wtorek, 28 kwietnia 2015

ZOOM na rady seniorów: Park Modrzewie. Konsultujemy!

          W ubiegły weekend (24 i 25 kwietnia) w Elblągu wraz z Fundacją „Na Miejscu” oraz Elbląską Radą Seniorów rozmawialiśmy z mieszkańcami Zawady jak poprawić funkcjonalność Parku Modrzewie. Pierwszego dnia konsultacji w przestrzeni parku pytaliśmy użytkowników parku o mocne i słabe strony parku oraz potrzeby względem zagospodarowania parku. Nad procesem czuwała Ludwika Ignatowicz z Fundacji na Miejscu. Następnego dnia mieszkańcy spotkali się w spółdzielni mieszkaniowej Zakrzewo i we współpracy z architektami Piotrem Bujasem i Krzysztofem Hermanem opracowywali propozycje zmian w tym historycznym miejscu.
          Mieszkańcy Zawady doceniają obecny przyjazny i spokojny charakter parku i nie chcą w nim wielkich rewolucji. Dekoracje z kwiatów, miejsca kameralne i zacisza dla osób starszych, miejsce na zorganizowanie urodzin lub pikniku w parku, kawiarenka, więcej ławek z oparciami, modernizacja wejść do parku tak by osoby starsze i rodzice z wózkami mogli się komfortowo poruszać, tablice informacyjne z historią Parku Modrzewie – to działania, które mogłyby sprawić, że Park Modrzewie będzie jeszcze bardziej przyjazny osobom starszym i wszystkim mieszkańcom.
          
            Konsultacje dotyczące Parku Modrzewie poprzedziły działania animacyjne, podczas których przy wsparciu animatorów i socjologów Elbląska Rada Seniorów i zaproszeni mieszkańcy poznawali i definiowali, na podstawie własnego doświadczenia (User Experience), czym jest dla nich przyjazna przestrzeń. Członkowie Rad Seniorów i ich lokalni partnerzy poznli m.in. technikę spacerów badawczych, mapowania przestrzeni,  tworzenia ankiet, narzędzia badania potrzeb osób starszych, zasady działania samorządu terytorialnego. Do końca trwania projektu Zoom na Rady Seniorów Elbląska Rada Seniorów pozna także narzędzia monitorowania procesu wdrażania wyników konsultacji oraz pozyskiwania funduszy na realizację zaprojektowanych rozwiązań za pomocą crowdfundingu.


 

              Od października 2014 roku z Elbląską Radą Seniorów współpracuje zespół socjologów, animatorów I projektantów z sieci Latających Animatorów i Latających Socjologów Towarzystwa Inicjatyw Twórczych “ę”, który przeprowadzi w partnerstwie z lokalnym samorządem i Elbląską Radą Seniorów działania animacyjno-diagnostyczne  poprzedzające konsultacje społeczne. Przygotowanie i przeprowadzenie konsultacji społecznych zaś koordynuje Fundacja na rzecz wspólnot lokalnych “Na Miejscu”.  Współpracę z Elbląską Radą Seniorów koordynuje Maria Klaman z Towarzystwa Inicjatyw Twórczych ę.

 

Projekt Zoom na rady seniorów” realizuje Towarzystwo Inicjatyw Twórczych “ę” we współpracy z Pracownią Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia” oraz Fundacją na rzecz wspólnot lokalnych „Na miejscu“ dzięki dofinansowaniu z Funduszy EOG w ramach programu „Obywatele dla Demokracji”. Patronat nad „Zoomem na rady seniorów” objęli: Rzecznik Praw Obywatelskich, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Związek Miast Polskich.

 

 

 
 

Jak wzmocnić głos seniorów?

 Gmina Mora w Szwecji stawiana jest jako przykład skutecznego włączania mieszkańców w procesy partycypacyjne, ze względu na organizowane tu od lat Dni Demokracji dla młodzieży. W 2010 roku po raz pierwszy zorganizowano podobną akcję adresowaną do Seniorów – starszym osobom zaproponowano całodzienne „warsztaty przyszłościowe”,  które umożliwiły im włączenie się w procesy decyzyjne.
            Warsztaty przyszłościowe to prosty pomysł na zasięganie opinii osób starszych w kwestiach ich dotyczących. Każde takie wydarzenie prowadzi do konkretnych efektów, wypracowanych podczas spotkania składającego się z trzech etapów:
- fazy krytyki, podczas której uczestnicy definiują problemy w aktualnym funkcjonowaniu gminy i tworzą listę priorytetów negatywnych opinii
- fazy utopii podczas której uczestnicy mają się oderwać od rzeczywistych problemów i naszkicować idealistyczną wizję tego,co być powinno
- fazy działania, podczas której wypracowywane są konkretne plany i decyduje się o tym co i jak wprowadzić w życie, kto i kiedy powinien się tym zająć


            Celem całodziennych warsztatów jest stworzenie bazy pomysłów dla pracowników gminnych, dlatego po zakończeniu Dnia Demokracji plany działania są przekazywane Radzie Gminy, która rozsyła poszczególne postulaty do odpowiednich jednostek gminy. Raport z Dnia Demokracji dla Seniorów jest publikowany na stronie internetowej gminy Mora. Następnie, po kilku miesiącach, odbywa się spotkanie na którym seniorzy mogą jeszcze raz przedyskutować plany działania oraz dowiedzieć się co gmina zrobiła/zamierza zrobić w odpowiedzi na przedstawione postulaty.
            Co ważne, Dni Demokracji organizowane są niewielkimi nakładami pieniężnymi: wykorzystuje się lokale gminy, a jedynym bezpośrednim wydatkiem są koszty związane z cateringiem i ogłoszeniem wydarzenia tak, by informacja o nim dotarła do jak największej ilości osób starszych. Ze względu na doświadczenie młodzieży, do której od lat adresowano warsztaty przyszłościowe w Gminie Mora, jako moderatorów spotkania dla osób starszych, angażuje się przedstawicieli Rady Młodzieżowej. Asystują im urzędnicy. W ten sposób Dzień Demokracji staje międzypokoleniowym spotkaniem.

            Czy taka forma włączania osób starszych w procesy decyzyjne przynosi rezultaty? Okazuje się, że tak. Jednym z konkretnych efektów Dnia Demokracji Seniora w 2010 roku było rozpoczęcie budowy Dworca Centralnego, a także budowa nowych mieszkań komunalnych, przeznaczonych dla seniorów. Listy priorytetów, zdefiniowane podczas warsztatów, mają na celu mobilizację polityków i urzędników, ale także mobilizują do działania samych seniorów.

 Więcej przykładów na skuteczne partycypowanie osób starszych w życiu publicznym, znajdą Państwo w publikacjach Pracowni Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”:
 Przypadek Gmina Mora:
Raporty z Dni Demokracji dla seniorów na stronie Gminy Mora:

Seniorzy ekolodzy - łączcie się!


                Mówiąc o osobach starszych, często podkreśla się ogromny potencjał czasu wolnego, wiedzy i życiowego doświadczenia, jakim dysponują. A gdyby wykorzystać te zasoby
w rozwiązywaniu  współczesnych problemów ekologicznych?

W oparciu o taką ideę powstał program EcoSynergy50plus,  którego celem jest zbudowanie międzynarodowej sieci seniorów, pragnących działać na rzecz środowiska. Projekt umożliwia wymianę wiedzy osób starszych z różnych krajów, tym samym podnosząc poziom kompetencji każdego uczestnika.

     
            Schemat działania jest prosty: grupa seniorów spędza po 3 tygodnie w organizacji zagranicznego partnera: w 2012 roku wymiana następowało pomiędzy Polską a Niemcami, a w 2014 roku nawiązano współpracę z Grecją.  Jako wolontariusze, seniorzy dzielą się swoją wiedzę,
a jednocześnie  uczą się od innych. Grupy inicjują wspólne działania dla lokalnej społeczności. Program wizyt pomyślany jest w taki sposób, by uczestnicy mieli okazję poznać zwyczaje i tradycje kraju, który odwiedzili.

              
            Podczas pierwszej edycji projektu, uczestnicy byli bardzo różnorodni pod względem zawodowym (biolog, przyrodnik, dziennikarka, pracownik banku, rolnik, rolniczka, fotograf, księgowa, urzędnik, nauczyciel) i pod względem wieku (najmłodsza wolontariuszka miała 55 lat, najstarsza ponad 80). Pomimo to, pasja do ekologi, a także otwartość uczestników na nowe doświadczenia, umożliwiły  im wzajemny dialog.  W grupach nawiązały się znajomości, podtrzymywane także po zakończeniu projektu. W ten sposób inicjatywa dla dobra wspólnego, stała się początkiem międzykulturowego dialogu.

Projekt został zrealizowany przez Społeczny Instytut Ekologiczny we współpracy z organizacją LUXX i  z organizacją Ekologiczny Ruch Patra, w ramach Programu Grundtvig "Uczenie się przez całe życie” (od 2014 roku zastąpionego przez program Erasmus +):

Neuro-aerobik: twój mózg w dobrej formie


Wszyscy wiedzą, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Dzisiaj naukowcy przekonują, że do codziennej porcji ćwiczeń należy dołożyć też te na mózg. I zapobiegać problemom z pamięcią tak samo jak zapobiegamy wysokiemu ciśnieniu czy brakowi ruchu.

 
Na chorobę Alzheimer’a ja na razie nie ma skutecznego leku. I nic specjalnie nie wskazuje, że magiczna pastylka pojawi się na rynku w ciągu kliku lat. Naukowcy ciągle bowiem spierają się o to, jakie mechanizmy biologiczne tak naprawdę za tą chorobą stoją. Ale jest też dobra wiadomość. Wielu lekarzy zajęło się badaniami nad tym, co zrobić, aby do choroby w ogóle nie doszło.
 

Siódme poty w klubie neuro

Jednym z amerykańskich guru wzmacniania szarych komórek i profilaktyki Alzheimera jest doktor Gary Small z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, autor bestselleru „Program profilaktyczny przeciwko chorobie Alzheimera: utrzymaj mózg w zdrowiu do końca życia” (The Alzheimer's Prevention Program: Keep Your Brain Healthy for the Rest of Your Life). Poznaję go podczas warsztatów z neuro-aerobiku, czyli ćwiczeń mózgu, gdzie na wypełnionej po szwy sali kilkudziesięciu ludzi w wieku od trzydziestu do stu kilku lat uczy się, jak ruszyć szare komórki. Rozwiązują łamigłówki i równania z x, ścigają się, kto wymieni więcej słówek zaczynających się na literkę „a,” a potem uczą łatwych sposobów na dobrą pamięć. Na przykład, jak nie zgubić samochodu na parkingu? Wymyślić głupią historyjkę z numerem miejsca w roli głównej. Jak zapamiętać imię nowo poznanej osoby? Skojarzyć je z jej wyglądem. Anna jest chuda? Powtórzmy kilka razy „Ania nie jada śniadania,” a następnym razem, gdy spotkamy Anię, rymowanka i imię wypełnią pustkę w głowie. Oczywiście treść historyjek lepiej zostawić dla siebie. Cały wysiłek napędzany jest nadzieją, że jeszcze przez lata dzięki dobrej formie neuronów nie będą mieć problemów z pamięcią. 

Zajęcia Smalla to tylko jeden z takich zlotów w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie, szczególnie ci starsi, na punkcie neuro-aerobiku kompletnie oszaleli. Obok klubów jogi czy pilates, powstają te, w których można ćwiczyć szare komórki. Zamiast sztang i bieżni sa tam komputery i gry planszowe. A instruktorzy to nie sportowcy, tylko neuropsychologowie, którzy pilnują, aby każdy klient wypełnił obowiązkowe punkty programu. W skład takich ćwiczeń może wchodzić na przykład liczenie na czas, rozwiązywanie komputerowych szarad albo partyjka scrabble. Co bardziej zapaleni i bogatsi fanatycy neurofitnessu są w stanie zapłacić kilka tysięcy dolarów miesięcznie za lekcje z prywatnym trenerem szarych komórek. A miłośnicy nowych technologii korzystają z aplikacji na komórki, takich jak najbardziej chyba popularne Lumosity. Według jego twórcy, Michaela Scanlona, niedoszłego doktora neuronauk z Uniwersytetu Stanforda, wzmacniające mózg gry na Lumosity mają aż 50 milionów użytkowników z całego świata.

I choć Lumosity właśnie próbuje naukowo udowodnić przewagę swoich gier i technik nad wszystkimi innymi ćwiczeniami mózgu, żaden neurolog o zdrowych zmysłach nie twierdzi, że aby zająć się profilaktyką problemów z pamięcią, konieczny jest wydatek kilkuset dolarów. Dr Small powtarza, że aby szare komórki były w formie, wystarczą stare dobre sposoby. Na przykład krzyżówki, szachy, nauka języka, albo ciekawe zajęcia na uniwersytecie trzeciego wieku. Cały sekret w tym, aby stymulować mózg, czyli zabierać się za coś, co jest wyzwaniem. Zbyt łatwe ćwiczenia, nie dadzą rezultatu. Tak jak w sporcie, trzeba sobie zwiększać dawkę. Ale nie warto też przeszarżować. Stres nie działa dobrze, ani na nasze ciało, ani na mózg. Każdy sam musi zdecydować, co sprawia mu przyjemność i daje lekki wycisk szarym komórkom.
 
 

Podróż w głąb mózgu

Doktor Small powtarza, że nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno, aby zabrać się za ćwiczenia mózgu. Wiele badań pokazuje jednak, że im wcześniej się na to zdecydujemy, tym lepiej. Im wyższe wykształcenie tym niższe ryzyko demencji. Podczas zajęć Small opowiada o swoim przyjacielu, naukowcy, u którego nikt nie podejrzewał Alzheimera. Ale choroba pokazała się nagle, po jego 90-tych urodzinach. Small twierdzi, że jego  mózg po prostu się na tyle wytrenował, że przez dziesiątki lat potrafił ukryć problemy. Tak jak silne mięśnie sportowca lepiej znoszą małe kontuzje, po których kanapowe lenie musiałyby przywitać się z kulami.  Jeśli jednak nie należymy do tej grupy mózgowców, to też nic straconego. Niedawne badanie, o którym wspomina Small, pokazało, że gorzej wykształceni ludzie, którzy angażują mózg, czytają, rozwiązują puzzle i dużo piszą, na testach pamięci wypadają lepiej niż ich lepiej wykształceni, ale za to mózgowo bierni rówieśnicy.

Jak to w ogóle możliwe? Naukowcy ciągle spierają się o to, co takiego dokładnie zachodzi w naszych mózgach podczas ćwiczeń pamięci. Wszyscy jednak opierają się na ostatnim odkryciu neuronauk, które raz na zawsze obaliło mit o tym, że tylko młodzi mogą się uczyć, bo u starych po prostu nie tworzą się nowe neurony. Okazało się bowiem, że to nie do końca prawda. Po pierwsze, nawet w starych mózgach niektóre neurony potrafią się regenerować, a po drugie, te aktywne, a więc wyćwiczone, neurony stanowią coś w rodzaju mózgowej rezerwy. Jeśli jakiś obszar w mózgu zaczyna szwankować, rezerwa jest w stanie przejąć jego funkcje. Zamiast czarnych plam w pamięci, mamy więc całkiem sprawnie działające mechanizmy przypominania. Te zdolności naszego mózgu okrzyknięto neuroplastycznością. Ale Small przestrzega, że o ową plastyczność, tak jak o elastyczność i siłę mięśni, trzeba dbać. Najlepiej codziennie przez kilkanaście minut.

Według Smalla, tutaj trzeba jednak dodać ważną uwagę. Choć amerykański rząd na badania nad profilaktyką Alzheiemera i demencji wydał w ostatnim roku prawie czterdzieści  milionów dolarów, a wiele naukowców pokazało, że neuro-fitness może nawet obniżyć ryzyko o połowę, nikt nie jest w stanie nikomu dać żadnej gwarancji. To trochę tak jak z miażdżycą czy chorobami serca. Częściej zapadają na nie ci, którzy palą, mają nadwagę i niezdrowy tryb życia. To oczywiste. Ale trafiają się też chorzy, którzy wcześniej wydawali się okazami zdrowia.  I lekarze nie sa w stanie nic z tym zrobić.

Aby jednak nie przeoczyć żadnego prawdopodobieństwa, amerykańscy naukowcy badają jeszcze szereg innych czynników chroniących, które wedle Smalla, należałoby dorzuć do neuro-aerobiku.

Owoce, warzywa i ruch

Amerykański Instytut Zdrowa ds. Starzenia (NIA) do aerobiku mózgu zaleca dodanie zwykłych ćwiczeń aerobowych, czyli biegania, pływania, albo na przykład tańca. I nie jest to tylko efekt uboczny amerykańskiego uwielbienia do sportu.  Wiele badań epidemiologicznych finansowanych przez NIA pokazuje bowiem, że ćwiczenia mają dobroczynny wpływ na mózg i zmiany, które zachodzą tam podczas procesu starzenia. Z badań na myszach i innych zwierzętach wiadomo, że ruch zwiększa liczbę naczyń krwionośnych, które doprowadzają krew do mózgu i liczbę połączeń między komórkami nerwowymi. A do tego dzięki ruchowi rośnie też poziom nerwowego czynnika wzrostu, czyli białka potrzebnego mózgowi do zdrowego funkcjonowania, a szczególne obszarów odpowiedzialnych za pamięć.

Drugim ważnym elementem układanki jest zdrowe jedzenie.  Naukowcy z NIA twierdzą, że ludzie, którzy stosują dietę bogatą w warzywa, owoce, pełnoziarniste węglowodany i białko mają nawet o jedną trzecią niższe ryzyko demencji niż ci, którzy sobie folgują. Inne badania na szczurach pokazują, że gryzonie, które przez trzy miesiące jadły odpowiednik współczesnej śmieciowej diety, czyli pełnej wysoko-przetworzonych produktów i cukrów prostych, na testach pamięci wypadały dużo gorzej niż zdrowe zwierzęta.

Trzecia ważna sprawa, to według Smalla, nasz ogólny stan zdrowia. Wiele nieleczonych chorób takich jak wysokie ciśnienie, choroby serca, cukrzyca, czy depresja, wiązane są ze zwiększonym ryzykiem choroby Alzheiemer’a. Jak widać, w naszym organizmie wszystko jest ze sobą bardzo ściśle powiązane. Jeśli popsuje się jeden element, reszta może zacząć niedomagać, jak przy efekcie domina. Small ma na to jedną odpowiedź: trzeba o siebie dbać. I to od stóp do głów. Z naciskiem na to ostatnie.

Jeśli więc decydujemy się wycieczkę do klubu neuro-fitness albo może na partyjkę brydża u znajomych, zamiast jechać tam autobusem czy samochodem, pójdźmy tam spacerem. A wcześniej zjedzmy jakąś porządną sałatkę.

Te wszystkie dodatki i odrobina kondycji też się przydadzą. Po sesji neuroftiness Smalla wychodzę zmęczona jak po godzinie aerobiku. Nikt jednak nie mówił, że po aerobiku dla mózgu nie ma czegoś w rodzaju neuro-zakwasów.

Maja Gawrońska

 

Jak zapobiegać problemom z pamięcią I chorobie Alzheimera?

Wskazówki Amerykańskiego Instytutu Zdrowia ds. Starzenia.

- Ćwicz regularnie. Minimum 20 minut dziennie.

- Jedz zdrowo, owoce, warzywa i nieprzetworzone produkty powinny byc codziennym elementem twojej diety.

- Angażuj się społecznie. Samotność nie pomaga naszemu mózgowi.

- Ćwicz mózg! Wybierz ćwiczenia, które są dla ciebie wyzwaniem, ale nie zbytnim wyzwaniem, bo nie chodzi o to, żeby się stresować. Zapisz się na kurs języka obcego, zajęcia uniwersytetu trzeciego wieku albo graj w szachy.

- Jeśli palisz, rzuć palenie.

- Zapobiegaj i lecz chroniczne choroby, takie jak cukrzyca, miażdżyca, czy wysokie ciśnienie.

- Pamiętaj, że depresja to czynnik ryzyka wielu chorób, też problemów z pamięcią. Jeśli ją podejrzewasz u siebie albo bliskich, idź do lekarza.

 

 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Przedsiębiorcy 50+



Przedsiębiorcy 50+ (Grunder 50 plus) inicjatywą non - profit, której celem jest udzielanie porad i wsparcia osobom 50+, które posiadają doświadczenie zawodowe, a które chciałyby  pracować na własny rachunek prowadząc własną działalność.

Inicjatywa Przedsiębiorcy 50+ rozwija się intensywnie na terenie Niemiec poprzez system franczyzy społecznej* - uczestnictwo doradców biznesowych opiera się na zasadzie dobrowolności. Są oni również częścią pokolenia 50+, mają wieloletnie doświadczenie na rynku przedsiębiorców.

Doradztwo w pierwszej fazie działania jest niezwykle ważne, często od tego rodzaju wsparcia zależą dalsze koleje przedsięwzięcia. Konsultacje dotyczą przede wszystkim obszaru promowania działalności, jak również analizy kompetencji, doradztwa edukacyjnego i szkoleniowego dla rozwoju osobistego. Mają formę zarówno spotkań indywidualnych, jak grupowych. W pakiecie dla siebie każdy początkujący przedsiębiorca 50+  znajdzie coaching indywidualny, warsztaty, spotkania z Absolwentami programu, seminaria, publiczne prezentacje swojego pomysłu. Eksperci starają się przedstawiać zawiłe prawa rynku językiem prostym i zrozumiałym. Prowadzą początkujących przedsiębiorców 50+ krok po kroku  aż do wdrożenia planu marketingowego.
**


* franczyza społeczna - sprawdź na stronie

Projekt Spółdzielnia


Inicjatywa ta jest wciąż dosyć nowa, ale już bardzo znana. Grupa osób starszych postanowiła połączyć swoją wiedzę, doświadczenie oraz ducha przedsiębiorczości w działalności biznesowej - tak powstała  spółdzielnia zrzeszająca aktywnych zawodowo seniorów.



 - Współpracując w ramach "Projektu spółdzielnia" czujemy się sobie nawzajem potrzebni, zachowujemy młodość i jednocześnie w kreatywny sposób wykorzystujemy naszą energię do życia - mówi Krzysztof Piłatowicz, założyciel i prezes Spółdzielni*.

W ramach biznesowego projektu działającego w oparciu o prawo spółdzielcze działa już 60 osób. - Ta inicjatywa pozwoliła wielu członkom spółdzielni przełamać pustkę i uporać się z samotnością. Stała się także doskonałym lekarstwem na wykluczenie ekonomiczne, z jakim wielu z nas spotyka się na emeryturze, kiedy brakuje środków na podstawowe produkty i usługi potrzebne w życiu codziennym - wyjaśnia Barbara Miszczak, współzałożycielka Spółdzielni*. .

Seniorzy z "Projektu Spółdzielnia" świadczą usługi gastronomiczne oraz rękodzielnicze. W niedalekiej przyszłości planują poszerzyć swoją działalność w Polsce np. udzielać korepetycji uczniom.

"Projekt Spółdzielnia" został wyróżniony przez Idea Bank. W ramach programu "Duma Przedsiębiorcy", poprzez który Idea Bank wspiera swoich klientów prowadzących ciekawe biznesy, powstał spot promocyjny o inicjatywie.


Najnowsze wieści o działaniach Spółdzielni znaleźć można na blogu:


**



*cytat za stroną
http://prnews.pl/wiadomosci/idea-bank-wspiera-przedsiebiorczych-seniorow-z-projektu-spoldzielnia-3260229.html

Wrocławski brylancik

Karolina Mróz z wrocławskiej Fundacji Dom Pokoju z seniorami pracuje dopiero od dwóch lat, ale już nie wyobraża sobie działań bez nich. Wraz z utworzoną oddolnie Radą Seniorów Nadodrza odtwarzają przepisy oparte o stare receptury, organizują warsztaty i pokazy kulinarne, współpracują z lokalnymi przedsiębiorcami.




tekst: Agnieszka Wójcińska
foto: Joanna Kiernicka

700 pączków

- Z pączkami to była historyczna chwila – w kącikach ust Anieli Watras cały czas błąka się uśmiech –Byłam strasznie przeziębiona, ale dzwoni Karolina i płacze, babciu przyjeżdżaj, bez ciebie pączki się nie udadzą. Nikt nie ma odwagi zrobić ciasta. Więc mnie przywieźli. Zaczęłyśmy z Bożenką robić ciasto. Była też moja siostra Krysia, Gienia seniorka i pan Tomek, który nadziewał pączki. Smażyłyśmy je u niego do północy, mieszka tam naprzeciwko i współpracuje z nami.  Następnego dnia z samego rana, to był tłusty czwartek, rozwieźli je do czterech tutejszych kawiarni, które dochód miały przekazać na naszą kawiarenkę. Na trzynastą umówiliśmy się, że zrobimy jeszcze trochę z jednej czy dwóch porcji dla nas i tu do kawiarni. Karolina wstaje koło dziewiątej, a tu urywają się telefony, że pączków w kawiarniach już nie ma. Więc dorobiłyśmy jeszcze z 6 kilogramów mąki.

- Zrobiłyśmy ich w sumie chyba z 700 – dodaje Bożenka.

W kawiarence społecznej prowadzonej przez Fundację Dom Pokoju na Łokietka 5 po pączki ustawiła się długa kolejna, więc ich sprzedaż reglamentowano. Jedna osoba mogła kupić najwyżej cztery sztuki. Nikt nie spodziewał się takiego sukcesu.

Na czym polega ich sekret? Tkwi on w szczególnym połączeniu smaków. Przed wojną we Wrocławiu pączki nadziewano konfiturą śliwkową z cynamonem, z kolei na wschodzie wkładano w nie całą śliwkę i posypywano cynamonem. Dlatego nazwali je pączkami wrocławsko-lwowskimi.

Aniela Watras, tak jak pączki ze śliwką,pochodzi z Kresów. Ma 75 lat, włosy krótkie blond i okulary w cienkich złotych oprawkach. Ubrana jest w turkusową bluzkę, a wokół szyi ma zawiązany szal w róże. Pełen energii zestaw kolorystyczny, podobnie jak ona sama. Aniela na Nadodrzu mieszkała 45 lat. Miała zakład krawiecki w domu. Wychowała tu czwórkę dzieci, dochowała się ósemki wnuków i pięciorga prawnuków.
Rodzinę Bożeny Żórawskiej po wojnie przesiedlono do Wrocławia ze Stanisławowa. Bożena tu skończyła szkołę i całe życie przepracowała w handlu. Była kierowniczką zaopatrzenia w „Społem” i kasjerką w „Feniksie”. Energiczna, obrotna, więc seniorzy wybrali ją na swoją reprezentantkę w projekcie „Stary piernik, młode wino” realizowanym przez Dom Pokoju. Jesienią 2013 roku, miesiąc po otrzymaniu dofinansowania, Bożena dostała udaru. Ale dziś stoi przede mną elegancka starsza pani, ubrana w jasnożółte spodnie i bluzkę spiętą złotym paskiem, ze złotym lakierem na paznokciach. Na szyi ma bursztynowe korale. Znów włącza się w działania. Mówi, że po śmierci męża parę lat temu, nie mogła się odnaleźć, a dzięki nim dostała wiatru w żagle.

Partnerzy

Choć Karolina Mróz ma lat trzydzieści jeden, a seniorzy, z którymi współpracuje powyżej siedemdziesiątki albo i osiemdziesiątki, mówią do siebie po imieniu. W końcu stanowią jeden zespół, który wspólnie pracuje na rzecz istotnych ich zdaniem na Nadodrzu spraw.
Zdaniem Karoliny każdy z jej starszych współpracowników ma jakąś indywidualną cechę, która wydobyta i zagospodarowana, wnosi bardzo dużo do lokalnej społeczności.
Jest więc Kazio, lat 80, który chodzi o dwóch kulach, ale potrafi załatwić wszystko i pilnie śledzi każdą dziurę w nadodrzańskich ulicach, a potem walczy o jej usunięcie. Kiedyś napisał kilkanaście wniosków w jakiejś sprawie, a gdy nie było odpowiedzi, obdzwonił wszystkich decydentów i to załatwił.
Jest Bożenka, dynamiczna i dobrze zorganizowana, która została starszą partnerką Karoliny w projekcie „Stary piernik, młode wino”.
Jest Basia, niezwykle ciepła, co ma dar łagodzenia konfliktów i potrafi zintegrować grupę, Ania – uzdolniona artystycznie i otwarta, która zawsze występuje w projektach ze sztuką w tle i jest dla innych przykładem, że można oraz Irenka, emerytowana bibliotekarka, która organizuje sąsiedzką bibliotekę i angażuje się w projekty związane z czytaniem książek.
Jest w końcu Aniela Watras, osobista babcia Karoliny, kopalnia informacji o miejscach i ludziach stąd, która choć mieszka dziś w Obornikach Śląskich, regularnie wpada i pomaga wnuczce.

W sumie, jak mówi Karolina, plus minus dwunastu seniorów. I dodaje: - Gdy w 2012 zaczynałam działania z nimi, nie miałam pojęcia o pracy z osobami starszymi. Zorganizowałam wtedy kursy komputerowe. To chyba był przebłysk geniuszu, bo wcześniej w ogóle nie chcieli się angażować. Bardzo źle kojarzyła im się praca społeczna, pewnie ze starych czasów. Na szczęście wabik okazał się skuteczny, seniorzy zaczęli przychodzić, poznawać się, więzi się zacieśniały. Gdy sobie i nam zaufali, powstała Rada Seniorów Nadodrza.

Karolina to społeczniczka, co widać na pierwszy rzut oka. Drobna, jasnorude włosy spięte w koczek, okulary w czarnych oprawkach. Gdy opowiada o projekcie, żywo gestykuluje. Pełno w tym emocji i zapału. Twierdzi, że największą inspiracją jest dla niej babcia. Bo skoro ona ma energię, to przecież inni też. Idąc tym tokiem wymyśliła z Dorota Radę Seniorów, by pobudzić ich do aktywności. Dziś nie wyobraża już sobie bez nich działania.

- Brak poczucia sprawstwa jest najgorszy i dominujący u seniorów, ale są tacy ludzie, którzy mają poczucie, że coś im się udało. Wystarczy dać trochę wsparcia, pokazać, że coś możemy zrobić i te dziury w ulicach się łatają. Bo przecież mają wiedzę merytoryczną i doświadczenie, a przede wszystkim pamięć – o tym miejscu oraz o własnych przeżyciach. To ona buduje tożsamość, ale jest też fantastycznym produktem sprzedażowym – mówi. – W sentymencie jest ogromny potencjał.

Karolina nie chciałaby prowadzić działalności nigdzie indziej. Wprawdzie wychowała się w Obornikach Śląskich, ale na Nadodrze przyjeżdżała do babci w każde wakacje, a teraz tu mieszka i je kocha.
- To nie jest dzielnica chwały i bogactwa, raczej zaplecze, dalsze śródmieście – mówi. – Po wojnie tu był pierwszy dworzec, na którym zatrzymywały się pociągi wiozące przesiedleńców ze wschodu. Ci, którym nie chciało się jechać dalej, zostawali.
„Kochamy [je] za całokształt – za to, że jest miastem w pigułce - za mnóstwo drobnych sklepików i zakładów rzemieślniczych, za to, że wszyscy się znamy, tu żyjemy, pracujemy, za park, za małe lokalne kawiarenki, za dostęp do Odry, bliskość rynku, za ludzi, którzy tu żyją, a nie tylko śpią.” – napisała o Nadodrzu we wniosku o dofinansowanie projektu „Stary piernik, młode wino”. Rzeczywiście, to specyficzne miejsce, trochę jak osławiona warszawska Praga, nieco zaniedbane, ale z klimatem i charakterem. Oraz z 40 % seniorów wśród mieszkańców.



Jak w modnej kawiarni

- Pamiętam początki rozmów w Polsce, że społeczeństwo się starzeje. Bardzo nam pomogła ta tendencja pro-senioralna. Jako jedyni w ASOS-ie (rządowym programie na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych, przyp. aut.) zaproponowaliśmy włączenie głosu seniorskiego we współdecydowanie o tym, co dzieje się w mieście. Razem stworzyliśmy strategię rozwoju osiedla, a także mapę barier architektonicznych – opowiada Karolina, której fascynacją jest partycypacja obywatelska w miejskich działaniach. – Byliśmy fenomenem, bo w końcu ktoś potraktował seniorów poważnie, a nie tylko jako odbiorów atrakcji.
Jej samej projekt wyraźnie pokazał, że nie ma szans na partycypację lokalną w Polsce, jeśli nie będzie się stale animować mieszkańców.

Osią działań seniorskich na Nadodrzu jest kawiarenka społeczna, która powstała w Fundacji Dom Pokoju na początku zeszłego roku. Fundacja mieści się na parterze dziewiętnastowiecznej kamienicy przy ul. Łokietka 5. Oprócz Karoliny, prezeski, młodszymi animatorami są w niej Maja, Dorota, Malwina i Adam.
To w kawiarence poznali się seniorzy, tam się spotykają, tam nabrali do siebie zaufania. W jej sali stoją małe stoliki, ale jest i duży, wspólny stół, przy którym siadają najchętniej. Zupełnie jak klienci modnych wielkomiejskich kawiarni. Regularne spotkania odbywają się, co czwartek, ale seniorzy wpadają częściej, niektórzy codziennie, inni co drugi dzień, na kawę albo pogawędkę. Jak przystało na kawiarnię, jest tu bar, za kontuarem dwa ekspresy – ciśnieniowy i przelewowy, kawa rozpuszczalna i herbata. Bywalcy często przynoszą coś słodkiego.

- Mamy tu też warsztaty – opowiada Aniela – na przykład dwa tygodnie temu było malowanie na bluzkach, a wczoraj robiliśmy biżuterię z modeliny.
- Warto przychodzić, bo dużo się dzieje – dodaje Bożena. – Ja lubię tu być, bo spotykam sporo młodych ludzi, od których uczę się różnych rzeczy.
Niedawno na zajęciach seniorzy dowiedzieli się, czym jest ekologia, fair trade i jak wykorzystać recykling. Regularnie organizowane są też warsztaty kulinarne, często wspólnie z sąsiadującą z fundacją szkołą gastronomiczną. Pracuje tam Andrzej Zawadzki, chodząca kopalnia wiedzy o przepisach Dolnego Śląska i nie tylko, który bardzo się w ich działania zaangażował i włącza w nie swoich uczniów.
- Jak były zajęcia z domowych makaronów, tym młodym ludziom ze szkoły świeciły się oczy i wszystko sobie zapisywali – mówi Aniela – Przygotowywaliśmy też pyzy, cepeliny i kartacze. Ja je nadziewam tradycyjnie pieczarkami, serem i mięsem, a oni wymyślali ciekawe warianty, z marchewką, kapustą, szpinakiem.

Nazwę dla medalionów nadodrzańskich wymyśliła Bożenka. Są to ciastka wielkości filiżanki, składane po dwa i przełożone dżemem, na wierzchu z bezą, których brzegi smaruje się czekoladą i obtacza w orzechach. Pyszne, więc znikały błyskawicznie.
Już kilka razy wystawiali się na dniach restauracyjnych i oczywiście na organizowanych przez siebie w ramach projektu „Stary piernik, młode wino” sąsiedzkich piknikach.
- Pamiętam, jak raz robiliśmy cepeliny – mówi Karolina. - Po godzinie musieliśmy zamknąć stoisko, bo zeszło nam 150 porcji i nie było co sprzedawać.
W przyszłym roku kawiarenka przenosi się do oficyny podwórka przy ul. Chrobrego. Będą ją prowadzili seniorzy przy wsparciu Malwiny i Adama, a działać będzie przez cały czas. Dla starszych gości planowane są zniżki.

Rada Seniorów Nadodrza, złożona z bywalców kawiarenki i uczestników działań w Domu Pokoju, powstała w czerwcu 2013 roku. Ma cztery departamenty – historyczny, zajmujący się na przykład organizowaniem wystaw, społeczny, który załatwia sprawy ważne dla mieszkańców dzielnicy, nadodrzańskich specjałów i kulturalny. Została powołana w ramach projektu, ale od razu było jasne, że będzie działała dalej. I działa. A Dom Pokoju i nadodrzańscy seniorzy są zapraszani na konferencje, jako wrocławski brylancik, udany przykład działań, w których starsze osoby są współpracownikami, nie tylko odbiorcami.

Złoto i gary

Z kulinariami zaczęło się od tego, że departament specjałów Rady Seniorów Nadodrza odkrył cztery lokalne piekarnie, które wypiekały chleb na zakwasie, bez ulepszaczy, w tradycyjnych piecach. Zrobił dokumentację historyczną i fotograficzną tych miejsc, a jedno z nich  zaczęło z nim współdziałać. Rada pokazała jego właścicielom, jaki potencjał tkwi w ich produktach i pomogła im wejść na rynki ekologiczne. Zaś piekarnia na ich prośbę upiekła tradycyjne przedwojenne wrocławskie ciasto z kruszonką i cynamonem, a na Tłusty Czwartek pączki wrocławsko-lwowskie. To pokazało, że możliwość odtwarzania smaków jest właściwie nieograniczona. Rada i Dom Pokoju wymyśliły certyfikat „Złoto Nadodrza” dla tradycyjnych produktów piekarskich. Piekarnia „Krajewscy” jest pierwszym z wyróżnionych nim zakładów.





- Szaleństwo wokół pączków było dowodem na to, jak wielka jest na to potrzeba  - mówi Karolina – Wszyscy mówili: otwórz knajpę. Ale ja na to: hola hola, to projekt społeczny, nie biznes. Poza tym prowadzenie knajpy nie jest moim marzeniem, bo kocham moją obecną pracę. Zaczęliśmy szukać innej formuły.
Postanowili pójść na żywioł i zobaczyć, co się stanie. To była szał, bo gdy ludzie dowiedzieli się, że odtwarzają tradycyjne smaki breslauerskie i kresowe, dostawali zamówienia na catering po kilkanaście tysięcy. A tu nie mieli ani profesjonalnej kuchni, ani sprzętu. A ich seniorom wcale nie chciało się stać regularnie w kuchni.

Projekt „Stary piernik, młode wino” to był kolejny krok. Jego celem było warsztatowe odtwarzanie tradycyjnych przepisów, które przy różnych okazjach miały pojawiać się na Nadodrzu. Aby pozbierać je od ludzi, zorganizowali serię pikników sąsiedzkich ze wspólnym gotowaniem, grillem, zabawami dla dzieci, muzyką i szkółką zielarską.
- I z akcją „Historia z garem w tle za AGD” – wyjaśnia Karolina. – Ludzie przychodzili do nas ze swoim garnkiem i opowieścią o przepisach, a w zamian dostawali nowoczesne naczynia. Wciągnęliśmy do współpracy firmę, której tradycją są pokazy sprzętu w lokalnych społecznościach i oni sfinansowali nagrody.  To zresztą zweryfikowało nasze wyobrażenia, że ludzie gotują tradycyjnie, wszyscy przychodzili z garnkami zepterowskimi, a gotowane potrawy były znacznie zdrowsze, mniej kaloryczne, za to bardziej nowoczesne, niż nam się wydawało. A przede wszystkim szybkie, bo tutejsi seniorzy mają dużo zajęć.
Przepisy zbierał Andrzej Zawadzki, który przygotowuje z nich kulinarną mapę Nadodrza.
- Sprawdzam, co ludzie gotują najczęściej. Ich podstawowy dylemat brzmi, jak pogodzić chudy portfel z brakiem czasu i troską o zdrowie. Babcina kuchnia bywa odpowiedzią – opowiada – W tym projekcie widzę szansę, by pokazać młodym ludziom, że potrawy babć i dziadków niekoniecznie są niezdrowe i brzydko wyglądają.

Nie podpierać parapetów

-  Czemu to robię? Ucieszyłam się, jak Karolina mnie w to wciągnęła, bo lubię się spotykać, coś robić.  Ciągle jestem w biegu, nie mam odcisków na łokciach od podpierania parapetów – śmieje się Aniela, która należy do Rady Nadodrza, jako członkini honorowa i prowadzi warsztaty kulinarne w fundacji. – W Obornikach chodzę na UTW, w tamtejszym kabarecie ubieram dziewczyny. Koleżankom robię poprawki krawieckie. Dużo gotuję, to moje hobby, wiem, co lubi każde z moich wnuków i im dogadzam jak przyjeżdżają. Co roku latam za granicę.
- Też nie mam czasu siedzieć w domu. Oprócz Rady, należę do Związku Emerytów, ostatnio byłam na kursie tańca. Tu u nas cenię to, że jesteśmy zgraną grupą – dodaje Bożena, która też jest w Radzie. -  Jak trzeba coś zrobić, po prostu skrzykujemy się i to robimy.
- Myślę, że w naszych wspólnych działaniach chodzi o relacje i o to one sprawiają, że seniorzy chcą się włączać. Przecież nie każdy z nich ma dużo czasu albo chce coś robić, przynajmniej z początku.  Największy sukces tych 2 lat? – Zastanawia się Karolina – To, że przestało się traktować seniorów, jak dzieci i doceniono ich praktyczną wiedzę o mieście. To mały impakt, który buduje zmiany w różnych obszarach i podnosi jakość projektów inwestycyjnych.


**

Bożena Żórawska – rocznik 1943, emerytowana pracownica handlu, była kierowniczką zaopatrzenia w „Społem”, świetna organizatorka, która w działaniach w Fundacji Dom Pokoju i Rady Seniorów Nadodrza odnalazła nowe życie, które dodało jej skrzydeł

Karolina Mróz – dokładnie 40 lat młodsza od Bożeny, od 5 lat prezeska Fundacji Dom Pokoju i animatorka życia społecznego oraz strategii rozwoju dzielnicy na wrocławskim Nadodrzu, zakochana w swojej dzielnicy, mama 3,5 letniej Leny

Projekt został zrealizowany w ramach programu "Seniorzy w akcji" Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę".