilotów w Kalifornii. Dziś, w wieku 102 lat, nadal pracuje w rodzinnej firmie lotniczej. Do biura, które prowadzą jego wnuki, chodzi dwa dni w tygodniu i nie ma zamiaru zwolnić tempa. Przynajmniej, jak zapewnił mnie z szelmowskim uśmiechem, dopóki nie skończy 110 lat.

Maja Gawrońska - socjolog, dziennikarka, koordynatorka programu promocji zdrowia i odkryć naukowych na Uniwersytecie Kalifornijskim, gdzie specjalizuje się w problematyce starzenia się społeczeństwa oraz problemach medycznych i zdrowia publicznego wynikających ze zmian demograficznych; współpracuje z wieloma organizacjami pozarządowymi w Polsce i USA; autorka wielu publikacji o tematyce społecznej i popularyzujących naukę oraz zdrowy styl życia.

MIASTA PRZYSZŁOŚCI TO MIASTA PRZYJAZNE SENIOROM


Międzynarodowa Sieć Miast Przyjaznych Seniorom została powołana w celu wspierania, wymiany doświadczeń i wzajemnego uczenia się pomiędzy miastami na całym świecie, które dbają o swoich starszych mieszkańców. Miasta w Sieci są różnych rozmiarów i znajdują się w różnych częściach świata. Ich wysiłki, aby stać się bardziej przyjaznymi dla osób starszych skupiają się wokół różnych kontekstów kulturowych i społeczno-ekonomicznych. Wspólną ideą wszystkich członków Sieci jest tworzenie środowisk miejskich, które promują zdrowy i aktywny styl starzenia się i polepszanie jakości życia starszych mieszkańców.


W 2006 roku, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaprosiła 33 miasta z 22 krajów do stworzenia sieci i ustanowienia jej głównych celów. Przeprowadzono szeroko zakrojone konsultacje we wszystkich zaproszonych do Sieci miastach (158 grup seniorów, 1,5 tys. seniorów, 250 opiekunów osób starszych i 515 dostawców usług, programów dla seniorów). W oparciu o wyniki badania, opracowano program, który daje wskazówki jak sprawić, by miasto było przyjazne seniorom, angażując w ten proces osoby starsze.
Obszary, w których sformułowano rekomendacje: przestrzeń miejska i budynki, transport, mieszkalnictwo, uczestnictwo społeczne, szacunek i społeczna integracja, partycypacja obywatelska i zatrudnienie, komunikacja i informacja, wsparcie środowiskowe i opieka zdrowotna.

W każdym z obszarów wyszczególniono najważniejsze tematy, którymi powinno zajmować się miasto, będąc w Sieci. W „Uczestnictwie społecznym” wskazano np.: dostępność i lokalizację zajęć adresowanych do seniorów, dotowanie organizacji, aby oferta ich działań była przystępna cenowo dla seniorów, docieranie z ofertą organizacji do samotnych seniorów (indywidualne zaproszenia), utrzymywanie kontaktu z osobami, które wypadają z aktywności, skuteczne przekazywanie seniorom informacji o lokalnych wydarzeniach i aktywnościach, wspieranie inicjatyw sąsiedzkich. W obszarze „Przestrzeń miejska i budynki” zwrócono uwagę na: stan chodników (równe, regularnie odśnieżane, nieśliskie), zieloną przestrzeń do wypoczynku, bezpieczne przejścia dla pieszych (np. dłużej światło zielone), dostępność budynków publicznych (brak barier), poczucie bezpieczeństwa. W każdym z pozostałych obszarów również wskazano szczegółowe warunki, które powinno spełnić Miasto Przyjazne Seniorom.

Każde miasto lub społeczność, która stara się tworzyć przyjazne osobom starszym środowisko miejskie, może dołączyć do sieci. Miasta zainteresowane dołączeniem powinny: opracować 3-letnią strategię działania, która będzie poddawana systematycznej ewaluacji, prezydent/ burmistrz powinni podpisać deklarację – zobowiązanie do działania, na każdym etapie wdrażania powinni być zaangażowani seniorzy i partnerzy społeczni.

Kompleksowo do wdrażania programu podeszła Irlandia – objęty jest nim cały kraj. Program jest wdrażany stopniowo przez cztery regiony. W przyszłości każde z 4 hrabstw będzie miało własny program Społeczności Przyjaznej Seniorom, który będzie realizowany w oparciu o specyficzne potrzeby mieszkańców zamieszkujących dany region. W celu lepszego rozpoznania potrzeb osób starszych zostało powołane Forum Obywatelskie – składające się z ważnych decydentów, firm, instytucji, organizacji i osób prywatnych. Forum jest otwarte dla wszystkich starszych ludzi, którzy mają ochotę się do niego przyłączyć. Program jest kluczową inicjatywą Ageing Well Network - niezależnej sieci liderów, szefów organizacji, osób prywatnych i wolontariuszy, którzy działają na rzecz polepszenia sytuacji osób starszych i którzy podzielają wizję Irlandii jako lidera w tym temacie na świecie.

Sieć liczy obecnie 75 członków m. in.: prezesów i kierowników instytucji publicznych, prywatnych, organizacji pozarządowych, sekretarzy generalnych odpowiednich departamentów rządowych, dyrektorów biur miejskich zajmujących się kwestiami osób starszych i pracowników naukowych czołowych uczelni. Podobnie jak Międzynarodowa Sieć Miast Przyjaznych Seniorom, Irlandzka Sieć „Dobrego Starzenia się” zajmuje się wszystkimi aspektami warunków życia: zdrowiem, opieką społeczną, transportem, środowiskiem, edukacją, zatrudnieniem, emeryturą, aktywnością obywatelską, nowymi technologiami, sportową i kulturalną aktywnością i ekonomią.

Przy takim nakładzie wspólnej obywatelskiej pracy wielu osób, instytucji i organizacji, Irlandia faktycznie może się stać liderem w Europie w kwestii tworzenia przestrzeni i najlepszych warunków do życia w społeczeństwie dla osób starszych. W różnych obszarach, jesteśmy w Europie często porównywani właśnie do Irlandii. W tym jednym obszarze, powinniśmy się od nich dużo nauczyć. W Polsce nadal ani jedno miasto nie dostało tytułu miasta przyjaznego seniorom i nie należy do międzynarodowej sieci. Pozostaje pytanie, czy któreś miasto w ogóle myślało o tym, żeby się o taki tytuł starać. Może warto spróbować- jesteśmy jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw w Europie.

PROJEKTOWANIE WŁĄCZAJĄCE – CZYLI JAK POWSTAJĄ TELEFONY KOMÓRKOWE DLA OSÓB STARSZYCH


W ciągu 100 lat — od roku 1950 do 2050 — liczba osób w wieku powyżej 65 lat na świecie zwiększy się dziesięciokrotnie: z 200 milionów do 2 miliardów. Jest to ogromne wyzwanie dla społeczeństwa, ponieważ w niektórych krajach rozwiniętych będzie tyle samo emerytów co osób pracujących. Jest to także nowe wyzwanie dla wszelkiego rodzaju technologii, które będą musiały opracować rozwiązania odpowiednie dla starzejącej się ludności. Od wielu lat nad takimi rozwiązaniami pracuje firma Emporia, produkująca telefony komórkowe dla osób 60+. Emporia wychodzi z założenia, że dobra technologia sprawdza się wtedy, gdy zapewnia korzyści całemu społeczeństwu. Eveline Pupeter, dyrektor generalny firmy Emporia, uważa, że powodzenie telefonu komórkowego związane jest z eliminacją podziału cyfrowego społeczeństwa. Niestety wielu producentów telefonów, projektuje je z myślą tylko o młodszych użytkownikach, wychowanych z komputerem w ręku. Emporia od lat stara się stworzyć telefony odpowiednie dla osób starszych i najlepiej odpowiadające ich potrzebom.

Wszystko zaczęło się w 2000 roku, od kłótni matki z synem – Albertem Fellnerem i jego matką. Pani Fellner nie umiała się posługiwać telefonem komórkowym, a syn miał już dosyć ciągłego objaśniania, jak poruszać się po zawiłym menu. Pewnego dnia w pracy Fellner uświadomił sobie, że problemów nie sprawia matka, lecz telefon, ponieważ jest zbyt skomplikowany. Tak rozpoczął się okres intensywnych prac badawczo-rozwojowych, którego efektem było powstanie pierwszego telefonu komórkowego Emporia dla seniorów.
Mogłoby się wydawać, że opracowywanie telefonów komórkowych, które będą łatwiejsze w obsłudze — szczególnie dla osób z nieco obniżoną sprawnością motoryczną lub niewielką utratą wzroku lub słuchu — to prosta sprawa. Faktycznie, kiedy spojrzy się na telefony marki Emporia, od razu można zauważyć większe przyciski. Same duże przyciski nie stanowią jednak o wymaganej użyteczności i funkcjonalności. Opracowując telefony dla coraz większej grupy docelowej seniorów, trzeba uwzględnić wiele drobnych i subtelnych elementów. Wymaga to szeroko zakrojonych prac badawczych. 1/3 pracowników firmy tworzą właśnie naukowcy, szukający najlepszych technologicznych rozwiązań. Do istotnych zagadnień należy kolor ekranu: musi on zapewniać najlepszy kontrast dla osób mających umiarkowane problemy ze wzrokiem. Czcionka używana w telefonach musi być jak najwyraźniejsza, a jej rozmiar musi być regulowany stosownie do potrzeb osób krótkowzrocznych. Prostych w obsłudze telefonów nie tworzy się łatwo. W przeciwnym razie byłoby ich dużo więcej na rynku.

Co najważniejsze i rzadkie, Emporia tworzy swoje telefony wspólnie z późniejszymi użytkownikami. W ten sposób zacierają się granice pokoleniowe, a technika staje się przystępna dla wszystkich, nie tracąc również na atrakcyjności. Współpracownikiem firmy jest Ian Hosking – ekspert z renomowanego Uniwersytetu w Cambridge. Wyznaje on zasadę, że opracowywanie telefonów dla seniorów nie powinno ograniczać się do projektowania dużej klawiatury, ale należy uwzględniać także zmiany biologiczne oraz inne potrzeby i życzenia osób starszych. W ramach podejścia Inclusive Design (projektowanie włączające), można opracowywać produkty łatwe i przyjemne w obsłudze dla osób w każdym wieku.

„Staramy się opracowywać produkty na tyle proste, by nie wykluczać żadnego potencjalnego użytkownika. Jednocześnie dbamy o atrakcyjny wygląd telefonów, aby uniknąć szufladkowania klientów. W ten właśnie sposób emporia Telecom interpretuje koncepcję Inclusive Design” — wyjaśnia Albert Fellner, założyciel firmy. Okazuje się, że 40- i 50-latkowie mają zupełnie inne oczekiwania wobec telefonów komórkowych niż osoby po sześćdziesiątce i starsze. „Dążymy do zaspokojenia zróżnicowanych wymagań i oczekiwań, oferując różne modele telefonów komórkowych wyposażone w pewne specyficzne funkcje” — podkreśla Fellner. W tym celu należy dobrze poznać i rozumieć sytuację życiową poszczególnych grup użytkowników. Stąd konsultacje już na etapie projektowania.

Wiele osób nie wie, że ograniczenia biologiczne dotykają nie tylko osób po sześćdziesiątce. Wzrok i słuch zaczynają się pogarszać już po trzydziestce, a zmysł dotyku zaczyna zawodzić nawet około trzydziestki. „W wyniku naturalnego starzenia ludzie przestają zauważać pewne niuanse. Wskutek tego trudniej jest posługiwać się technicznymi gadżetami, które nie zostały przystosowane pod kątem tych zmian” - wyjaśnia Eveline Pupetner, dyrektor zarządzająca i właścicielka firmy. „Zmiany te i ich negatywny wpływ na użytkowników technicznych gadżetów trudno sobie wyobrazić, jeżeli samemu się ich nie doświadczyło” — mówi Pupeter. Dlatego Emporia prowadzi tyle badań i umożliwia użytkownikom udział w projektowaniu swoich modeli telefonów. W obliczu postępującego starzenia się społeczeństwa, Inclusive Design (projektowanie włączające) wydaje się świetną metodą na lepsze zaspokajanie potrzeb osób starszych i zacieranie barier międzypokoleniowych.

środa, 18 lipca 2012

MIEĆ POCZUCIE DOBRZE PRZEŻYTEGO ŻYCIA


O wyzwaniach rozwojowych, jakie stoją przed przechodzącymi na emeryturę, o pozytywnych aspektach starzenia się i tym, co zyskujemy na starość, a do czego wcześniej nie mamy dostępu, wreszcie o tym, po co nam poczucie sensu życia z prof. Anną Izabelą Brzezińską rozmawia Łukasz Czapski.

Łukasz Czapski: Przed jakimi wyzwaniami rozwojowymi staje osoba przechodząca na emeryturę?

Prof. Anna Brzezińska: To trudne pytanie, bo kiedyś przechodzenie na emeryturę było zupełnie czymś innym niż teraz. Ludzie z mojego pokolenia, czy ciut starsi, roczniki powojenne, z lat 40-tych, 50-tych, my wiedzieliśmy kiedy przejdziemy na emeryturę. Nikt w związku z tym się specjalnie tej emerytury nie obawiał, bo to było nieuchronne w takim normalnym, życiowym sensie. Każdy wiedział, że jak zaczyna pracę to za tyle i tyle lat ją zakończy i przejdzie na emeryturę. Natomiast dla tych młodszych roczników – trzydziesto-, czterdziestolatków, które teraz pracują – emerytura oznacza kompletnie coś innego. Z jednej strony mamy wymuszane przechodzenie na emeryturę w wieku tych 67 lat, a z drugiej strony teraz ludzie często tracą pracę nagle w średnim wieku, będąc absolutnie w pełni sił zawodowych, pełni planów, z kredytem na karku. To się robi coraz trudniejsza psychologicznie i decyzyjnie sytuacja. Mówiąc o wyzwaniach stojących przed emerytami trzeba te konteksty rozdzielać. Można mówić o samym momencie formalnego, ustawowego przejścia na emeryturę. Ale można również mówić o emeryturze jako o momencie przerwania aktywnej jednym ciągiem pracy zawodowej, kiedy nagle nie wiem, co mam dalej ze sobą zrobić. Zwłaszcza, że rynek pracy jest coraz bardziej chwiejny i zmienny, mówi się też coraz więcej o nadchodzącym kryzysie, możemy niedługo nie być w ogóle pewni swojej pracy, więc przejście na emeryturę nie jest już kwestią formalno-prawną – stało się sytuacją ważniejszą pod względem psychologicznym. Coraz częściej też staje się dlatego sytuacją dramatyczną.

Dlaczego?

A. B.: Ponieważ coraz częściej będzie ta sytuacja dotykać ludzi w różnym wieku, o różnym stopniu sprawności i stanu zdrowia i o różnym apetycie na życie. W o wiele lepszej sytuacji są osoby wykształcone, które coś umieją, które mają dużo różnych doświadczeń zawodowych, nie trzymały się kurczowo jednej pracy tylko albo ją zmieniały albo podejmowały dodatkowe prace. One zyskały przekonanie, że sobie zawsze jakoś poradzą. I nawet kiedy taka osoba straci pracę, to po normalnym momencie dezorganizacji emocjonalnej, odniesie się do swoich różnorodnych doświadczeń i jej ścieżka rozwojowa zacznie się prostować. Ci, którzy mają kiepskie wykształcenie, albo takie, na które w ogóle nie ma zapotrzebowania na rynku i jeszcze dodatkowo trzymali się kurczowo tej jednej jedynej pracy, nie podejmując żadnych dodatkowych wyzwań - będą w sytuacji bardzo trudnej. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby przeszli przez jakąkolwiek rozmowę kwalifikacyjną, bo co oni w ogóle będą mieli do zaproponowania. A prostych prac, którymi można sobie dorobić teraz już prawie w ogóle nie ma. Bo nawet prowadzenie komuś domu, czy sprzątanie wymaga teraz odpowiednich kwalifikacji.

Jak pani ocenia tę sytuację jako psycholog?

A. B.: To jest okropne co powiem, ale tak mi wychodzi z mojej wiedzy, moich doświadczeń, że jeżeli ktoś nie pomyśli wcześniej o tym, że można przeciwdziałać tej sytuacji, odpowiednio się do niej przygotować – to wcześniej czy później będzie na garnuszku opieki społecznej albo na łasce swojej rodziny. Ja mam teraz 63 lata. Gdybym teraz nagle straciła pracę, czego oczywiście sobie w ogóle nie wyobrażam, to nie byłaby to dla mnie aż taka wielka tragedia. Na pewno byłabym zła, że to coś miesza mi w moich planach, że muszę się zająć poszukiwaniem pracy, a nie pisaniem kolejnego artykułu, ale to byłaby po prostu chwilowa dezorganizacja. Ale jak sobie wyobrażam losy niektórych swoich koleżanek z liceum, które poodchodziły z pracy, bo przyszli na ich miejsce młodsi, to to są osoby, które pałętają się na marginesie życia. One wyglądają dużo starzej niż ja, chodzą inaczej, inaczej się ubierają, wszystkie są już chore, siedzą w tych kolejkach do lekarza i marudzą. A tak naprawdę to myślę, że nie odnalazły sensu swojego życia.

Jak pani myśli, dlaczego?

A. B.: Nie dlatego, że im ktoś czegoś nie dał czy coś zabrał, tylko dlatego, że przez całe życie po prostu żyły bez własnego poczucia sensu życia. Były wstawione w pewne tory, wykonywały mniej lub bardziej mechanicznie pewne czynności. Nie zadbały o to, że czymkolwiek się nie zajmujesz i gdziekolwiek jesteś, twoje życie powinno mieć sens. I to ty ten sens swojemu życiu nadajesz. Jak teraz pytam jedną z tych koleżanek, gdy tak narzeka: „Nie masz znajomych? Przyjaciół”, „No, nie mam”, „No to jest twoja wina, że nie masz, bo nie zadbałaś o to. A kontakty z sąsiadami? Z bliższą i dalszą rodziną? Nasza Klasa? A internet i dziesiątki portali społecznościowych, gdzie można nawiązywać różnego typu relacje? A własne pasje? Zainteresowania? Książki jej się nie chce czytać. Tu ją boli to nie pójdzie na coś tam. No i pytam się jej: to teraz co?”. Ona się w przyśpieszonym tempie starzeje. Jest sześćdziesięcioparoletnią kobietą, która w sensie psychiczno-emocjonalnym jest już starą kobietą. Ona nie jest już atrakcyjna dla innych osób. Żaden młody z nią nie będzie chętnie przebywał. Jeśliby nawet była wolontariuszką, to z taką marudzącą filozofią życia, nie nadaje się do żadnych aktywności.

I co dalej?

A. B.: Na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Na przykład na sytuację na rynku pracy. Nie wiemy, co nas w tej kwestii czeka. Nigdy nie wiemy też, co się stanie z naszym zdrowiem, chociaż dbając o siebie możemy pewne rzeczy opóźniać, a innym przeciwdziałać. Ale jest jeszcze trzeci obszar, na który na pewno mamy wpływ i o to powinniśmy dbać od samego początku. Najpierw z nauczycielami i rodzicami, potem już sami od momentu, kiedy jesteśmy siebie świadomi. Mówię oczywiście o dbaniu o swoją kondycje psychiczną. O aktywność, o zainteresowania, o pasje, o podtrzymywanie i rozbudowywanie relacji z ludźmi, o nieboczenie się na sąsiadów, o włączanie się w różne akcje, o czytanie gazet, oglądanie telewizji, nawet już te seriale, ale potem koniecznie rozmawianie o nich z innymi. Nie może być tak, że każdy sam, bo taki model starzenia się widzę najczęściej. Jeśli tak ma to wyglądać, to szykujemy sobie straszną starość. Nie każdy ma przy sobie rodzinę. Coraz więcej młodych ludzi wyjeżdża na kontrakty albo daleko od domu. Mają swoje aktywne życie, nie będą na każde nasze zawołanie. Zbliżamy się do modelu francuskiego. Pamięta pan może, nie wiem który to był dokładnie rok, były straszne upały i ileś tysięcy starszych ludzi im wtedy zmarło, bo dzieci i wnuki pojechały na wakacje. U nas to jest jeszcze nie do wyobrażenia, ale już powoli do tego dochodzimy, że będziemy poszukiwać luksusowych domów opieki, jeśli nas będzie na to stać, żeby tych rodziców tam przekazać, bo nie będziemy mieli czasu sami się nimi zajmować. Ale ci rodzice często sami sobie na to pracują. Nie pielęgnują więzi społecznych, począwszy od tych z sąsiadami i najbliższą rodziną, a kończąc na tych wirtualnych i nie włączają się w żadne aktywności na rzecz innych ludzi. A takie aktywności otwierają kolejne szanse dla każdego. Poznaje się nowych ludzi, można realizować swoje pasje, zainteresowania.

Czyli powrót do starych lub odnalezienie nowych pasji jest dobrą drogą do aktywizacji?

A. B.: Ja na przykład nie mam obecnie zupełnie czasu na realizowanie swoich pasji i zainteresowań, bo jestem do tego stopnia pochłonięta pracą. Ale to nie znaczy, że tych pasji nie mam. Jak znajduje chwilę, to zawsze staram się czytać to, co lubię czy słuchać tej muzyki, którą lubię. Dbam o to, starając się chociażby być cały czas na bieżąco. Czytam w gazetach recenzje nowych książek czy płyt. Często nie kupię tego, nie przeczytam, ale wiem, że się coś nowego pojawiło. Teraz na przykład wiele osób starszych w ogóle nie kupuje gazet, bo mówią że oszczędzają. Ale przecież można się tak umówić, że przekazują sobie te gazety. Ja daję zawsze gazety mojej mamie, ona je potem przekazuje sąsiadkom i dzięki temu są cały czas na bieżąco ze zmieniającą się rzeczywistością. Oprócz kobiecych pism, staram się też podrzucać jej tygodniki opiniotwórcze jak „Polityka” czy „Wprost”, żeby czytała różne rzeczy. Można oglądając coś w telewizji, skończyć na tym. Ale można też, idąc do kościoła porozmawiać o tym z sąsiadką. Wracając z tego kościoła można dać się zaprosić na herbatę albo zaprosić kogoś do domu. W ten sposób człowiek zaczyna żyć nie tylko swoimi sprawami, ale wciąga się w inne rzeczy.

Czyli trzeba zacząć od najprostszych aktywności w swoim najbliższym otoczeniu?

A. B.: Tak, tym bardziej, że na pewno z biegiem lat będzie nam się pogarszało zdrowie i samopoczucie – to jest oczywiste. Szczególnie roczniki najstarsze, które mają za sobą te trudne doświadczenia przedwojenne, wojenne i powojenne. Oni sami mówią często o sobie, że są dobrym przedwojennym materiałem, ale to nie były dzieci, o które bardzo dbano więc różne niezaleczone albo źle leczone choroby będą teraz dawały o sobie znać. Z drugiej strony mamy problem z zatrudnieniem osób 50 + na rynku pracy. Nie ma prawie w ogóle dla nich ofert. Pozostaje własna aktywność, inni ludzie, pasje i zainteresowania. W fantastycznej sytuacji są mieszkańcy miast i średnich miasteczek, bo nawet jak im się czegoś nie chce, to potencjalnie te oferty aktywności dla nich są, trzeba tylko wyjść z domu. Ale w tragicznej sytuacji są starsi ludzie w mniejszych, oddalonych od dużych ośrodków miejscowościach. Młodzi ludzie albo już stamtąd wyjechali za pracą albo wracają tylko na weekendy i nie budują w żaden sposób życia kulturalnego takiej miejscowości. Ci starsi ludzie tam są skazani na siebie. W niektórych wioskach już nawet nie ma sklepu, który był miejscem spotkań, bo są duże sklepy niedaleko. Nie ma domów kultury, remiza strażacka już nie tętni życiem, bo nie ma kto tego robić. U lekarza też już ludzie się nie spotkają, bo lekarzom nie opłaca się otwierać małych gabinetów na wsiach. Nie ma już takich miejsc, gdzie można się spotkać, poplotkować, wymienić informacjami na różne tematy – czyli miejsc, które wytwarzają naturalne mechanizmy, które trzymają tych ludzi przy aktywności czyli zdrowiu. Ludzie nieaktywni to zazwyczaj kandydaci do pomocy społecznej.

A patrząc na sprawę z drugiej strony, czyli ze strony osób, organizacji, instytucji, które chcą jakoś zaktywizować te nieaktywne starsze pokolenia – jak to robić, jak wspierać, jak aktywizować?

A. B.: Czasem trochę rozumiem tę bierność. Ja jestem w swoim pokoleniu dzieckiem szczęścia. Mając tyle lat ile mam, mogę nadal aktywnie pracować, realizować swoje pomysły. Absolutnie nie czuję się odstawiona na boczne tory. Wręcz przeciwnie – czasem mam tego już za dużo, wiek daje o sobie znać i czasem już nad wszystkim tak do końca nie panuję. Ale te roczniki przedwojenne, wojenne i powojenne nie mogły się tak realizować i aktywizować, bo miały inne rzeczy do zrobienia. Trzeba się było utrzymać przy życiu, dzieci było więcej. I tu działa ten mechanizm, o którym mówiłam – ci ludzie byli zajęci utrzymaniem się przy życiu i wychowaniem dzieci i w ich życiu często nie było już miejsca na inne aktywności, rozbudowane relacje społeczne. Tu powstaje faktyczny problem – jak aktywizować kogoś, kto rzeczywiście nie jest aktywny, nie był wcześniej aktywny i nie ma w sobie wzorca takiej aktywności.

Jak to rozwiązać?

A. B.: Według mnie jedyną ścieżką, jest robić to mimo wszystko, mimo przeszkód, ale bardzo dbać przy tym, kto to robi. To jest ważne, czy to będą ludzie w tym samym wieku czy troszeczkę młodsi czy całkiem młodzi ludzie. Ja widzę, że największą siłę przebicia mają młodzi ludzie. I tu jest paradoks, bo oni nie rozumieją tych wszystkich zaszłości, czasem idą trochę jak głową w mur, ale często im się udaje, bo nie mają w sobie tych wszystkich stereotypów. Mówię to też na podstawie obserwacji swoich studentów, którzy robili parę lat temu projekty dla seniorów. W sposób systematyczny pracowali w jednym z ośrodków dziennej opieki dla seniorów i totalnie się tam odnaleźli i świetnie współdziałali z tymi starszymi ludźmi. Wnieśli swój entuzjazm, swoje błyszczące oczy, wnieśli przekonanie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Może czasem im do głowy nie przyjdzie, że tam są jakieś ograniczenia, ale dzięki temu zaprzeczają tezie, że od ograniczeń trzeba zaczynać.

Czyli jacy młodzi ludzie powinni zajmować się aktywizowaniem?

A. B.: Przede wszystkim ludzie z entuzjazmem, którzy chcą poświęcić tej starszej osobie swój czas. Ta druga strona myśli sobie wtedy: skoro przyszli do nas z taką energią i otwartością, to znaczy, że jesteśmy dla nich wartościowi, że warto z nami coś robić. Skoro nas do czegoś zachęcają, to znaczy, że jesteśmy jeszcze im do czegoś potrzebni. To są na pewno bardziej animatorzy niż nauczyciele i wykładowcy – tacy ludzie, którzy wciągną tych seniorów do wspólnych działań. Czasem jestem jednak zażenowana pomysłami na animowanie starszych pokoleń. Jak widzę jakieś imprezy pod hasłem aktywności 50+ i widzę jak starsze panie rapują, to czuję się tym upokorzona jako widz. Widać, że często same tego nie wymyślają, ktoś im to narzucił, one oczywiście są w tym bardzo fajne, ale mi jest smutno, jak to widzę. Gdyby te starsze panie robiły to razem z młodymi to może nabrałoby to większego sensu. Widziałabym źródło prawdziwej aktywizacji w uczciwej społecznej relacji. Organizacje pozarządowe, na szczęście, szukają często ludzi, którzy są ideowi, którzy nie traktują tego instrumentalnie, którzy często mają do tych obcych w sumie ludzi taki stosunek jak do swojej babci i dziadka – czyli z jednej strony wymagający, ale z drugiej ciepły i akceptujący, z humorem, z dystansem.

W naszym programie „Seniorzy w akcji” zapraszamy do zgłaszania się właśnie takie pary międzypokoleniowe, które razem potem realizują projekt i na poziomie koncepcyjnym i w późniejszym działaniu.

A. B.: Myślę sobie, że z tymi młodszymi to jest tak, że muszą być po prostu dobrze wychowani, z dobrym wyczuciem sytuacji, zachowujący pewne formy, zdający sobie sprawę, że to, co dla nich nie jest ważne może być ważne dla tej starszej osoby. Z kolei starsze osoby muszą po prostu czasem stonować swoje opinie, przypomnieć sobie, że jak były młode to też inaczej się ubierały i zachowywały. Wtedy będzie im łatwiej zaakceptować wybory młodszych. Stawiałabym w takich międzypokoleniowych parach na bliskie relacje. Jak razem pracujemy, to razem wymagamy od siebie nawzajem. Nie obniżajmy wymagań ze względu na to, że ktoś jest stary. „Dzisiaj mnie boli noga, to nie przyjdę”, „Ale może jednak pani dotrze?”, „Nie, nie dam rady”, „A może będzie pani przynajmniej pod telefonem?” - trzeba nie dać uciec i nie pozwolić na rozwinięcie się takiego przekonania, że „ci młodsi to robią to dla nas z litości”. Najlepiej tak zorganizować te wspólne aktywności, żeby było jasne, że naprawdę my sobie nie damy bez tych starszych rady. Oni wtedy wiedzą, że to jest naprawdę i od nich coś zależy. Wtedy nie rodzi się też takie poczucie w nich, że oni przyszli nas aktywizować i nas teraz aktywizują. To jest kwestia jakości tych relacji na poziomie prawdziwie ludzkim, i głęboko etycznym.

W nawiązaniu do pytania postawionego w jednym z rozdziałów książki "Psychologiczne portrety człowieka" pod Pani redakcją: czy człowiek w późnych latach życia zyskuje coś szczególnego, do czego nie ma dostępu na wcześniejszych etapach swego życia?

A. B.: Kiedyś tylko o tym pisałam. Teraz sama jestem na tym etapie życia i przekonuję się, że dobrze o tym napisaliśmy. Trzeba na początku założyć, że to dotyczy ludzi, którzy dobrze przeżyją swoje życie, czyli takich, którzy panują nad swoim losem. Mogę wszystko wiele razy tracić, być z potarganej historią rodziny, ale nadal mam w sobie ocalone poczucie panowania nad moim życiem. Co wynosimy na starość z tak przeżytego życia? No, na pewno coś tak wyświechtanego, jak mądrość życiową. To jest ważne pojęcie, bo łączy w sobie wiedzę i doświadczenia. Tutaj łączy się ta profesjonalna wiedza zdobywana przez edukację i lata pracy z tą mądrością życiową, której nie da się zapisać. Zdobywamy też wspartą doświadczeniami intuicję, która też nie jest czymś uchwytnym, ale dojrzewa razem z nami. Na pewno mocniej jej ufamy w starszym wieku, bo mamy więcej przykładów na jej skuteczność. To tutaj często się pojawia niezgoda między pokoleniami, bo babcia uparcie nam coś tłumaczy a my jej odpowiadamy, że co ona tam wie. Być może konkretnie to ona faktycznie już niewiele wie, bo jest z innego świata, ale życie ją nauczyło, że jak zrobisz tak, to będzie tak a jak zrobisz inaczej, to będzie inaczej. Tu oczywiście znowu wracamy do tego, że człowiek jest w tym sensie mądrzejszy, jeśli jego życie jest bogate w rozmaite doświadczenia, spotkania, zdarzenia. Taki starszy człowiek ze swoją mądrością i rozpoznaną własną intuicją może często być wspaniałym doradcą, mentorem lub kimś kto nie poda nam konkretnego rozwiązania, ale każe nam się jeszcze przez chwilę nad czymś zastanowić zanim podejmiemy ostateczną decyzję.

A co poza tą mądrością?

A. B.: Widzę też u starszych osób, które przeżyły dobrze swoje życie taką pogodę, optymizm i wielkoduszność. Z wiekiem mija już takie sztywne trzymanie się różnych reguł. Łatwiej jest mi machnąć ręką, zgodzić się na pewne odstępstwa, nie dlatego, że coś lekceważę, tylko dlatego, że więcej widzę i rozumiem. Nazwałabym to odejściem od reguł na rzecz sensu. To jest taka prawdziwa empatia.

Jeszcze coś co zyskujemy na starość?

A. B.: Myślę jeszcze o sieci kontaktów społecznych. Ja na przykład chętnie włączam w swoją sieć swoich startujących dopiero w zawodzie doktorantów. I kiedy ja się wyłączę, to oni zostaną. Piszemy razem artykuły, zaznajamiam ich ze swoimi znajomymi na konferencjach naukowych. Erikson powiedział, że ludzie, którzy nie mają swoich własnych dzieci powinni potraktować swoich młodszych współpracowników jako pokolenie, któremu można coś zostawić. Nie tylko swoją wiedzę i doświadczenia, ale także swoje kontakty, relacje. To jest dzisiaj bardzo ważne.

Co z psychologicznego punktu widzenia jest pozytywnego w starzeniu się?

A. B.: Na pewno z biologicznego punktu widzenia nic. Bo mam tyle planów i pomysłów, że nie chciałabym się starzeć. Ale z psychologicznego punktu widzenia, to dla mnie fajne jest poczucie spełnienia. Fajne jest poczucie dobrze przeżytego życia. Jeszcze raz podkreślam, że nie mam tu na myśli życia usłanego różami. Dobrze przeżyte czyli zawsze w moich rękach. Nie zawsze mogłam wszystko zrobić tak, jak chciaam, wszystkiemu złemu zapobiec, ale przynajmniej wiem, że się starałam. Potem na pewno też fakt, że mam dużo wspaniałych znajomych, że zostawię po sobie dużo dobrych wspomnień, że byłam ważną osobą dla wielu osób. Nie każdy zostawia po sobie materialne ślady, po mnie majatku wiele nie zostanie. Ale to, co zostaje po nas we wspomnieniach, kontaktach jest bardzo ważne. Wielu ludzi tego nie ma na własne życzenie. Dzisiaj to grozi agresywnie robiącym karierę trzydziesto- i czterdziestolatkom. Odsuwają od siebie wejście w stały związek, czyli w jakieś zobowiązanie, odsuwają decyzję o dziecku, potem o kolejnym dziecku, odcinają się od swoich korzeni, nie ma się siły, więc się nie pielęgnuje więzi sąsiedzkich – na własne życzenie taki człowiek szykuje sobie straszną starość. Bez ludzi. I bez jakiejkolwiek sensownej aktywności.


ANNA IZABELA BRZEZIŃSKA - profesor zwyczajny UAM w Poznaniu, członek Komitetu Psychologii PAN, kierownik Zakładu Psychologii Socjalizacji i Wspomagania Rozwoju w Instytucie Psychologii UAM, lider Zespołu Wczesnej Edukacji i członek Rady Naukowej Instytutu Badań Edukacyjnych w Warszawie; autorka prac z zakresu psychologii rozwoju, edukacji i zdrowia publicznego; autorka monografii (kilka wydań) Społeczna psychologia rozwoju, współautorka książki W poszukiwaniu złotego środka, Rozmowy o rozwoju człowieka (2005); redaktorka i autorka podręczników, m.in. Portrety psychologiczne człowieka, Praktyczna psychologia rozwojowa (2005) oraz serii ośmiu tomów poświęconych szansom i zagrożeniom rozwoju od dzieciństwa po późną dorosłość; współredaktorka książki Problemy etyczne w badaniach i interwencji psychologicznej wobec dzieci i młodzieży (2007) oraz redaktorka czterech serii publikacji poświęconych aktywizacji zawodowej osób z ograniczeniami sprawności: Osoby niepełnosprawne; Przeciw wykluczaniu z rynku pracy; Osoby z ograniczeniem sprawności na rynku pracy; Aktywność zawodowa osób z ograniczeniami sprawności.

poniedziałek, 2 lipca 2012

MODEL DOMU SĄSIEDZKIEGO


„Najlepiej pomaga innym ten, kto wskazuje jak sami mogą sobie pomóc” - ten cytat z Goutheya otwiera stronę Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej. Od lat Fundacja wprowadza w życie idee przemian społecznych realizowanych z ludźmi i dla ludzi. W ramach projektu „CEAL – nowe spojrzenie na ekonomię społeczną z perspektywy brytyjskich doświadczeń” współfinansowanego ze środków UE, wypracowali Model Domu Sąsiedzkiego. Model ten wcielają w życie w Gdańsku. Wypracowali na gdańskiej Oruni model partnerskiej współpracy i porozumienia lokalnych instytucji, organizacji oraz właścicieli firm z terenu dzielnicy i otworzyli Dom Sąsiedzki Gościnna Przystań.

Idea domów sąsiedzkich jest zaczerpnięta ze świetnie prosperujących od lat w Anglii, Irlandii, Niemczech czy Holandii – community centers. Zaczęło się od otwierania takich centrów w ubogich dzielnicach lub zepchniętych na margines miasta, by wyrównywać szanse społeczne. Teraz domy sąsiedzkie funkcjonują już w szerszych obszarach. Stały się miejscami kształtującymi lokalne społeczności, zbierającymi dobre praktyki, integrującymi mieszkańców i uruchamiającymi ich potencjał w bezpośrednich działaniach. Mieszkańcy współtworzą takie centrum razem z siecią wspierających organizacji, instytucji i prywatnych firm. Zagraniczne community centers mają też często charakter przedsiębiorstw społecznych, co powoduje, że zarabiają na utrzymanie budynków i sfinansowanie prowadzonych w nich programów.

W Gdańsku zaczęło się od zawiązania koalicji Urzędu Miasta, Fundacji Regionalne Centrum Informacji i Wspomagania Organizacji Pozarządowych i 11 organizacji pozarządowych, działających w obszarze społeczności lokalnych. Nazwali się Gdańską Siecią Partnerstw Lokalnych. W sieci znalazła się też Gdańska Fundacji Innowacji Społecznej. Dyskusje, doświadczenia animacyjne, problemy z finansowaniem tych działań, stały się dla Sieci punktem wyjścia do szukania rozwiązań w ramach ekonomii społecznej. Zaczęli na wzór zachodnioeuropejski rozwijać w Gdańsku ideę Domów Sąsiedzkich, jako miejsc działających długofalowo, skupiających aktywność mieszkańców i odpowiadających na potrzeby lokalnych społeczności. Wypracowany przez nich model zbiera rekomendacje i wyznacza podstawowe obszary funkcjonowania takiego domu. Jest też swoistą instrukcją jak taki dom sąsiedzki stworzyć, od czego zacząć, o czym nie zapomnieć, jak go potem utrzymać. Twórcy tego modelu korzystają z wieloletnich doświadczeń Brytyjczyków, przekładając je na polskie realia społeczne. 

Idea Domu Sąsiedzkiego ma w Polsce charakter innowacyjny, ponieważ brakuje w naszym kraju modelowych rozwiązań, wskazujących w jaki sposób tworzyć i rozwijać miejsca stymulujące aktywność i integrujące społeczność lokalną. Ważnym zagadnieniem dla Gdańskiej Sieci Partnerstw Lokalnych stał się też sposób finansowania takiego Domu Sąsiedzkiego, tak, żeby był on częściowo niezależny finansowo i mógł działać długofalowo, bez typowej dla polskich organizacji pozarządowych walki o płynność finansową. Tutaj twórcy modelu ponownie odwołują się do doświadczeń brytyjskich partnerów w utrzymywaniu finansowym community centers.

Opracowanie modelu Domu Sąsiedzkiego podzielone zostało na kilka obszarów: ideę działania, odbiorców, organizację działania, ewaluację działań, aspekty finansowe i podstawy prawne do ich tworzenia i funkcjonowania. 

Twórcy modelu zaczynają od idei, jako podstawie decyzji o podjęciu działań, których celem jest utworzenie Domu Sąsiedzkiego. Stwierdzają, że tworząc go, należy wyznaczyć sobie misję, która zdefiniuje kim są twórcy domu i jakie są ich cele. Według nich, świadomość wartości, na jakich oparte będzie działanie Domu, jest pierwszym krokiem do wyznaczenia celów i stworzenia strategii działania.

Jeżeli chodzi o odbiorców, twórcy modelu rekomendują stworzenie przyjaznej i otwartej na różnorodność osób i grup przestrzeni, w której będą oni wykorzystywać swój potencjał. Zwracają również uwagę na wzmacnianie podmiotowości członków społeczności oraz sprzyjaniu powstawaniu oddolnych, samodzielnych i niezależnych inicjatyw mieszkańców.
Potem przechodzą do szczegółowego planu zakładania Domu Sąsiedzkiego, z którego możemy uzyskać rekomendację na temat rozpoznania zasobów i potrzeb lokalnej społeczności, gdzie utworzyć Dom Sąsiedzki, jakie są niezbędne zasoby do utworzenia Domu, jak stworzyć ramy organizacyjne, zebrać niezbędny personel, stworzyć ofertę Domu oraz jak szukać współpracowników i sojuszników w lokalnej społeczności. 

W dalszej części opisu modelu przeczytamy o znaczeniu ewaluacji działań Domu, która pozwoli zbadać czy faktycznie zaspokajamy potrzeby lokalnej społeczności oraz o planowaniu sfinansowania inwestycji jaką jest stworzenie takiego Domu i utrzymywanie go potem.

Przykładem wdrożenia modelu jest Dom Sąsiedzki Gościnna Przystań na Oruniu w Gdańsku. Dom prowadzi szereg działań, m.in.: świetlicę, kącik prasowy, różnorodne warsztaty dla seniorów, Klub Seniora i Klub Młodych, kafejkę internetową, szkołę dla rodziców. Stale pojawia się oferta nowych warsztatów. Dzieci i młodzież oprócz świetlicy, mogą korzystać z zajęć tanecznych, modelarskich, kulinarnych, komputerowych, etc. W Domu mają również miejsce próby zespołu muzycznego. Dom został wyremontowany dzięki dużemu wsparciu i zaangażowaniu mieszkańców i jest miejscem, które chętnie odwiedzają. Oby inicjatyw opartych na integrowaniu i aktywizowaniu lokalnych społeczności było coraz więcej. Czekamy na kolejne Domy Sąsiedzkie w innych miastach w Polsce. 

CO SIĘ DZIAŁO W 4. EDYCJI "SENIORÓW W AKCJI"? vol. 2

KRUPSKI MŁYN
Relacja Marty Knopik: Joasia Mikulska o czwartej nad ranem przekręciła klucz w swoim norweskim domku, by być w Krupskim Młynie na czas. Pan Krzysztof z panem Marianem, dwaj seniorzy z fotografii, w południe skakali po drabinkach, mocując liny. Magda zaznaczała punkty na asfaltowej mapie. Słońce przebijało się przez chmury. Daniel pilnował, dowoził kredę z przedszkola. Karolina, Ola, Agata i Michasia ułożyły czereśnie i plasterki arbuza, odganiając muszki, marzące o kąpieli w żółtych szklankach. Wyobrażam sobie, ile kobiet stało przed lusterkiem i malowało usta o 17.15. Zapinały perełki, zakładały klipsy, może polerowały ślubne obrączki i mówiły do mężów, którzy woleliby obejrzeć kolejny mecz: - No choodź. Obserwując ludzi z boku, od razu można powiedzieć, czy ktoś jest zainteresowany, czy nie. Patrzenie na to, z jaką uwagą czytają, było dla mnie największą przyjemnością. Wiatr poruszał płachtami, a oni stali, rozpoznawali na zdjęciach siebie, swoich przyjaciół i sąsiadów, dopasowywali twarze, wykrzykiwali nazwiska. Stali, zakładając ręce, ściskając w dłoni wilgotną chusteczkę, czasem się śmiejąc, czasem wzdychając do dawnych czasów.


PĘGÓW
W Pęgowie zakończyły się warsztaty ogrodniczo-zielarskie dla młodych, starszych i najstarszych. Uczestnicy dowiedzieli się jak hodować zioła, do czego używać ich w kuchni, jak stosować je w pielęgnacji urody. Wykłady prowadziły animatorki w różnym wieku, będące ekspertami w dziedzinie biologii, plastyki, architektury. Efektem warsztatów jest publikacja „Zeszyt Ziołowego Pęgowa”, w którym znalazły się najciekawsze przepisy kulinarne z zastosowaniem aromatycznych, naturalnych przypraw. Uczestnicy projektu przygotowali także pokazowy ogródek ziołowy i  podczas lokalnego święta – Dnia Truskawki, zaprezentowali stoisko zielarskie, które cieszyło się dużym zainteresowaniem.


WARSZAWA
Relacja Joanny Tomiak: Przez 9 miesięcy w ramach projektu "Warkocze M." w międzypokoleniowej grupie zgłębiałyśmy historie kobiet z Muranowa oraz sztukę komiksową. Podczas wspólnych spotkań uczyłyśmy się rysować, planować kadr, pisać scenariusze komiksów, jak również poznawałyśmy historię kobiet będących przynajmniej przez pewien czas związanych z Muranowem. Zwieńczeniem projektu jest publikacja zawierająca efekty naszej wielomiesięcznej pracy. Są to oczywiście komiksy, w których przeplatają się herstorie nasze z herstoriami kobiet z przeszłości. Publikacja ta miała swoją premierę 23.06.2012 w lokalu UFY, na warszawskich Nowolipkach. Finał rozpoczął się piknikowym spotkaniem, ogladaniem wystawy oraz zachwytami nad publikacją. Następnie odbyła się dyskusja "Dlaczego warto zajmować się historią kobiet?", w której m.in. wzięła udział Sylwia Chutnik – przewodniczka miejska, autorka książek "Kieszonkowy Atlas Kobiet". To na pewno nie koniec naszej wspólnej pracy i spotkań, Kobiety z Muranowa na pewno będą się dalej spotykać, i można do nich dołączyć, do czego zapraszamy!


WŁOCŁAWEK
Historia Włocławka nierozerwalnie połączona jest z losami członków gminy ewangelickiej. Jednak dla współczesnej młodzieży są to tylko postaci znane z nazw ulic. Dzięki zapałowi młodszych i starszych pasjonatów genealogii, dzieje włocławskich ewangelików zostały odkryte na nowo. Grupa młodzieży ze szkół ponadpodstawowych i seniorów, poszukiwała informacji o osobach upamiętnionych tablicami trumiennymi, które znaleziono podczas remontu kościoła. Z zebranej dokumentacji stworzona została wystawa w kościelnym lapidarium. Powstała także mapa cmentarzy ewangelickich na terenie powiatu oraz wydany w 100 egzemplarzach przewodnik po miejscach związanych z ewangelickimi przemysłowcami. Na koniec uczestnicy zabrali mieszkańców na wspólny spacer po wyznaczonej w przewodniku trasie.