piątek, 8 kwietnia 2011

Manual Factory

Dzierganie z sercem

11 czerwca przypada Międzynarodowy Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych. Dziergające gdynianki zorganizują z tej okazji flash mob – Chcemy coś obdziergać, może ryby z gdyńskiego herbu dostaną od nas kolorowe sweterki? Pojawimy się w kilku miejscach Gdyni i wciągniemy do współpracy przechodniów – opowiada Ula Zalewska, animatorka projektu nagrodzonego w konkursie „Seniorzy w akcji”. Publiczne dzierganie będzie podsumowaniem wielomiesięcznych działań, w którym wzięło udział blisko 70 osób w różnym wieku zaangażowanych w produkcję wyjątkowych kocy, chust, skarpet przekazywanych osobom potrzebującym.



Dziergania się nie docenia

Urszula Zalewska wiele rzeczy w swoim życiu robi „od zawsze”. Dzierganie jest jedną z nich – na drutach robiła jej mama, babcia, to od nich Ula przejęła także społecznikowskie geny. Od zawsze więc robi na drutach i od zawsze nie może usiedzieć na miejscu. Te dwie cechy musiały się w końcu skumulować w jednym działaniu. Zaczęło się od książki „Skrawki życia” Debbie Macomber, jak mówi Ula „babskiego czytadła”– nie mylmy tego tytułu ze znanym filmem. W książce osią wydarzeń jest sklep z włóczkami, którego właścicielka prowadzi dla lokalnej społeczności kurs robienia na drutach. Książkę wyłowiła z kosza w supermarkecie córka Uli, Zuzia (ma 29 lat, też dzierga, też działa społecznie). Ula skrzyknęła przyjaciółki początkowo spotykały się we własnym gronie by robić na drutach dla siebie, dla dzieci i przyjaciół. – Dziergania się nie docenia – mówi Ula – Każdy miał kiedyś jakąś babcię czy ciocię, która zrobiła mu na drutach skarpetki czy szalik, to nie wydaje się być zbyt porywające. Uli i jej „dziewczynom” szybko przestało to wystarczać. Chciały spożytkować energię, którą generowały te spotkania. Przerodzić dzierganie w coś więcej, niż kolejny szalik który wyląduje na półce. Ula: To w nas narastało, wiedziałyśmy, że chcemy razem tworzyć rzeczy, które będą innym potrzebne. Znalezienie miejsca i ludzi, do których zwróciły się ze swoim pomysłem nie było trudne. Jeden z gdyńskich Domów Pomocy Społecznej ma 70 mieszkańców. Od początku akcji regularnie przybywa w nim niezwykłych, wielobarwnych koców. Z czasem oprócz koców zaczęły dziergać skarpety i czapki, chusty i poncza. Od razu powiedziałyśmy sobie że nie chcemy, by nasze koce czy skarpety były anonimowo pakowane do pudeł i po prostu rozdawane organizacjom charytatywnym. Równie ważny dla nas jest kontakt, który nawiązujemy z tymi, do których trafiają nasze prace. Co 2-3 miesiące jedziemy do DPSu z nowymi kocami i zamienia się to w małe święto – czeka na nas kawa, ciasta i opowieści od mieszkańców – opowiada Ula.



Przepis na gdyński kwadrat

Nad każdym kocem pracują wspólnie. Najpierw dziergają prostokąty o wymiarach 18x23 cm, dokładnie według szablonu – i choć jaki jest prostokąt każdy wie, uparcie nazywają je kwadratami i to właśnie z 49 takich „gdyńskich kwadratów” składa się gotowy pled. Razem wychodzi 49588 oczek do udziergania na jeden koc! Każdy prostokąt ma inny kolor, inny ścieg, ich końcowe rozłożenie w gotowym kocu trwa czasem parę dni – trzeba raz ułożyć, potem na chwilę zostawić i spojrzeć ponownie, musi być idealnie. Kiedy zaczynały dziergać „dla świata”, rozpuściły wieści pocztą pantoflową, do akcji informacyjnej przyłączył się ksiądz z ambony. Na pierwsze spotkanie przyszły tłumy. Od tamtej pory – a dziergają już blisko rok, przez ich spotkania przewinęło się 70 osób, z czego ponad połowa przychodzi regularnie. Przychodzą panie na emeryturze i te, które w domach zatrzymała renta. Przychodzą młode dziewczyny i pracujące mamy. 2 razy w tygodniu siadają przy wielkim stole (w Caffe Anioł lub w Miejskiej Bibliotece Publicznej na Obłużu) – niektóre robiące na drutach od lat, inne zaczęły dziergać dopiero w tej grupie. Zaczynają od prostych ściegów, potem dziergają warkocze, aż w końcu przychodzi czas na wyższą szkołę jazdy. Skarpety. Ula najbardziej lubi moment, kiedy któraś z dziewczyn nie może uwierzyć, że wszystko jest „takie proste!!”. Skarpety wędrują m.in. na dziecięcy oddział hematologiczny i onkologiczny – wcześniej 30 par, razem z czapkami, trafiło do grupy dzieci z zespołem Downa – to były nagrody wygrane w turnieju sportowym.

Pierwsze akcje przez pół roku, organizowały niemal bez budżetu. Na spotkania przynosiły domowe smakołyki, resztki własnych włóczek. Zdarzało się, że przychodzili starsi mężczyźni z torbami pełnymi kolorowych motków, które zostały po ich żonach. Włóczki są drogie, a w spotkaniach uczestniczyły panie, które niejednokrotnie z emerytury musiały przeżyć za 50 zł tygodniowo – jeśli pamiętamy, że motek wełny może kosztować ok. 20 złotych łatwo sobie wyobrazić, ile znaczył taki gest. Kiedy przeczytały o konkursie Seniorzy w akcji, postanowiły się zgłosić, aby rozwinąć i wypromować te działania. Ulę w rozszerzeniu działań wsparła Agnieszka Robakowska, wcześniej młoda uczestniczka spotkań.


Zakazane tematy

Do dziś na spotkaniach dzierganiowych nie ma obowiązku dziergania. Niektóre panie wolą pracować w domach – przychodzą po motki wełny i przynoszą zrobione wcześniej prostokąty. Ula nie wypuszcza ich bez choćby kawy. Są panie, które dziergają mimo choroby Parkinsona i takie, które mają problemy ze wzrokiem. Jest zatem sekcja która zszywa „kwadraty” w cały koc i sekcja, która szydełkiem obrębia jego brzegi. I są takie panie, które przychodzą posłuchać kolejnego odcinka powieści – bo dzierga również pani bibliotekarka, która na początku spotkania przez kwadrans czyta fragment wybranej książki z półki nowości. Żeby wszystko nie wyglądało tak różowo, Ula wprowadziła listę tematów zakazanych: Nie mówimy o chorobach, polityce, religii i wnukach! Świat babć często zawęża się tylko do nich a ja jestem ciekawa ich własnych historii. Pytam, jakie mają pierwsze wspomnienia z dzierganiem – to uruchamia pamięć, przywołuje wzruszające opowieści z rodzinnych domów i buduje atmosferę bliskości.


Dziewczyny wyjdźcie z babcinej szafy!

Niech dzierganie przestanie być synonimem babci! – tak mógłby brzmieć manifest Manual Factory. Przy drutach odpoczywa głowa, człowiek nabiera dystansu, nie przestaje się uczyć, co więcej – w tak zwartej grupie zyskuje akceptację i poczucie sensu własnej pracy. To nie sztuka coś zrobić, wytworzyć – wartości nabiera to wówczas, kiedy z procesu tworzenia wynosimy coś więcej – przekonuje Urszula. - Z tych spotkań wynosimy tak wiele. Uczymy się od siebie nawzajem, spędzamy miło czas, a przy tym robimy coś, co jest ważne dla innych. W każdy koc wkładamy kawałek siebie.

Ula, jak sama mówi, lubi ludzi. Wierzy, że tym, co daje ludziom energię, jest pasja – działanie, któremu w danym momencie mogą się poświęcić w 100%. Udało jej się zainteresować tym tematem media – dzięki temu raz na jakiś czas może odebrać telefon jak ten z Wrocławia z pytaniem, czy nie potrzebują włóczki. Albo jak z Olsztyńskiej biblioteki, od pani która, zainspirowana projektem chce realizować u siebie podobne działania. Skąd bierze taką energię? Znów będzie o mamie, która za czasów najciemniejszej komuny zorganizowała koleżankom na dzień kobiet wyjście do kosmetyczki – na przekór wszystkim goździkom i rajstopom. Musi też być o Zuzi i Jacku, mężu Uli, bez których nie mogłaby robić połowy tego, co robi. Albo o mamie, z którą (i oczywiście z Zuzią) założyły fundację „Nadaktywni”, w której skupią się na działaniach międzypokoleniowych, aktywizujących ludzi intelektualnie i manualnie. – Ludzie mnie nakręcają! – mówi Ula i odpowiada w ten sposób na pytanie, skąd czerpie do tego energię.



Ten tekst jest o dzierganiu, o zwykłych-niezwykłych kobietach z Gdyni i o Uli, która je wszystkie skrzyknęła. Ale o niej samej można by napisać jeszcze kilka takich tekstów i do naszej historii możemy dodziergać tylko małe skrawki tego, czym jeszcze zajmuje się Ula. Najłatwiej usiąść z nią przy wspólnym stole, złapać za druty i posłuchać o tym, jak z córką przez 2 lata uczyła tańca osoby niesłyszące. Albo jak organizują pokaz mody, na którym panie w różnym wieku będą prezentowały ubiory z kolekcji lokalnego wytwórcy. Ile takich historii opowiedziały sobie uczestniczki Manual Factory od początku spotkań? Albo choćby przez ostatnie miesiące, kiedy wspólnie wydziergały 9 koców, 8 chust, 10 par skarpet i 12 czapek? Jak im się to udało, jeśli wiele z nich stawiało swoje pierwsze kroki? – Ula: Z dzierganiem jest jak z tańcem: zrozumiesz i już umiesz. Trzymajcie kciuki za akcję 11 czerwca - dzierganie w przestrzeni miejskiej Gdyni!

Projekt „Manual Factory – dzierganie z sercem”, animowany przez Urszulę Zalewską i Agnieszkę Robakowską jest realizowany we współpracy ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdyni w ramach konkursu „Seniorzy w akcji” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” i Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.



Foto: Ula Klimek

czwartek, 7 kwietnia 2011

Ciepły krąg

Radość, napięcia czy smutki – to wszystko można wytańczyć w kręgu. 15 dorosłych kobiet 55+ i 9 nastoletnich wychowanek Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Warszawie. Raz w tygodniu, w sobotę, spotykają się by tańczyć w kręgu tańce z różnych stron świata. Grupę prowadzi Animatorka 55+ Krystyna Stańczak-Pałyga. To ona uznała, iż tańce etniczne pomogą zbudować więź i otworzą dwa pokolenia na siebie.


Foto: Ula Klimek


Początkowo onieśmielone kobiety odnalazły radość płynącą z tańca i zabawy, z czasem pojawiło się coś więcej - poczucie bliskości. Każda przynosi na spotkanie coś osobistego, zgodnie z tematem zadanym wcześniej (jak kolory, żywioły, pory roku, maska karnawałowa czy muzyka). Kobiety poznają się przez te osobiste drobiazgi – zawsze na początku spotkania umieszczają je na środku kręgu, a potem ćwiczą, tańczą, śpiewają. Wspólny taniec otwiera, pozwala poznawać swoją kobiecość – może stłumioną przez wiek, może ukrytą pod ostrym makijażem i bojową postawą. Paradoksalnie, kobiety stojące w tym kręgu mają ze sobą dużo wspólnego. Krąg zrównuje status wszystkich tancerek – nie ma konkretnych zawodów, dyplomów szkół, przepracowanych lat, wychowanych dzieci, tak samo jak wykroczeń i ucieczek z domów. Obie grupy jednak zyskują bardzo wiele - akceptację, poczucie własnej wartości, pewność siebie. Podczas spotkań uczestniczki kręcą filmy dokumentujące ich postępy, piszą bloga. Kobiety improwizują z muzyką, grają na kamieniach i na butelkach. Tańce i śpiewy etniczne otwierają. Wzmacnia się więź z własnym ciałem i więź z pozostałymi tańczącymi.

Projekt „Pozytywnie zakręcone - tańce etniczne w kręgu”, koordynowany przez Krystynę Stańczak – Pałygę, został zrealizowany we współpracy ze Stowarzyszeniem Kilim Kultur w ramach Programu „Seniorzy w akcji” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” i Polsko- Amerykańskiej Fundacji Wolności.

Zapraszamy do odsłuchania audycji o projekcie pt. "Ciepły krąg" Hanny Bogoryji-Zakrzewskiej oraz do lektury bloga projektu.


Foto: Ula Klimek

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Szkoła Superbabć z wizytą studyjną w Klubie Wędrujących

Nie ma to jak praca z dziećmi! O tym doskonale wiedzą uczestniczki Szkoły Superbabci z Lublina oraz panie z Wędrującego Klubu Czytających Dzieciom, które spotkały się w ubiegłą sobotę, aby wymienić się doświadczeniami. W miłej atmosferze Panie opowiadały o swoich początkach - trudnościach i sukcesach - oraz o dobrych praktykach pracy z dziećmi. Seniorki z Wędrującego Klubu przedstawiły specyfikę pracy z dziećmi w szpitalach, a także długą listę książek polecanych do czytania. Nie zabrakło też części praktycznej, gdzie Superbabcie zdradziły prosty sposób na lalkę-pacynkę, nauczyły robić kwiaty z serwetek oraz ... żonglowania chusteczkami. Pracowita sobota!


W pół drogi do finału

Metamorfozy łódzkich seniorek w toku. Po licznych warsztatach o modzie, kolorach i dodatkach przyszedł czas na konkrety. Panie pod czujnym okiem projektanta mody zamieniają wyciągnięte z dna szafy ubrania w modne kreacje. Uczestniczki mają też za sobą pierwsze przymiarki (nie tylko ubrań) do sesji fotograficznej, prezentującej ich dokonania w świecie mody. Warsztat krawiecki podpatrzyliśmy osobiście. Nic niestety nie udało nam się skroić, ale udało się wykroić kawałek pysznego tortu "ę" jakim uraczyła nas Pani Jagoda. Ślicznie dziękujemy!

Dzień Teatru we Włyniu

Młodzież i seniorzy, Pani Wójtowa i miejscowy Radny, babcie, córki, wnuki - oto skład międzypokoleniowego Zespołu Teatralnego "Włyniaki", który 27 marca postanowił obchodzić Dzień Teatru w swojej miejscowości. Z tej okazji miała miejsce prapremiera wspólnego spektaklu pt. "Szopka włyńska". Teatr we Włyniu niedawno obchodził swoje 25-lecie. Od początku był to teatr dziecięcy, ostatnio zaprosił do pracy również osoby starsze. Opłaciło się! Wspólna praca poszła jak z płatka - spektakl okrzyknięto wydarzeniem roku, widownia przepełniona po brzegi, posypały się wyrazy zachwytu i gratulacje. I słusznie. Pomimo początkowej tremy grupa spisała się wspaniale! Wiemy, co mówimy! I my tam z gośćmi byliśmy (chciałoby się rzec- miód i wino piliśmy) :) Proszę zerknąć!