środa, 30 maja 2012

OSWOIĆ INNEGO



O Archipelagu Pokoleń - nowym kursie interdyscyplinarnym dla osób 50 + Towarzystwa Inicjatyw Twórczych ę i Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, z prof. UW Wojciechem Pawlikiem rozmawia Łukasz Czapski.

Łukasz Czapski: Skąd pomysł na taki kurs dla osób starszych jak „Archipelag Pokoleń”?

Wojciech Pawlik: Od wielu lat rozwija się wokół nas idea Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Jest ich bardzo wiele. Ze swoich osobistych, rodzinnych, towarzyskich obserwacji zauważam na co dzień, że dynamika przemian kulturowych we współczesnym świecie sprawia, że światy naszych rodziców czy dziadków są nieinteresujące albo niezrozumiałe dla pokolenia ludzi młodych. I na odwrót, przemiany kulturowe i doświadczenia młodszego pokolenia są niezrozumiałe dla starszych, często nawet na poziomie językowym. Ja sam łapię się czasem w autobusie czy tramwaju, że nie zawsze rozumiem o czym rozmawiają młodzi ludzie. Oczywiście domyślam się o czym, ale wiele jest słów niekoniecznie dla mnie zrozumiałych.

Jak to jest z tymi językami starszych i młodszych?

W. P.: Mam w rodzinie kilka mocno starszych już osób i podczas przyjęć rodzinnych bardzo często siedzę obok nich z notesem i zadaję pytania, bo wiele określeń jest dla mnie niezrozumiałych. Ktoś tam mówi na przykład: „A pamiętasz, jak chodziłam w fildekosach?”, to ja od razu pytam: „Przepraszam, a co to są fildekosy?”, „No jak to? Nie wiesz? To przecież jest taka cieniutka, bawełniana przędza, z której robiło się pończochy.” No i potem dowiaduję się, że przed wojną panienki chodziły do gimnazjum w fildekosach właśnie, bo w pończochach jedwabnych mogły chodzić tylko damy albo kobiety lekkich obyczajów. Potem z drugiego końca stołu słyszę: „Oj, nie dołożę sobie już ciasteczka, bo będę miała dużą sempiternę”, „A przepraszam, co to jest sempiterna?”, no i zaczyna się opowieść o sempiternie, czyli przysłowiowym „pójdzie mi w biodra”. Na poziomie językowym takich sytuacji jest więcej.

Czy zawsze trzeba się dopytywać o znaczenia poszczególnych słów?

W. P.: Sytuacja jest łatwiejsza, gdy posiada się dzieci. Ja mam dodatkowo kontakt ze studentami, więc jestem dwujęzyczny i nie mam problemu z komunikowaniem się z młodszymi. Ale pewne słowa stają się dla nas tak oczywiste, że nie przychodzi nam do głowy, że mogą być nieoczywiste dla osób starszych. Na przykład na poziomie reklamy, i to często w oficjalnych mediach. Kiedyś w wakacje w jednym z dzienników widziałem reklamę: „Wyprzedaż dżinsów. Zajebiste!”. Dla osób, które odebrały tzw. dobre wychowanie, użycie, zwłaszcza publiczne, takich słów jest to nie do pomyślenia, ale dla wielu młodych ludzi to słowo jest normalne, nie budzi oporów i zdziwienia. Kiedyś mój syn wytłumaczył mi znaczenie słowa lamus, które dla mojego pokolenia też jest oczywiste – ale w innym znaczeniu. Dowiedziałem się od niego, że lamus nie oznacza już składzika rzeczy niepotrzebnych i nieużywanych, w języku młodzieżowym lamus to oferma, nieudacznik. W żadnym słowniku języka polskiego takiego znaczenia tego słowa nie znalazłem. Potem napisałem scenariusz filmowy pt. „Lamus” właśnie. Poszedłem na spotkanie z producentami, którzy najpierw mnie zapytali, czy scenariusz dzieje się w antykwariacie albo gdzieś na jakimś stryszku. Byli w moim wieku i pomyśleli to samo co ja, zanim dzięki synowi nie poznałem innego znaczenia tego słowa. To pokazuje dobrze, że to co jest oczywiste w jednym świecie pokoleniowym, nie jest wcale oczywiste w drugim.

Czy te światy mogą się spotkać?

W. P.: Tak. Stąd właśnie wziął się pomysł na stworzenie tego specyficznego uniwersytetu trzeciego wieku jakim będzie Archipelag Pokoleń. Żeby uczyć się wzajemnie swoich słów, kodów kulturowych i nowych zjawisk społecznych. Bardzo często one nie są wcale aż tak bardzo różne. One siężnią na poziomie nazywania, czyli takiego powierzchniowego, etnograficznego stafażu. Kiedyś się mówiło, że się idzie na bibkę, później, że na prywatkę, a teraz się chodzi na domówkę. Mówimy o tym samym, czasem trzeba to sobie przetłumaczyć i powiedzieć na przykład babci, że domówka to to samo co kiedyś bibka.
My mamy bardzo wielu młodych wykładowców w naszym Instytucie, którzy badają właśnie nowe zjawiska zachodzące w kulturze, czyli w sferze kultury cyfrowej, w internecie, na stadionach, w klubach, etc. Mają ten przywilej wieku, że często mogą się wtapiać w te środowiska, uczyć się ich języka – są jednymi z nich. Nie ma tego dystansu, który jest pomiędzy starszym badaczem a młodym środowiskiem badanym. Pomyśleliśmy sobie, że Archipelag Pokoleń w naszym Instytucie nie tyle byłby ofertą uczenia jakiejś wyspecjalizowanej wiedzy czy konkretnych umiejętności (takich, jak na przykład obsługa komputera), tylko, że spróbujemy nauczyć uczestników rozumieć ten nowoczesny świat.

Czyli jaki świat?

W. P.: To nie jest tak, jak czasem myślą ludzie w wieku emerytalnym, że ich świat społeczny, ich cywilizacja się kończy. A tym bardziej, że świat „lepszy” wypierany jest przez świat cywilizacyjnie „gorszy”. Wiele rzeczy, które dzieją się aktualnie, jest – choć nie zawsze to dostrzegamy - kontynuacją czegoś, co osobom starszym jest bliskie. To jest cały czas przecież ten sam świat, tylko że pojawiły się w nim nowe formy, nowe zjawiska, stwarzające mylne wrażenie, że to co dawne, to już nieodwołalnie nicość. Mamy nadzieję, że po kursie uczestnicy lepiej będą rozumieli ten nowy, nowoczesny i ponowoczesny świat pokolenia dzieci i wnuków, ale też, że dzięki temu będą lepiej funkcjonowali w życiu prywatnym – będą mogli lepiej międzypokoleniowo się komunikować, i jednocześnie mniej oceniać. Na przykład, w ten sposób ktoś starszy może lepiej zrozumieć zjawiska zachodzące na stadionach i kibiców, których wszystkich do tej pory traktował jako jednolitą grupę wandali. Dla socjologa zachowania i kultura kibiców, a nawet pseudokibiców, są normalnym zjawiskiem socjologicznym, które zamiast „na dzień dobry” potępiać, należy najpierw starać się poznać i zrozumieć. Warto zapytać o to, gdzie ci młodzi ludzie mogą dziś zaspokoić uniwersalną i ważną dla każdego człowieka i w każdym pokoleniu potrzebę wspólnoty, poczucia tożsamości, zbiorowej dumy i przynależności. Jeśli ktoś starszy to zrozumie, to od razu przypomni sobie, że on te same potrzeby zaspokajał w harcerstwie, które kiedyś było organizacja masową, należał do swojej drużynę, miał swoje barwy, przyśpiewki, zawołania, totemy, robił podchody i wykradł innym chusty i flagi na obozach harcerskich. Zrozumieć, to oczywiście nie znaczy usprawiedliwiać, zwłaszcza jeśli mówimy o patologii, rozwydrzonych chuliganach stadionowych itd., ale sprowadzając bogactwo zjawiska kibicowania do zwykłego bandytyzmu utrudniamy sobie możliwość zobaczenia w kibicach siebie z czasów młodości – choć w innym, bardzie poprawnym normatywnie i obyczajowo kontekście. Mam nadzieję, że na zajęciach Archipelagu dojdzie do kulturowego spotkania dwóch pokoleń, które niekoniecznie są od siebie aż tak bardzo różne jak im samym może się wydawać.

Czym według pana, według stosowanych nauk społecznych, jest lub może być dialog między pokoleniami?

W. P.: W antropologii kulturowej używamy pojęcia Innego. Niegdyś tym Innym, tym dzikim byli Triobriandczycy czy Pigmeje, a dzisiaj tym Innym są ludzie żyjący w innych niszach kulturowych niż my. Dla człowieka, który wychował się w rodzinie inteligenckiej w Warszawie tym Innym może być na przykład ktoś, kto żyje we wsi popegeerowskiej. Kiedyś mój znajomy ze zdziwieniem stwierdził, że nie zna nikogo, kto nie ma wyższego wykształcenia. Dla takich osób taki kibic czy bezrobotny to są właśnie Inni, których się obawiają, bo to są przybysze z innej planety. Dla profesora uniwersyteckiego człowiekiem kulturowo mu bliskim, z którym doskonale się rozumie, bardziej może być inny akademik z Berlina czy Londynu, niż przysłowiowy bezrobotny spod Mławy. Bliskość lub dystans kulturowy nie muszą być budowane wedle kryterium przynależności narodowej, czasami lepiej rozumiemy się z kolegami mieszkającymi w innych krajach, ale należącymi do podobnej grupy zawodowej czy też podobnie ulokowanych w strukturze klasowo-warstwowej, niż z osobami żyjącymi tu, w tym samym kraju. Tę kategorię Inności można dziś przyłożyć także do młodych i starszych. Te różne pokoleniowe światy się rozjechały, bo przeżyliśmy w ostatnich kilkudziesięciu latach trzy ogromne rewolucje kulturowe. Jedna to była wojna. Potem upadek komunizmu. To już był wystarczający szok dla polskiego społeczeństwa. Minęło kilka lat, weszliśmy do Unii Europejskiej. Nastąpił jeszcze większy szok kulturowy. I te wszystkie doświadczenia, cała ta wiedza są tak mocno osadzone w doświadczeniu biograficznym, że stają się wręcz nieprzekazywalne, zwłaszcza młodym ludziom, urodzonym w rzeczywistości posttransformacyjnej.

Co możemy z tym zrobić?

W. P.: Wartością jest spotkanie z tym Innym. Wtedy prawie zawsze widzimy, że ten Inny nie jest wcale aż tak bardzo od nas odmienny, po prostu pewne rzeczy robi inaczej, ale to ciągle są te same potrzeby, pragnienia i motywacje. Mam nadzieje, że na naszym kursie starsi będą się uczyć od naszych młodych wykładowców tego, że ten nasz świat aż tak bardzo się nie zmienia, a starsi też podzielą się swoją wiedzą i pomysłami z młodszymi udowadniając, jak szkodliwy jest stereotyp, że trzeci wiek to czas przechodzenia na tak zwaną kulturową zwałkę.

Co według Pana może być ciekawego dla starszych osób w stosowanych naukach społecznych?

W. P.: Z mojego punktu widzenia to, co byłoby najbardziej ciekawe, to doprowadzenie do zmiany postrzegania kategorii Innego i doprowadzenie do postrzegania go jako Normalnego. To jest największa wartość budowania społecznej wspólnoty – sprawienie, by świat był zróżnicowany i jednocześnie, by pomimo tej różnorodności, był uniwersalny. Są oczywiście ludzie starsi, którzy zamykają się w domach, słuchają, powiedzmy Radia Maryja, chodzą do kościoła, potem cmentarz, i znowu do domu. To jest ich wybór – dobrowolnie dokonują swoistego samowykluczenia społecznego, zamknięcia w swoim kulturowym getcie. Przemiany zachodzące w świecie ich nie interesują lub traktują je jednoznacznie jako zagrożenie. Świat ich młodości i wieku dojrzałego, taki, jakim go pamiętają, jednak już nie istnieje, bo nasz spójny kanon kulturowy w ostatnich latach pękł. Nie dość, że w ogóle coraz mniej czytamy, to coraz mniej czytamy tych samych książek, coraz mniej oglądamy tych samych filmów, coraz mniej jest wspólnie dyskutowanych wydarzeń kulturalnych, więc trudno jest nam wspólnie to przeżywać. Świat jest obecnie wielowymiarowy, wielokulturowy, ale nadal te różnice nie są na tyle duże, żebyśmy przestali być archipelagiem. Każdy pokolenie jest osobną wyspą, ale te wyspy leżą blisko siebie, tworząc archipelag pokoleń właśnie.

Społeczeństwo się starzeje, ale wciąż mamy problem z dotarciem i zaktywizowaniem osób starszych. Jak Pan myśli, z czego to wynika? Z małej oferty?

W. P.: Myślę, że wiele osób starszych dziedziczy wzór seniora-emeryta, który jeździ na działkę, zajmuje się wnukami i wspomina to, co było. Wyraża się to wszystko w określeniu „za moich czasów...”. Według mnie nie ma czegoś takiego jak „za moich czasów...”, bo bez względu na to, ile mam lat, nadal żyję swoim życiem, czyli „moje czasy” są cały czas. To przesunięcie w stronę aktywności w fazie życia trzeciego wieku jest już zaawansowane w krajach Zachodu, ale powoli i systematycznie zachodzi także w naszym społeczeństwie. Widać to na przykład w mediach, które robią coraz więcej, żeby zmienić wizerunek starości. Samo słowo starość zmienia zresztą na naszych oczach swój dawny sens, zawężane jest do ludzi mocno już wiekowych i schorowanych. Oferta naszego kursu nie jest adresowana stricte dla emerytów i ludzi „starych”. Zapraszamy ludzi, którzy mentalnie – choć niekoniecznie metrykalnie - czują się w średnim wieku, są nadal aktywni i ciekawi świata, i chcą atrakcyjnie spędzić czas, żeby się rozwijać. Bo człowiek, jako prawdopodobnie jedyna istota gatunkowa, ma ewolucyjnie nabytą zdolność rozwijania się i uczenia do końca życia.

Jakie jest Pana marzenie w związku z Archipelagiem Pokoleń?

W. P.: Moim marzeniem jest, żeby nastąpiła obopólna korzyść. Jestem pewien, że osobami, które bardziej z tych wykładów i warsztatów skorzystają, będą nasi słuchacze. Ale moim cichym pragnieniem jest to, żeby również wykładowcy na tej wymianie skorzystali, bo problem kulturowej gettyzacji nie dotyczy tylko ludzi starszych, ale też ludzi młodszych. To jest trochę tak jak z przejmowaniem obowiązków rodzicielskich przez mężczyzn, przez ojców. Współcześnie rodzicielstwo stało się doświadczeniem obojga rodziców, a nie tylko doświadczeniem kobiety. Najpierw uważaliśmy, że kobiety są zamknięte w getcie obowiązków macierzyńskich i domowych, a mężczyźni są uprzywilejowani, bo dzięki takiemu podziałowi obowiązków mają więcej czasu, by móc realizować się zawodowo. Jest w tym sporo racji. Dzisiaj jednak uświadamiamy sobie także, że mężczyźni przez te wszystkie lata też na tym podziale ról rodzinnych sporo stracili. Byli odseparowani od doświadczenia tych wszystkich emocji i satysfakcji, które wiążą się z aktywnym rodzicielstwem i intensywnym, bliskim kontaktem z dzieckiem. Mnie się wydaje, że to odseparowanie świata ludzi starszych i młodszych polega na czymś podobnym; nie tylko osoby starsze na tym tracą, ale tracą coś ważnego także ludzi młodsi. Więc jeśliby wykładowcy i słuchacze Archipelagu Pokoleń w czasie warsztatów i zajęć nawzajem sobie coś ze swoich pokoleniowych doświadczeń przekazali i na tym skorzystali, to cel tej inicjatywy edukacyjnej zrealizowany byłby z nawiązką.



Wojciech Pawlik – socjolog, dyrektor Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik Katedry Socjologii Moralności i Aksjologii Ogólnej. Zajmuje się szeroko rozumianą problematyką wartości i religijności społeczeństwa polskiego. Autor wielu publikacji i ekspertyz dotyczących przemian aksjologicznych i obyczajowych we współczesnej kulturze, m. in. książki „Prawo. Moralność. Gospodarka alternatywna” (1988), „Grzech. Studium z socjologii moralności” (2007), współredaktor książek: „Bóg. Szatan. Grzech. Studia socjologiczne” (1990, 1992) t. 1-2, „A miało być tak pięknie… Polska scena publiczna lat dziewięćdziesiątych” ((1994), „Szkoła czy parafia? Nauka religii w świetle badań socjologicznych” (1995), „Emocja a kultura i życie społeczne” (2009), „Style życia, wartości, obyczaje. Stare tematy-nowe spojrzenia” (2012).


WSTĘP DO DIALOGU MIĘDZY POKOLENIAMI


- Lubię kiedy się uśmiechasz.. kiedy grasz ze mną we frisbee.. kiedy mnie nie oceniasz.. kiedy nie żujesz gumy jak ze mną rozmawiasz.. kiedy pieczemy razem ciasto.. kiedy głaszczesz mnie po głowie.. Nie lubię kiedy mnie pouczasz.. kiedy mnie nie słuchasz.. kiedy nie patrzysz mi w oczy.. kiedy nie masz dla mnie czasu.. kiedy się spóźniasz.. kiedy wzbudzasz we mnie poczucie winy.. Nie lubię gdy ciebie nie ma - to niektóre ze zdań, które padły w jednym z ćwiczeń podczas warsztatu międzypokoleniowego, zorganizowanego przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych ę. Wypowiadali je i starsi i młodsi, myśląc o konkretnych osobach, z którymi są w międzypokoleniowych relacjach.
24 maja zaprosiliśmy na warsztat zarówno starszych jak i młodszych liderów zrealizowanych, bądź wciąż trwających projektów społeczno-kulturalnych z programu "Seniorzy w akcji". Po kilku latach organizowania programu, do którego zgłaszają się często międzypokoleniowe pary, stwierdziliśmy, że pora zaprosić ich, żeby razem z nami przyjrzeli się temu zagadnieniu w oparciu o swoje doświadczenia. 
Animatorka i trenerka - Justyna Sobczyk, wykorzystując metody okołoteatralne, wspólnie z grupą wzięła na warsztat właśnie kwestie związane z dialogiem międzypokoleniowym. Interesowało nas czym jest w ogóle dialog między pokoleniami? Jak go nawiązywać i jak o niego dbać? Kiedy jest udany a kiedy do niego nie dochodzi? Co daje obu stronom?
Warsztat był bardzo intensywny. Pracowaliśmy zarówno w międzypokoleniowych parach, jak i w większych grupach. Była praca z ciałem, elementy improwizacji, jak i wizualizowanie swoich myśli w rysunkach i zapisach. Wreszcie były też rozmowy.
Szybko posypały się pierwsze spostrzeżenia i osobiste, szczere refleksje. Wiele osób odwoływało się do doświadczeń ze swoich projektów, realizowanych w ramach "Seniorów w akcji". Pojawiały się też głosy, że dialog międzypokoleniowy zaczyna się w rodzinie. Sporo było dyskusji o poczuciu starości, które okazało się być obce wielu starszym uczestnikom warsztatu. Mówili oni dużo o krzywdzących stereotypach i o pasji życia, która nie pozwala im nazywać siebie samych starymi ludźmi. Pojawiło się też wiele ciekawych głosów na temat przepaści między pokoleniem najstarszym i średnim. Wielu uczestników twierdziło, że dużo lepsze mają relacje z wnukami, niż z pokoleniem swoich dzieci. Pojawiły się refleksje, że być może kluczem do budowania trwałych i prawdziwych relacji między pokoleniami jest łączenie w grupy osób w jak najbradziej zróżnicowanym wieku. Tak, żeby każde pokolenie miało swojego przedstawiciela.
Dyskusja, która zamykała warsztat była tak naprawdę dopiero początkiem rozmowy, która mogłaby trwać zdecydowanie dłużej. Właśnie dlatego między innymi zdecydowaliśmy się zorganizować ten warsztat. Bo chociaż coraz więcej się mówi o dialogu międzypokoleniowym, a samo pojęcie stało się nawet w pewnym sensie modne, dyskusja wokół tego zagadnienia rzadko wychodzi poza ciągle powtarzane te same zdania. Jedno jest pewne - budowanie relacji międzypokoleniowych jest bardzo trudne ale jeśli się udaje, przynosi obu stronom niezwykle dużo satysfakcji i wiele korzyści.
Szerszą relację i wypracowane rekomendacje, będzie można obejrzeć już niedługo w specjalnym materiale filmowym, który właśnie powstaje. 

fot. Ula Klimek

WARTO POMYŚLEĆ O MENTORINGU



Mentoring to partnerska relacja między mistrzem a uczniem, zorientowana na odkrywanie i rozwijanie potencjału ucznia. Opiera się na inspiracji, stymulowaniu i przywództwie. Gordon Shea twierdzi, że mentorzy to ludzie, którzy poprzez własną pracę i działanie pomagają innym wykorzystać ich własny potencjał.
Krajem, który zdaje się od wielu lat dobrze rozpoznawać potencjał osób starszych jako mentorów i wolontariuszy działających na korzyść lokalnych społeczności, są Stany Zjednoczone. Od ponad 40 lat amerykański rząd realizuje i wspiera wiele programów opartych na narzędziach mentoringu. między innymi program dla osób 55+ – Senior Corps.
Działania Senior Corps są oparte na przekonaniu, że wiele osób po 50-ce jest wciąż w pełni sił, ma duże doświadczenie i chęć dokonywania rzeczywistych zmian w otaczającym ich świecie. Są to zarówno gospodynie domowe, byli właściciele firm, pielęgniarki, rolnicy, sprzedawcy, artyści czy osoby z kadr kierowniczych.
Senior Corps łączy osoby 55+ i organizacje, które potrzebują ich najbardziej. Pomaga im stać się mentorami, trenerami, opiekunami albo wnieść swoje kwalifikacje zawodowe i doświadczenie w projekty społeczne realizowane przez organizacje pozarządowe.
Senior Corps łączy obecnie ponad 500,000 Amerykanów gotowych do wolontariackiej pomocy innym. Organizacja działa w 3 głównych obszarach: mentoring dzieci i młodzieży, wsparcie osób mniej sprawnych, dzielenie się przez emerytów swoim doświadczeniem ze społecznością.
Podobne systemowe działania są popularne również w wielu krajach w Europie. W Anglii przy dużej organizacji CSV (Community Service Volunteers) działa Program Wolontariatu Emerytów i Osób Starszych (RSVP – Retired and Senior Volunteer Programme), który działa w oparciu o mentoring i wykorzystywanie doświadczeń wolontariuszy 50+ w pracy na rzecz lokalnych społeczności i potrzeb konkretnych obywateli. Na stronie Programu czytamy, że wolontariat i mentoring osób starszych przynosi korzyści nie tylko osobom, do których wolontariusze docierają ale także im samym, prowadząc do dalszego wewnętrznego rozwoju.
Warto pomyśleć o wspieraniu inicjatyw promujących mentoring w Polsce. Autorzy Raportu o Kapitale Intelektualnym Polski podkreślają niski poziom aktywności społecznej, zawodowej i edukacyjnej osób starszych. 90% polskich seniorów nie angażuje się społecznie. Zaledwie 2% osób starszych korzysta z zajęć edukacyjnych (CBOS). Jako społeczeństwo wciąż w niewystarczającym stopniu korzystamy z potencjału wiedzy, czasu i doświadczenia starszego pokolenia. Osoby starsze postrzegane są jako odbiorcy usług, a nie strona aktywna, twórcza, dająca coś od siebie innym. Młodzi uważają, że starsi są nie na czasie, że wiedza starszego pokolenia straciła na aktualności. W środowiskach lokalnych brakuje przestrzeni dla współpracy międzypokoleniowej.
Aby w większym stopniu czerpać z doświadczeń starszego pokolenia, musimy przede wszystkim zmienić wizerunek osoby starszej. Mentoring pokazuje starszych w roli mistrzów, atrakcyjnych partnerów dla młodych. Wspieranie seniorów mentorów może okazać się dobrym sposobem na promocję społecznej aktywności starszego pokolenia.


*zdjęcia pochodzą z warsztatu międzypokoleniowego, fot. Ula Klimek

ARTYSTYCZNA WYMIANA MIĘDZY POKOLENIAMI


Współpraca z mentorem, jako sposób na rozwój i naukę lepszego wykorzystywania własnego potencjału był szanowaną praktyką już w starożytności. Mentoring w sztuce, z perspektywy historycznej był powszechnie akceptowanym etapem rozwoju artysty. Później ta praktyka została zaniedbana. Obecnie mentoring ponownie zyskuje popularność jako metoda skutecznego kształcenia nie tylko w dziedzinie sztuki, ale również w biznesie i edukacji.
Firma Rolex ma mocną wizję rewitalizacji mentoringu w sztuce. Inicjatywę Rolex Mentor and Protégé Arts firma rozpoczęła w 2002. Rolex postawił sobie ambitny cel – wniesienia znaczącego wkładu do sztuki na całym świecie poprzez umożliwianie rozwoju młodym, wyjątkowym artystom i łączeniu ich z wielkimi doświadczonymi mistrzami na rok twórczej współpracy „jeden na jeden”. - Dwuletni program Rolex Mentor and Protege Arts pomaga utrwalić artystyczne dziedzictwo i poczynić wyjątkowy i trwały wkład w sztukę – twierdzi Patrick Helniger, dyrektor generalny Rolex.
Rolex zaprasza doświadczonych, uznanych, starszych artystów z dziedziny tańca, filmu, literatury, muzyki, teatru i sztuk wizualnych i łączy ich w pary z utalentowanymi młodymi artystami. Każda para wspólnie określa najbardziej dla siebie efektywny sposób współpracy. Mentorzy wybierani są przez radę doradców złożonych z najważniejszych nazwisk w poszczególnych dziedzinach sztuki. Wśród doradców zasiadali m.in.: Pina Bausch, Carlos Saura, Alfonso Cuaron, Anish Kapoor, Elizabeth LeCompte, Robert Wilson. To oni wybierają mentorów, którzy określają jakiego typu ucznia poszukują. Potem inna komisja szuka młodych artystów i zaprasza ich na spotkanie z mentorami. Mentorzy wybierają ostatecznie ucznia, którego sami zapraszają do współpracy ze sobą.


Każdy podopieczny otrzymuje roczną dotację w wysokości 25.000 USD, dodatkowo pokrycie kosztów podróży i innych ważnych wydatków. Kolejne 25.000 USD jest dostępne dla każdego protegowanego po roku jako grant na stworzenie nowego utworu, publikacji lub przedstawienia. Każdy opiekun otrzymuje honorarium w wysokości 50,000 USD.
Po skończeniu dwuletniego mentoringu, Rolex nadal śledzi postępy absolwentów swojego programu i pomaga promować ich twórczość. W najnowszej edycji pojawił się polski akcent. W kategorii: teatr, wybrany został młody, obiecujący reżyser Michał Borczuch, którego mentorem jest słynny francuski reżyser filmowy i teatralny – Patrice Chereau (m. in. „Królowa Margot”).
Do tej pory w programie uczestniczyło już 173 artystów, liderów świata sztuki i ludzi kultury, w tym: 54 doradców, którzy pomogli wybierać mentorów i 91 nominujących, którzy pomogli wybrać protegowanych. Uczestnicy programu pochodzą z całego świata, budując wspólnotę artystów, obejmującą obecnie 39 krajów.

Inną ciekawą organizacją wykorzystującą artystyczny mentoring w swojej pracy jest MAWA z Kanady. Organizacja ta realizuje swoje programy mentoringu wyłącznie z kobietami a ich programy skierowane są do artystek wizualnych. Starsze artystki dzielą się swoim doświadczeniem i wiedzą z młodszymi. Poprzez mentoring tworzą żywe, wykwalifikowane społeczności, wspierające potem artystki we wszystkich fazach ich kariery. - Mentoring to dawanie i branie. Jestem mentorką ale czasami zastanawiam się, kto tak naprawdę mentoruje kogo? Uczę się bardzo dużo od osoby, której jestem mentorem. To bardzo ważne, aby zachować otwarty umysł, słuchać i wymieniać pomysły – mówi Aganetha Dyck, jedna z mentorek.


Program Mentorship prowadzony przez MAWA jest całorocznym programem, w którym starsze artystki dzielą się swoim doświadczeniem z artystkami rozwijającymi się. Został on zaprojektowany, aby pomóc im rozwijać umiejętności i określać cele, a także zapewnić dostęp do odpowiednich zasobów i znalezienia wsparcia w realizacji projektów. Oprócz relacji „jeden na jeden” z mentorką, program zapewnia grupie protegowanych spotkania i warsztaty grupowe. Mentorki spotkają się z protegowanymi na 5 godzin w każdym miesiącu, a cała grupa protegowanych spotyka się na 3 godziny. Spotkania te mają charakter krytycznych dyskusji, wspólnych wizyt w galeriach i innych sposobów intensywnej wymiany i wsparcia. Młode artystki są wybierane na podstawie jakości i potencjału zgłoszonych projektów.
Poza rocznym programem, MAWA ma również krótki program Minimentoringu – trzytygodniowych intensywnych sesji z mentorem. Minimentoring może być zorganizowany wokół tematu projektu, jego strony formalnej lub wykorzystaniu konkretnego medium.
Dlaczego działania mentoringowe MAWy są dedykowane wyłącznie kobietom? Założycielki organizacji argumentują na stronie, że twórczość kobiet nadal jest dużo rzadziej obecna w zbiorach publicznych galerii sztuki niż twórczość mężczyzn. Kobiety rzadziej również są obsadzane na stanowiskach kierowniczych w dużych galeriach publicznych. Na zwykłych stanowiskach pracy w instytucjach związanych ze sztukami wizualnymi też spotykamy mniej kobiet, mimo że są stanowią one większość wśród studentów kierunków plastycznych na akademiach sztuk. I chociaż kobiety stanowią większy odsetek praktykujących artystów wizualnych w Kanadzie (54%), mają wciąż niższe dochody. Średni kanadyjski artysta zarabia 24.400 dolarów na rok, podczas gdy średnia kanadyjska artystka zarabia 13.800 dolarów na rok. Poza tym mentorki MAWy stwarzają bezpieczną przestrzeń swoim podopiecznym do badania kwestii seksualności, płci i tożsamości współczesnej kobiety.
Podane przykłady są tylko jednymi z wielu sposobów wykorzystania mentoringu w pracy z artystami. W obu przypadkach doświadczeni twórcy pomagają młodszym kolegom wejść i odnaleźć się w często skomplikowanym świecie zawodowej sztuki. Relacje te oparte są przede wszystkim na wzajemnym zaufaniu i indywidualnym kontakcie. Starsi dzielą się swoim doświadczeniem a młodsi pokazują im jak zmienia się współczesna wrażliwość i otaczający nas świat. Przestrzeń sztuki staje się w procesie mentoringu świetnym obszarem do prawdziwej międzypokoleniowej wymiany wiedzy, poglądów, inspiracji, odczuć, przemyśleń, metod – do prawdziwego spotkania dwóch generacji.

* zdjęcia pochodzą z projektów realizowanych w ramach programu "Seniorzy w akcji"

poniedziałek, 7 maja 2012

EMERYCI TO NIE TYLKO DZIAŁKOWCY

O specyfice pracy animatora kultury w lokalnych społecznościach, twórczej aktywności na emeryturze i delikatnym charakterze „spotkania” grupy osób, które chcą coś wokół siebie zmienić z Januszem Byszewskim rozmawia Łukasz Czapski.

Łukasz Czapski: Czy według pana istnieje specyfika pracy z osobami starszymi, dorosłymi, ukształtowanymi już w twórczej pracy? Czym się ona charakteryzuje?

Janusz Byszewski: Specyfika pracy animacyjnej zawsze polega na tym, że trzeba uwzględnić kilka elementów. Na pewno wiek, doświadczenia, bariery, ograniczenia, miejsce, istotne problemy zawsze się bierze pod uwagę. Dobry program animacyjny musi wyrastać z „tu i teraz”. Często  powołuję się na taką frazę poetów Nowej Fali, którzy mówili, że nie chcą być poetyccy, tylko chcą być teraźniejsi. Podobnie jest z animacją kultury. Ona nie ma być artystyczna, czy kulturalna ale przede wszystkim musi być teraźniejsza – czyli nawiązywać bezpośredni kontakt z ludźmi, do których jest adresowana i z którymi wspólnie mamy działać. 

A w sytuacji, kiedy liderem projektu jest niedoświadczona osoba, która nie ma za sobą doświadczeń animacyjnych? W naszym programie lider jest często starszą osobą i pracuje z innymi starszymi osobami. Od czego powinien zacząć?

J. B.: Odwołam się do własnego doświadczenia. Wiele lat temu byłem w Anglii i współpracowałem z grupą Art Link, która zajmowała się pracą z osobami niepełnosprawnymi. Dużą część grupy stanowiły osoby starsze. Ja nie miałem wtedy praktycznie żadnych doświadczeń w pracy z osobami niepełnosprawnymi, z osobami starszymi też. Oczywiście byłem w związku z tym pełen obaw. Zadawałem kolegom rozpaczliwe pytania o metodę: jak postępować, jak mam się przygotować, co powinienem wiedzieć. Wtedy udzielono mi bardzo dobrej rady, która jest podstawą wszelkich działań tego typu – potraktuj to jako spotkanie z drugim człowiekiem. Trzeba używać siebie, swoich doświadczeń. Nawet jeśli czuje się bezradność, to z tej bezradności trzeba uczynić siłę. Brak warsztatu czy doświadczenia może być niekiedy zaletą. 
Młodzi animatorzy, którzy zaczynają pracę z osobami starszymi mogą się odwołać do swoich doświadczeń związanych ze swoimi dziadkami czy osobami z najbliższego otoczenia, na przykład z sąsiadami. Trzeba czerpać ze swojego życia i wydaje mi się, że to jest podstawą do satysfakcjonującego spotkania. To czy razem malujemy, tańczymy czy śpiewamy to sprawa drugorzędna. 

Jak w takim razie wykorzystać ten twórczy potencjał wynikający z różnicy wieku?

J. B.: Grupy międzypokoleniowe zawsze są wyzwaniem. Za każdym razem od początku przy pracy z takimi grupami trzeba się zastanowić jak wykorzystać różnice między członkami grupy, jak przeformułować je na inspiracje, na sytuacje poznawania i zadawania sobie nawzajem pytań. Spotkanie warto zacząć od tego co wspólne, od odwołania się do podobnych doświadczeń i wspólnych wartości. To zbliża do siebie ludzi i buduje zaufanie. Niezależnie od wieku marzymy o miłości, przyjaźni, przeżywamy kryzysy. Z wiekiem zmienia się perspektywa i to może być zarówno dla młodych i starszych ciekawe.

Są metody na budowanie udanego dialogu międzypokoleniowego?

J. B.: To co jest groźne we współczesnej metodyce animacji, czy w ogóle w tzw. polityce kulturalnej, to fakt, że dosyć szybko ulegamy pewnej retoryce i modnym hasłom. Dialog międzypokoleniowy jest trudny i czasem mimo starań może do niego w ogóle nie dochodzić. To rzecz zupełnie naturalna, którą trzeba przyjąć na początku. To co możemy zrobić, to projektować sytuacje, w których do takiego dialogu może dojść. Dobrą metodą jest wspólne działanie przy rozwiązywaniu problemu, który dotyczy wszystkich bez względu na wiek. Kiedy mamy konkretne zadanie do rozwiązania i nikt nie jest wsadzany w rolę eksperta lub niedoświadczonego młodziaka, istnieje duża szansa, że różnica wieku przestanie być istotna i dojdzie do autentycznej wymiany i spotkania. Chodzi o rozpoznanie potencjałów: jeden lepiej obsługuje komputer, a drugi zna burmistrza i wie jak z nim rozmawiać, żeby coś załatwić. Wtedy różnice się do siebie dodają i łatwiej jest osiągnąć zamierzony cel. Trzeba pamiętać, że budowanie takiego dialogu jest trudne. Nie wszyscy muszą się lubić i ze sobą współpracować. Świat dzisiaj nie jest tak urządzony. 

A kiedyś było inaczej? 

J. B.: Z perspektywy historycznej rola osoby starszej się zmieniała. Choć zmiany te są bardzo dynamiczne, to wciąż możemy dostrzec elementy kultury plemiennej, w której osoba starsza postrzegana jest jako osoba posiadająca wiedzę i mądrość. To jest funkcja, którą teraz młodzi niechętnie akceptują, a przecież to bardzo ważna funkcja, wokół której zbudowana jest cała nasza kultura. Wódz, podejmując decyzję, korzystał z rad starszyzny – swoich zaufanych doradców. Są kultury, w których starym ludziom przypisuje się niezwykle ważną rolę. Teraz wszystko zaczęło nam się wyrównywać. Coraz trudniej jest wyodrębnić kategorię ludzi starszych. Popatrzmy chociażby na mnie, mam 60 lat i ubieram się podobnie jak niejeden 20-latek. Co więcej często okazuje się, że słuchamy tej samej muzyki czy dyskutujemy o tych samych filmach. Rośnie grupa ludzi, którzy pomimo dojrzałego wieku czują się młodzi. Byłem na pierwszym koncercie Rolling Stonesów w 1967 roku. Wtedy to było odważne posunięcie, za coś takiego groziło wyrzucenie ze szkoły. Parę lat temu zadzwonił mój syn i mówi: - Kupuję bilety na koncert Stonesów, kupić Ci czy nie? 

Pojęcie „emerytura” też już nie funkcjonuje tak, jak kiedyś. 

J. B.: Tak. Przecież ludzie przechodzą na emeryturę i zostaje im jeszcze przeciętnie 20-30 lat życia. W Stanach Zjednoczonych czy w krajach tzw. starej Europy ten fakt już dawno został zauważony przez instytucje kultury. Tam w otwarty sposób mówi się, że seniorzy to ważna grupa społeczna, do której warto adresować swoją ofertę. Nie tylko ofertę warsztatową, ale także ofertę wolontariatu. W Stanach bardzo popularny jest wolontariat osób starszych na rzecz instytucji kultury. Takie instytucje proponują dla seniorów szkolenia, a nawet studia z zakresu historii sztuki. Dzięki temu tacy wolontariusze stają się później niezwykle kompetentnymi osobami, które oprowadzają, wyjaśniają wystawy czy wydarzenia proponowane przez tę instytucję. Warto w tym momencie powiedzieć o ekonomii. Zwróćmy uwagę, że wolontariusze na Zachodzie to ludzie niezależni finansowo. Oni mają czas i chęć, żeby inwestować w siebie i siebie rozwijać. W Polsce, gdzie standard życia osób przechodzących na emeryturę nie jest tak wysoki, odnalezienie w sobie pasji i chęci do twórczego życia wymaga zdecydowanie większej determinacji.

Czy w takim razie można powiedzieć, że emerytura to dobry czas na przypomnienie sobie o skrywanych pasjach?

J. B.: Zdecydowanie tak. Jestem ciekawy, czy są jakieś badania na ten temat, ale wydaje mi się, że szeroko rozumiana działalność kulturalna cieszy się ogromną popularnością. Byłem niedawno w toruńskim Muzeum Etnograficznym, które po raz pierwszy organizowało warsztaty malarskie dla osób starszych. Organizatorzy bali się, czy pomysł wypali. Okazało się, że było tylu zainteresowanych, że nie byli w stanie sobie z tym poradzić. Wspólne malowanie pełni różne funkcje, przecież nie chodzi tylko o rozwijanie umiejętności malarskich, chodzi także o potrzebę bycia w grupie rówieśniczej, z ludźmi o podobnej wrażliwości. Emerytura właśnie jest świetnym momentem, żeby się realizować w nowej roli i nowej grupie.

Rzeczywiście często jest tak, że podczas emerytury ludzie wracają do porzuconych kiedyś pasji. Są też tacy, którym to nie wystarcza i chcą się tą pasją podzielić z innymi, wnosząc w ten sposób nową jakość w funkcjonowanie swojej społeczności lokalnej.

J. B.: Myślę, że niejeden psycholog miałby tu ciekawe rzeczy do powiedzenia. Przecież ludzie w wieku mocno dojrzałym zakochują się, żenią się, potrzebują zmian – żyją pełnią życia. Myślę, że dla wielu z nas starość może być czasem samorealizacji. Dzieci wychowane, wnuki dorosłe, naprawdę czas zająć się sobą. Ci, którzy ten fakt zauważają i doceniają, są w życiu dużo szczęśliwsi, żyją pełniej, podejmują nowe wyzwania. Zresztą warto powiedzieć, że działania animacyjne powinny być kierowane nie tylko do ludzi gotowych i chętnych do zmiany, ale przede wszystkim do tych, którzy gdzieś się zgubili i zaczęli izolować. Dotarcie do nich to  ciekawe wyzwanie dla animatora. 

Tylko jak zachęcać, angażować tych nieprzekonanych, żeby nie robić tego na siłę?

J. B.: Rzeczywiście jest trochę tak, że na przykład niektóre Uniwersytety Trzeciego Wieku tworzą w pewien sposób elitarne, zamknięte grupy – ludzi zdrowych, aktywnych, o zadowalającym statucie życiowym. Wyobrażam sobie, że w takiej sytuacji osoby, które nie spełniają jakiegoś kryterium mogą czuć się z tego środowiska wykluczone. Trochę to jest tak, że w dojrzałym wieku częściej robimy podsumowania i zadajemy sobie pytanie: czy mi się w życiu udało? Ci, którzy nie są zadowoleni z odpowiedzi będą chcieli raczej uniknąć sytuacji, w której mogą być ocenieni w podobny sposób przez kogoś innego. Zaktywizowanie ich będzie faktycznie trudniejsze, ale nie niemożliwe.

Europa się starzeje. Mam wrażenie, że grupa ludzi zaliczanych do grona seniorów coraz mocniej się dywersyfikuje – wewnątrz niej spotkamy różne pokolenia, różne potrzeby i różne wyzwania.

J. B.: Tak powinno się o tym myśleć. A u nas pokutuje cały czas model myślenia o emerycie jako o działkowiczu, który co najwyżej może się zająć swoim ogródkiem, ewentualnie wnukami. Niech sobie będzie, gdzieś na peryferiach życia społecznego, żeby tylko przypadkiem nikomu nie przeszkadzał. Wydaje mi się, że w Polsce jest narastająca potrzeba zmiany tego stereotypu. 

Jest Pan ekspertem oceniającym wiele projektów społeczno-kulturalnych, jak na tle tych doświadczeń wypadają pomysły zgłaszane do projektu „Seniorzy w akcji”?

J. B.: Towarzyszę komisji „Seniorzy w akcji”  już od 4 lat. Często brałem także udział w spotkaniach i rozmowach z osobami, które zgłaszały się do projektu. Muszę powiedzieć, że od samego początku jest to dla mnie duża przyjemność i okazja do pewnych obserwacji socjologicznych. Na podstawie lektury aplikacji mogę śmiało powiedzieć, że uwiarygadniają się hasła mówiące o sprawczej mocy działań lokalnego lidera. Budowanie lokalności i pobudzanie do działań nawet małej grupy starszych ludzi często przynosi korzyści także innym grupom społecznym w danej miejscowości. To jest trochę jak budowanie takiej starszyzny plemiennej, która z jednej strony jest dosyć elitarna, a z drugiej powstała, żeby działać na rzecz dobra wspólnego. 

Albo doprowadzić do sytuacji, kiedy pierwszy raz od bardzo dawna ludzie się ze sobą po prostu spotkają.

J. B.: W dzisiejszych czasach nie zawsze wspólnotowość jest najwyższą wartością. To może zakrawać o pewnego rodzaju imperializm kulturalny. Trzeba się zawsze dobrze zastanowić czym naprawdę jest to spotkanie, komu jest potrzebne -  czy faktycznie społeczności, czy może zaspokojeniu naszych niezrealizowanych potrzeb. Trzeba po prostu być bardzo uważnym na potrzeby i charakter grupy – taki powinien być animator kultury. Nie można nikogo zmieniać na siłę. Ale można mu stworzyć warunki, w których sam podejmie decyzję, czy to dla niego dobry czas na zmianę – wtedy ta zmiana będzie miała prawdziwą moc.


Janusz Byszewski
Współzałożyciel grupy pARTner (1983 – 1990); od 1989 kurator i założyciel Laboratorium Edukacji Twórczej w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie; od 1996 prowadzi warsztaty Projektowanie sytuacji twórczych w ramach specjalizacji Animacja kultury w Instytucie Kultury Polskiej UW. Autor kilkudziesięciu projektów w Polsce i za granicą.
Książki: „Tutaj jestem” (1994), „Inne muzeum” (1996) ; współautor z M. Parczewską  „Projektowanie sytuacji twórczych” (2005), „Dom, moje centrum świata” (2005), „Sztuka współczesna - instrukcja obsługi” (2007), „Muzeum jako rzeźba społeczna” (w przygotowaniu).

WSZYSCY JESTEŚMY RZECZOZNAWCAMI

Jaka jest różnica między rzeczą a przedmiotem? Czym różni się projektant od producenta? Co sprawia, że przedmiot użytkowy staje się ikoną designu? To pytania, na które odpowiedzi szukają uczestnicy projektu "Rzeczoznawcy" realizowanego właśnie przez Fundację Culture Shock.
W czym rzecz?
"Rzeczoznawcy" to nowatorskie warsztaty dla osób dojrzałych, których celem jest zainteresowanie osób 55+ designem, sztuką i wzornictwem przemysłowym. Uczestnicy warsztatów poznają kulisy pracy projektanta oraz producenta: od stworzenia koncepcji produktu w oparciu o diagnozę potrzeb, poprzez jego zaprojektowanie, aż do wyprodukowania realnego modelu przedmiotu odpowiadającego na te potrzeby. Biorą również udział w interaktywnych wykładach dotyczących historii designu i wzornictwa przemysłowego w Polsce i na świecie oraz ciekawych wystawach.
Dlaczego design? Dlaczego 55+?
Warsztaty prowadzone są przez socjolożkę i projektantkę, od lat zawodowo związanych z designem i wzornictwem przemysłowym. Jak narodził się pomysł warsztatów? Marcela Kawka, projektantka: Pomysł powstał jako antidotum na komercyjne projektowanie produktu, którym zajmuję się na co dzień oraz z potrzeby zrobienia czegoś społecznie użytecznego. 
Paulina Jędrzejewska, socjolożka, współzałożycielka marki Hedoco producenta innowacyjnych rozwiązań wzorniczych: Nie dawał mi spokoju fakt, że pomimo rosnącej w polskim społeczeństwie liczby osób starszych, tak mało miejsca poświęca się dyskusji nad sposobem percypowania przez nie materialnej sfery życia codziennego, a na rynku brak jest produktów dedykowanych dla osób borykających się z problemami, które przychodzą wraz z wiekiem. Szukałam grupy odważnych entuzjastów, którzy będą chcieli wraz ze mną stworzyć "przedmiot" odpowiadający ich potrzebom, jednocześnie nie stygmatyzujący, zgodny z najnowszymi trendami w designie. Rzeczoznawcy to również pretekst do krytycznej analizy współczesnej kultury konsumpcyjnej oraz do uwolnienia pokładów kreatywności osób starszych.
Design jest jednym z najbardziej wyrazistych przejawów współczesności. Być może nawet swoistym "zeitgeist" naszej epoki. Jest przede wszystkim dziedziną innowacji (społecznych, kulturowych, technologicznych) oraz przestrzenią integracji sztuki z życiem codziennym. “Rzeczoznawcy” powstali po to, by uzmysławiać znaczenie jakie ma design dla współczesnego człowieka, niezależnie od wieku.
Jak się rzeczy mają?
Rzeczoznawcy” to pierwszego tego typu warsztaty w Polsce. Zwracają uwagę na jeszcze wciąż za rzadko poruszaną kwestię potrzeb osób 55+ w sferze designu i przedmiotów użytkowych oraz pozwalają uczestnikom na zgłębienie tematu wzornictwa i projektowania od strony bardzo praktycznej (uczestnicy diagnozują otaczającą rzeczywistość pod kątem użyteczności i spisują swoje wnioski do specjalnego dziennika projektanta, tworzą makiety przedmiotów).
W projekcie nie brakuje nowych technologii i innowacyjnych rozwiązań promujących otwartość i ideę dzielenia się wypracowanymi rozwiązaniami, które posłużyć mogą szerokiemu gronu odbiorców- zaprojektowany przez grupę "przedmiot" powstanie za pomocą drukarki 3D - urządzenia do drukowania przestrzennego oraz zostanie udostępniony na licencji Creative Commons.
Zwieńczeniem warsztatów będzie organizowany na jesieni 2012 roku otwarty panel dyskusyjny "Kultura/Senior/Design" z udziałem przedstawicieli świata sztuki i designu.
Zachęcamy do śledzenia poczynań rzeczoznawców na: www.cultureshock.pl


Projekt Rzeczoznawcy dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Patronem medialnym wydarzenia jest portal ngo.pl oraz designitpoland.com.

Tekst: Marta Pawlaczek

OŻYWCZA MOC WSPOMNIEŃ

„Przywoływanie wspomnień do życia” - takie hasło wyświetla się na głównej stronie organizacji Age Exchange z Wielkiej Brytanii. Od 29 lat, działająca w Londynie organizacja pracuje ze starszymi osobami, żeby polepszyć warunki i jakość ich życia. Pracują głównie ze wspomnieniami, pomagając starszym wykorzystać je w międzypokoleniowej pracy, poprzez teatr, publikacje, wystawy i film dokumentalny.
Przez wieloletnie doświadczenie animacyjne, Age Exchange rozwinęło nowe modele pracy ze wspomnieniami. Dziś mają szeroką gamę propozycji dla osób starszych i nie tylko. Pracują też z innymi grupami społecznymi, które z jakiś powodów są wykluczone lub zmarginalizowane społecznie. Dysponują siecią trenerów i autorskimi scenariuszami warsztatów. Obecnie są rozpoznawani jako jedna z ważniejszych organizacji pracujących w obszarze pamięci i wspomnień w Wielkiej Brytanii i nie tylko.
Na swojej stronie wymieniają podstawowe zalety pracy w tym obszarze. Przypominają, że wspomnienia łączą przeszłość z teraźniejszością, łączą też ludzi i całe społeczności, pozwalają zobaczyć punkt widzenia innej osoby, są dziedzictwem dla przyszłych pokoleń, pozwalają spojrzeć z refleksją za siebie, rozpoznać w kimś indywidualny charakter, są świetną materią dla twórczej pracy na różnych poziomach.
Idąc za zbiorem tych twierdzeń, Age Exchange ma szeroki wachlarz propozycji dla potencjalnych uczestników. Aktualnie prowadzą warsztaty w szkołach, gdzie osoby starsze pracują z dziećmi i młodzieżą. Program międzypokoleniowej współpracy obejmuje nie tylko warsztaty ale też wspólne spektakle teatralne i wystawy. W siedzibie Age Exchange próby ma seniorska trupa teatralna, która pracuje nad spektaklem opartym na wspomnieniach uczestników z Londynu zaraz po II wojnie światowej. Sieć instruktorów i animatorów prowadzi warsztaty w centrach opieki i domach starców w całym Londynie. Od zeszłego roku realizują też program pracy ze wspomnieniami wśród osób z chorobami umysłowymi w południowym Londynie. 
Prowadzą też w Londynie własne Centrum Wspomnień, w którym można dowiedzieć się wszystkiego o ich działalności, ale także wziąć udział w warsztatach, wykładzie, czy obejrzeć efekty pracy uczestników projektów. „Społeczne korzyści, które Age Exchange osiągnęło na przestrzeni lat są dość niezwykłe. Ich twórczą działalność z młodzieżą i dorosłymi w każdym wieku w placówkach opieki i w społecznościach lokalnych są niezrównane. Od lat ich praca mnie inspiruję i wiem, że tak będzie nadal, w przyszłości " – podsumowuje honorowa patronka Age Exchange, baronowa Sally Greengross, szefowa Komisji Równości i Praw Człowieka, wieloletnia prezydent Age UK.