Elżbieta 69 lat
Elżbieta nosi okulary
w czerwonych oprawkach. Sześć razy wracała się spod sklepu, ale w końcu je
kupiła. Bo chciała! – podkreśla z dumą. Mieszka z mężem pod palmą w Al. Jerozolimskich
w centrum Warszawy. Stąd ma blisko do ukochanych muzeów, teatrów i filharmonii. Absolwentka
teatrologii, przez większość życia pracowała w kręgach artystycznych. Jednak gdy
przyszła „nowa Polska” Elżbieta postanowiła podbić rynek. Po 23 latach
porzuciła pracę dla teatru i literatury, żeby stać się pierwszą w Polsce
promocjonistką – specjalistką od raczkującego dopiero w Polsce Public
Relations.
Elżbieta: - Bardzo szybko weszłam w kapitalistyczny styl
pracy i płacy. W biurze reklamy dla telewizji robiłam eventy dla zagranicznych
inwestorów promujące kulturę polską. Tam się całego kapitalizmu nauczyłam. Potem
byłam redaktorką magazynu o sztuce reklamy, założyłam własne wydawnictwo i
napisałam książkę dla dzieci o komputerach.
Jesteś na emeryturze
i nadal piszesz. Tym razem jako publicystka pod pseudonimem Elkis Sępica. W
portalu kobieta50plus to najbardziej wyrazista cotygodniowa rubryka.
Skąd bierzesz energię
do działania?
Moje życie na nowo się ułożyło od czasu pierwszego kontaktu
z Ę w redakcji międzypokoleniowej. Zebrano młodych i starych, zrobili dla nas
wykłady, warsztaty i kazali nam pisać o miejscach i tematach związanych z
Warszawą. Tam nauczyłam się pisać nowocześnie. Za moich czasów im dłuższy
artykuł ktoś napisał, tym lepszym był dziennikarzem, teraz jest odwrotnie. Dzięki
Ę byłam też w kontakcie z młodymi ludźmi. Człowiek, gdy kończy życie zawodowe, rzadko
kiedy ma więzi z gronem rówieśników, o młodzieży nie wspominając. Ę łączy
pokolenia młodych i starszych.
Co ci dają te
spotkania międzypokoleniowe?
Ę daje mi możliwość otaczania się ludźmi, którym się czegoś
chce. Wtedy i ja mam bodziec, żeby mi się chciało. W życiu młodego człowieka zmiana
jest czymś naturalnym. Dzień składa się pewnie z 80 elementów. Mój dzień emerycki
składa się z 10 elementów, z czego 4 elementy to jedzenie. Życie w naturalny
sposób się zawęża. Już się nie chce: „już to widziałam, już wiem na czym to
polega”. Grozi depresja, smuteczek poranny. Można zmurszeć, zleniwieć. Ludzie
wokół to jedyne zabezpieczenie.
Zabezpieczenie przed
czym? Jakie istnieje niebezpieczeństwo?
Że człowiek stanie się takim stereotypowym „staruchem”. Tu
nie chodzi o wiek, ale o podejście do świata, zamknięcie na nowe. Mój ojciec,
gdy miałam 17 lat, nieustannie pomstował na tych, którzy tańczą jazz i w ogóle
się bawią. Obiecałam sobie wtedy, że
nigdy takim „staruchem” się nie stanę.
Póki ktoś potrafi się zastanowić, jest otwarty. W ludziach
zamkniętych grają rolę głównie emocje: „nie i już!” „Jak Ty możesz?”. To jest straszne!
Takie stereotypowe „staruchy” potrafią być roszczeniowe, niechętne, niczego nie
lubią. Módl się, żeby nie zostać „staruchem”, bo to wcale nie jest łatwe.
Przychodzą różne okoliczności życiowe i zderzasz się z tym, że wszyscy wokół są
młodsi.
A przecież starość
jest nieuchronna.
Tak, ale jest też czymś bardzo naturalnym. Odkryłam to, gdy
moja mama miała 60 lat. Bolała ją głowa. Zawiozłam ją więc do szpitala na
badania. Siedziała 40 minut podłączona do różnych rurek. Po badaniu pan doktór
dał mi kartkę i mówi: „wszystko jest w porządku, nie działa 60 proc. mózgu, ale
reszta ok.” Byłam w szoku! Lekarz spojrzał ze zrozumieniem i tłumaczy mi: ”Pani
mama ma 60 lat. Nie działa 60 proc. mózgu, na tym polega starzenie się. Reszta
działa znakomicie i mam jeszcze długo dobrze pożyje.” Starość nie oznacza braku
intelektualnych zdolności, bo ten proces wytracania komórek zaczyna się od 12
roku życia.
Małgorzata 50 lat
Najmłodsza z
uczestników Archipelagu, 50-letnia biolog. Życie zawodowe związała z ochroną
zdrowia. Uczyła studentów medycyny, napisała doktorat, a po nim zaczęła
pracować dla firm farmaceutycznych. 18 lat pięła się po szczeblach
korporacyjnej kariery. W 2012 objęła ją restrukturyzacja i Małgorzata
wylądowała na bezrobociu.
Małgorzata: - Jak usłyszałam, że mnie zwalniają, poczułam
ulgę. Nagle przestało być tak trudno i tak duszno. Przez 18 lat świat widziałam
przez szybę: winda-samochód, samochód-parking podziemny, winda-biuro, lotnisko-dom,
dworzec centralny-dom. Mieszkałam 12 lat w Warszawie, ale mojego miasta w ogóle
nie znałam.
Na bezrobociu nie
spoczęłaś jednak na laurach.
To prawda, jestem ekspertem, więc co chwila coś robię, piszę
poradniki etc. A w międzyczasie wykorzystuję wszystkie możliwe bezpłatne kursy i
szkolenia. Mam oczy i uszy otwarte na możliwość pozyskania funduszy. Moim celem
jest założenie domu dziennego pobytu dla osób z łagodną postacią otępienia.
Skąd ten pomysł?
Jako konsultant medyczny firm farmaceutycznych zetknęłam się
z chorobą Alzheimera, problemem starości i otępień. Zależy mi na tym, aby
stworzyć chorym osobom dobre warunki do codziennych aktywności, ale też
miejsce, gdzie będą mogli się spotkać z innymi.
Czemu te spotkania z
innymi są tak ważne?
Na Dalekim Wschodzie starość, zwłaszcza ta połączona z
chorobą, ma w sobie o wiele więcej godności. Tam nikt się z nią nie boksuje. Wnuki
widzą, że babcia powoli znika, czuje się coraz gorzej, w końcu tylko siedzi w
fotelu, a w końcu zaśnie. Zadaniem otoczenia jest trwać przy niej, zadbać,
przytulić, sprawić, żeby niczego jej nie brakowało. Kultura zachodnia odarła
starość z humanizmu i wsadziła ją do szpitala. Daliśmy procedury, sztuczne
podtrzymywanie, operacje. Warto się zastanowić, co by było, gdybyśmy tego nie
mieli.
Co daje Ci udział w Archipelagu
Pokoleń?
Zgłosiłam się do programu, bo też chcę mieć możliwość
intensywnych spotkań z innymi – w moim wieku i starszych. Jako 50-latka jestem
dopiero na początku mojego seniorstwa, więc trochę się przyglądam jak myślą,
jak mówią, jakie mają prawdziwe potrzeby osoby starsze. Są różne inicjatywy. To
takie szlachetne mówić „zróbmy coś dla seniorów”, ale seniorzy są różni. To nie
jest homogeniczna grupa. Ja też jestem różnie przyjmowana przez osoby, które tu
przychodzą.
Jesteś więc
wewnętrznym obserwatorem grupy. Co wynika z Twoich obserwacji?
Ludzie w tym programie są świetni! Mają niesamowity dystans
do swojej starości. Mówią tak: „Co z tego, że mam siwe włosy, zmarszczki,
oponkę, tu nie dosłyszę, tu niedowidzę? Ja przecież swoje wiem, swoje
przeżyłam, dzieci wychowałam, tu byłam, to zrobiłam…!”
Archipelag też upewnił mnie w przekonaniu, że moje pomysły
da się zrealizować. Znalazłam koleżankę, z która chcemy zacząć od
zorganizowania spotkań międzypokoleniowych w bibliotece na Muranowie – tam,
gdzie ludzi pokolenia 65plus w Warszawie jest najwięcej. Oni osiedlili się tam tuż
po wojnie. Ta populacja mnie ciekawi i fascynuje.
Archipelag Pokoleń
odbędzie się też w przyszłym roku. Poleciłabyś ten program osobom w Twoim
wieku, czy jednak jest on przeznaczony dla starszych?
- Wiek nie ma znaczenia. Chodzi o postawę wobec życia. Znam
takich trzydziestolatków, którzy nigdy by się tu nie odnaleźli. To ci, którzy mają
tak skostniałe poglądy, że przyszliby jedynie po to, aby wygłosić swoje. Archipelag
jest dla ludzi, którzy niezależnie od wieku mają otwarty umysł, ciekawość
świata i energię, dzięki której coś zrobią na koniec programu. Nawet gdyby to
miało być posadzenie jednego żywopłotu.
Wojtek 56 lat
Mówi o sobie: starzejący
się facet, który całe życie był chłopcem. Podkreśla, że starość ma
niekonwencjonalną. Bez typowych sukcesów, bez odcinania kuponów po dobrze
wykonanym planie życia. Wieczna jazda: studia w Krakowie, bez magisterki, bo z
żoną wyjechali na wieś na Mazury hodować owce. Okres heroicznej pracy skończył
się po 5 latach, gdy doszli do wniosku, że to jednak nie to. Wyjechali do
Nowego Jorku. Po kilku latach wrócili. Na gospodarstwo ojca Wojtka. Potem
zakładali społeczne przedszkole.
Wojtek: - Moje życie składało się z kolejnych zadań. Od
kryzysu do kryzysu. Po każdym trzeba było podnieść się i ruszyć z nową energią.
Do tej pory mi się udawało. Teraz już nie mam tyle siły ani chęci. Chcę coś w
życiu na stałe zmienić. Dlatego w tym roku poszedłem do grupy
psychoterapeutycznej, która straszliwie dała mi w kość – mówi Wojtek.
Grupa Archipelagu ma więc
też dla ciebie działanie psychoterapeutyczne?
Po części tak. Duch Ę jest bardzo nowoczesny, a jednocześnie
pozytywistyczny w dobrym tego słowa znaczeniu: nastawiony na budowanie więzi,
zbliżanie ludzi, integrację, wzmacnianie pozytywnych wartości: otwartości,
życzliwości, zaufania, współpracy. To dokładna odwrotność tego, jak ja żyłem! Bo
ja żyłem sam, osobno – choć z żoną i synem – to jednak zajęty sobą i swoimi
problemami. Nie umiem współpracować, nawet w najmniejszych formach. Ale zawsze
była we mnie życzliwość do ludzi tak działających.
Czy czegoś w Archipelagu
Ci zabrakło?
Mówienia o starości. Spokojnie, bez owijania w bawełnę. Był
taki moment na początku, kiedy się przedstawialiśmy. Wszyscy byli tacy do
przodu. Nikt nie powiedział nic na temat swojego wieku i tego, co się z tym
wiąże. Staraliśmy się sobie wzajemnie zaprezentować jako żywotni, energiczni,
otwarci na życie dalej, do przodu. A ja myślę, że równoległą prawdą o nas jest
to, że bywamy też starzy, zmęczeni, zniechęceni, nastawieni pesymistycznie i
nieżyczliwie do rzeczywistości, jest w nas mnóstwo niepokoju i strachu i że
mnóstwo rzeczy nam dolega. A pogodzenie się z ciągle pogarszającą się kondycją
przychodzi nam z trudem.
Jak rozpoznać, że
przychodzi starość?
- Wiem, że to jest stereotyp, ale ja go długo nosiłem w
głowie – mężczyzna to skuteczność. A zatem starość nadchodzi, gdy mężczyzna
słabnie, gdy przestaje być skuteczny,
energiczny, żywy intelektualnie.
Niektórzy nie chcą
używać słowa „stary”, bo niesie ze sobą negatywny wydźwięk.
Ja się tego nie boję. Przeciwnie, mówienie o starości jest jedynym
sposobem na oswajanie się z nią. Zgoda, że bez sensu jest usiąść i biadolić o swoich
schorzeniach i lekach. Chodzi o coś innego. Gdy zaczynamy się starzeć, mnóstwo
rzeczy się zmienia. To jest nie tylko kiepskie, to jest przede wszystkim
ciekawe. Jesteśmy w wieku, w którym mamy szansę opowiedzieć najciekawsze
rzeczy, bo mamy w dużym stopniu życie za sobą. Możemy je ogarnąć i spróbować
zrozumieć. Odpowiedzieć sobie na pytanie: o czym moje życie było.
Jak to widzisz w
praktyce?
Od dwóch lat chodzi mi po głowie pomysł, żeby stworzyć
Muzeum Historii Osobistej, w którym będzie można gromadzić nagrane i spisane
relacje. Niestety ludzi starszych, wierzących w to, że opowieść o ich życiu
może być ciekawa i wartościowa, jest strasznie mało. A za najwartościowsze
uważam nie same historie, ale to, co ich opowiedzenie może dać starszym osobom.
Żeby opowiedzieć o swoim życiu najpierw trzeba je przemyśleć i zrozumieć. Uruchomić
pamięć, refleksje, jeszcze raz wrócić do pewnych rzeczy. To jest kapitalny
proces! Starsza osoba musi też uwierzyć, że ktoś chce jej historii słuchać. Ale
proszę sobie wyobrazić, że gdy to się stanie, gdy uwierzy, dostaje ogromny
bodziec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz